piątek, 18 września 2015

Rozdział XII

W poprzednim rozdziale:
- Nieważne, nie będę Ci przeszkadzać i nie chcę abyś na mnie tracił czas! - warknęłam. Gy wypowiadałam te słowa chłopak zmieszał się jakby dotarło do niego to co przed chwilą się wydarzyło. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę przystanku.
- Hey...poczekaj - Szymon złapał mnie za rękę próbując zatrzymać. Ale usłyszał tylko:
- Nie trać na mnie czasu, masz inne sprawy do załatwienia - kolejny raz odwróciłam się od niego, ale tym razem chyba gorzej być nie mogło. Wpadłam na....

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wpadłam na, Ku*wa co on tu robi? Poczułam jak cała zaczynam się trząść, nie panowałam nad sobą. Przeszłość zawsze powraca. Dlaczego akurat jego spotkałam? Nie mógł być to ktoś... inny? Chwilę stałam przed nim, nie mogąc się ruszyć z miejsca. Wpatrywał się we mnie, jakby w dawną znajomą czy kogoś tam. Nim się obejrzałam, byłam od niego oddalona. Po tym jak zobaczyłam, że idzie a raczej biegnie w moim kierunku, nie wiele myśląc zeszłam na krawężnik.... A następnie usłyszałam tylko pisk opon i poczułam silne ramiona, które mnie ciągnął z drogi. Wyrwałam się i uciekłam z powrotem do galerii. Była duża i miałam nadzieję, że tu nie wejdzie, a przynajmniej nie znajdzie. Pierwsza myśl była taka aby pójść do łazienki, tak też zrobiłam. Niestety coś, a raczej ktoś mi uniemożliwił. Zostałam mocno szarpnięta za dłoń, zatoczyłam się do tylu i wpadłam w ramiona znanej mi osoby. Nie wiele myśląc wtuliłam się w jego tors. A on oplótł mnie swoimi długimi ramionami mocno i tak jakby to miało być nasze ostatnie spotkanie. Nie wiem ile tak staliśmy, z każdą następną chwilą płakałam coraz bardziej. A Szymon nic nie mówił, o nic nie pytał po prostu był... Co było dla mnie najważniejsze. Starałam się uspokoić i chciałam oderwać się od niego...Byłam przekonana, że wyglądam strasznie;  rozmazany makijaż, zapuchnięte i czerwone oczy. Gdy o tym myślałam chłopak delikatnie odsunął się ode mnie i podniósł lekko moją głowę aby spojrzeć mi w oczy. Następnie swoje obie dłonie przeniósł na moje policzki, gdzie kciukami otarł łzy i delikatnie pocałował w czoło.
- Choć zabiorę Cię do mojego mieszkania... - czekał na jakiś sygnał z mojej strony, jakieś potwierdzenie. Lekko skinęłam głową, na co chłopak tylko uśmiechnął się smutno, objął i pokierowaliśmy się w stronę wyjścia.
- To tym mamy jechać? To twoje? - zapytałam po tym jak ujrzałam czarnego rumaka.
- To jest motocykl, tak będziemy tym jechać. - powiedział pewny siebie.
- Ale nie mówiłeś, że masz yyyy... to...motocykl - nigdy nie jechałam na motocyklu i bardzo się bałam...
Widząc moją panikę powiedział:
- Spokojnie, umiem tym jeździć - uśmiechnął się lekko. Nie wiem jakim cudem wsiadłam na pojazd ale zrobiłam to i już po chwili czułam jak wiatr przewiewa moje ciało. Czując jak przyspieszamy mocniej ścisnęłam chłopaka po czym usłyszałam jego śmiech:
- Skarbie zaraz nie będę mógł oddychać - dodał i poluźniłam uścisk, ale tylko trochę i zamknęłam oczy. Słyszałam tylko warkot pojazdów, sygnał pogotowia ratunkowego. Czułam wiatr na twarzy i przyśpieszone bicie serca Szymona. Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się, ale ja nie puściłam go lecz otworzyłam powoli oczy. Zobaczyłam rząd szarych bloków.
- Ty tu mieszkasz? - zapytałam głupio.
- Nie przyjechaliśmy popatrzeć - odpowiedział.
- Okay, okay - podniosłam ręce w geście obronnym.
Weszliśmy do dużego nowoczesnego mieszkania. Nie wiedziałam, że na takie go stać. Po tym jak dał mi sok, usiedliśmy w salonie:
- Potem pozwiedzasz, ale teraz powiedz mi o co chodzi - rzekł, patrząc mi prosto w oczy. Uniosłam brew sugerując mi to coś. - Dobra najpierw Ty powiesz a potem ja Ci wszystko wytłumaczę.
- Obiecujesz? - zapytałam. Westchnął...
- Taak.....


----------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Hey :)
Tak, wiem jest strasznie krótki, ale nie mam jak dopisać resztę. Przepraszam...
Jeżeli macie jakieś pytania, zapraszam tu Ask, pytaj xd 
Tradycyjnie zostawcie łapkę w górę KOMENTARZ :P
Do zobaczenia  ;p

niedziela, 13 września 2015

Rozdział XI

Udałam się do mieszkania, gdzie czekał na mnie wujek z pytaniem:
- Jak tam? - uśmiechnął się.
- Wszystko w jak najlepszym porządku - mój uśmiech był chyba największy na świecie. Nie mogłam go opanować.
- To idź już spać, jutro idziesz do pracy? - zapytał kolejny raz.
- Tak, mam na 9 bo chcą ze mną porozmawiać i potem okres próbny. I okaże się wszystko za jakiś czas. - mówiłam.
- Nie musisz pracować...- nie pozwoliłam mu skończyć.
- Przygarnęliście mnie i dziękuje wam za to bardzo. Oczywiście spróbuję się sama usamodzielnić jak najszybciej... Ale kolejna osoba w mieszkaniu to jest wydatek i nie pozwolę wydawać na siebie pieniędzy. Po za tym nie mogę cały czas siedzieć w wakacje tutaj, muszę coś zrobić. A jak będę zarabiać to w jakiś sposób sobie pomogę. - powiedziałam już poważna.
- Ale ty jesteś uparta, ale porozmawiamy jutro na spokojnie razem z ciocią. - westchnął. - muszę iść bo jadę rano do pracy... Dobranoc - po tych słowach poszedł to swojej sypialni.
Moje ciało ogarnął smutek mimo że 10 minut temu byłam w innym świecie. Usiadłam na kanapie, gdzie miałam spać i zaczęłam się zastanawiać co dalej. Co jeśli sobie nie poradzę? Co jeśli nie będę mogła tu zostać? Będę musiała wrócić do mojego tak zwanego domu? Nie wyobrażam sobie tego, moje myśli błądziły i zaczęłam się bać, po prostu bać przyszłości. Nie wiedziałam jak będzie i to była paraliżująca myśl. Moje rozważania, które szły w nieodpowiednim kierunku przerwał dźwięk sygnalizujący nadejście wiadomości. Gdy zobaczyłam od kogo od razu moje kąciki ust powędrowały ku górze. Moje myśli skierowały się w jeden wiadomy punkt. "Śpij skarbie. Niech ci się przyśni coś miłego. I nie przejmuj się - tylko ty obudziłaś moje serce."- tak brzmiała wiadomość od mojego chłopaka. Czy ja postąpiłam dobrze? Czy... STOP moje myśli znowu powędrowały w nieporządanym kierunku.  Odpisałam mu szybko "Zmierzch <3 Dobranoc" Nie musiałam czekać długo na odpowiedź. "Dlaczego Ty wszystko wiesz? ;p"
"Bo już czytałam zmierzch, skarbie....;p" W odpowiedzi dostałam " Śpij już skarbie" I tak się stało usnęłam z telefonem w ręku i z uśmiechem na twarzy. Zanim Orfeusz zabrał mnie do swojego świata pozostała mi myśl w głowie... "Czy to nie za łatwo poszło?"
Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam godzinę 7:30. Czyli w sam raz abym zdążyła do pracy. Obudziłam się sama co było dziwne, bo zazwyczaj Coś mnie budziło... Ubrałam się i pojechałam do pracy.
- Witamy w kawiarni - usłyszałam po rozmowie kwalifikacyjnej - dam ci twój uniform, przebierzesz się i zaczniesz okres próbny. Czy ja się nie przesłyszałam?! Aaaa dostałam ją! Od razu zabrałam się za pracę. Cały dzień obsługiwałam klientów, nauczyłam się obsługiwać kasę fiskalną. Może to wszystko dla kogoś innego to zwykłe nic, ale dla mnie to nowe doświadczenie, nowa możliwość i coś wspaniałego. Już po kilku godzinach mogłam opuścić to miejsce. Gdy wyszłam na zewnątrz odetchnęłam świeżym powietrzem, ponieważ w środku pomieszczenie było przepełnione pięknym zapachem kawy, ciastem i wanilią. Wszystko razem było bardzo przyjemne. Już po chwili gdy wyszłam spod daszku poczułam krople deszczu, które opadały na moją twarz. Niby tak od niechcenia, ale jedna za drugą spadały mocząc moje ubranie.
 Gdy tak stałam na chodniku, patrząc w górę nie zważając na mijających mnie ludzi usłyszałam męski głos.
- Yhm - odchrząknął - może potrzebuje pani parasolki? - i niebieski materiał zasłonił mi niebo.
- Ooo Hey - powiedziałam i uśmiechnęłam się do Łukasza który trzymał parasol. - poproszę...
- Jak sobie panienka życzy - i jego kąciki ust powędrowały do granic możliwości. - To gdzie idziemy?
- Chodźmy coś zjeść, bo jestem meega głodna - powiedziałam.
- A jadłaś coś dzisiaj? - zapytał lekko mrużąc oczy. W odpowiedzi pokręciłam głową. - Przecież jest 14:30! - Krzyknął.
- No to właśnie choć jeść - powiedziałam ze śmiechem. I tak zrobiliśmy. Poszliśmy na pizzę, a potem długo rozmawialiśmy tak zwyczajnie. Siedziałam na przeciwko wejścia do knajpy, drzwi były szklane i widziałam wszystko co działo się w galerii.
W pewnej chwili zobaczyłam jakieś zamieszanie. Dwóch chłopaków głośno rozmawiało ze sobą, słychać było urywki słów, a blisko oni nie byli. Jeden stał tyłem do mnie a ten drugi troszkę niższy przodem. Niby chłopak stał tyłem a jednak kogoś mi przypominał. Przypatrywałam się nim i zwróciłam tym uwagę Łukasza. Po chwili on też obserwował całą sytuację,a le tylko delikatnie się odwracał bo siedział naprzeciwko mnie. W po kilku minutach ich rozmowy oboje zaczęli gestykulować. Dziwiłam się dlaczego jeszcze nie ma ochrony, ponieważ ta rozmowa stawała się bardziej agresywna. A ja nie mogłam oderwać od nich wzroku mimo, że powinnam. Jedna osoba wydawała mi się znajoma, bardzo znajoma. Chłopak który był tyłem do mnie wskazał ręką na mnie, mówiąc coś do drugiego. I już wiedziałam kto to jest, gdyż odwrócił się a jego oczy rozpoznam wszędzie. Szymon zmarszczył nos, ale kiwną coś do chłopka i odeszli. Chciałam pójść za nimi, ale zatrzymał mnie silna dłoń Łukasza.
- A ty gdzie? - zapytał.
- Yyy - chciałam się jakoś wykręcić - do łazienki - skłamałam.
- Już ci wierzę - prychnął - siadaj, to nie twoja sprawa. - dokończył. Jęknęłam ale spełniłam polecenie. Po chwili dostałam sms od mojego chłopaka "Poczekasz na mnie chwilkę? Wszystko Ci wyjaśnię" Nie zamierzałam mu odpisywać, z resztą nawet nie zdążyłabym, bo chłopak znalazł się w tej samej chwili gdy już wychodziliśmy z pizzerii.
- Cześć - chłopcy uścisnęli sobie dłonie.
- Hey - dostałam szybkiego całusa w policzek. - Mogę porwać Olę? - i tym razem zwrócił się do Łukasza.
- Jasne - powiedział lekko uśmiechając się - to paa - dostałam drugiego całusa.
- Chcesz coś zjeść? - zapytał niepewnie.
- Jadłam przed chwilą - odpowiedziałam spokojnie. Szymon złapał mnie za rękę i pokierował w stronę wyjścia. Gdy już byliśmy na zewnątrz usłyszałam.
- Przepraszam....- nie pozwoliłam mu skończyć.
- Kto to był? - zadałam pytanie skoncentrowana.
- Znajomy - powiedział ostrożnie.
- Nie wyglądaliście jak znajomi - powiedziałam przypatrując mu się uważnie.
- Bo się dawno nie widzieliśmy - warknął - Co to jest przesłuchanie?
- Tak przesłuchanie... - krzyknęłam i chciałam coś jeszcze dodać gdy usłyszałam.
- To że jesteś moją dziewczyną i to że jesteśmy razem od wczoraj to nie znaczy, że możesz mnie przesłuchiwać! - chyba zaczęła się kłótnia.
- Czyli nie mam prawa wiedzieć o tobie czegokolwiek? - wyrzuciłam z siebie.
- Mam SWOJE - zaakcentował to słowo - sprawy a Tobie nic do tego! -chyba się przesłyszałam.
- Co? - tylko głupie co udało mi się powiedzieć. Nigdy wcześniej nie zachowywał się tak w stosunku do mnie.
- Powiedziałem, że mam... - mówił szybko i był wkurzono i to ostro.
- Nieważne, nie będę Ci przeszkadzać i nie chcę abyś na mnie tracił czas! - warknęłam. Gy wypowiadałam te słowa chłopak zmieszał się jakby dotarło do niego to co przed chwilą się wydarzyło. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę przystanku.
- Hey...poczekaj - Szymon złapał mnie za rękę próbując zatrzymać. Ale usłyszał tylko:
- Nie trać na mnie czasu, masz inne sprawy do załatwienia - kolejny raz odwróciłam się od niego, ale tym razem chyba gorzej być nie mogło. Wpadłam na....

-------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka skarby xD
Mamy kolejny rozdział, kolejny dzień z życie moich dzieci. Mogę je tak nazywać, bo to ja je stworzyłam no nie? xD
A więc Drogi czytelniku! Zostaw łapkę w górę.  Zostaw komentarz ze swoja opinią, a będzie mi bardzo miło...
Do zobaczenia ;D
ps rozdział nie sprawdzony więc przepraszam za wszelkiego rodzaju błędy :)

czwartek, 3 września 2015

Rozdział X

W poprzednim rozdziale:
Pojechałam do cioci i wszystko wyjaśniłam. Co się dzieje w domu, sytuacja ze szkołą... Zostanę u niej tylko do momentu póki nie znajdę stancji, mimo nalegań rodziny. Nie chciałam aby mi ktoś robił wyrzuty że ich wykorzystuję czy coś takiego. Wieczorem dostałam mail z odpowiedzią że mam prace jako kelnerka. I mogę zacząć jak najszybciej. Ucieszyłam się ale byłam przygnębiona całą sytuacją. Podczas gdy byłam zasypywana wiadomościami od Łukasza, to od Szymona nie dostałam żadnej wiadomości. Usłyszałam pukanie do drzwi.. Wujek poszedł otworzyć a w progu stał on... Czy ja go przyciągnęłam myślami?

------------------------------------------------------------------------------

Szymon to on tam był.
- Dzień dobry. Czy jest Ola? Chciałbym z nią tylko chwilę porozmawiać. - powiedział.
- Dzień dobry, tak zapraszam - usłyszałam w odpowiedzi. Wujek poszedł od razu do siebie, także byliśmy sami. Wujka od zawsze podziwiałam poczuciem humoru czy też pozytywnym nastawieniem do życia. Ja natomiast nigdy tak nie potrafiłam. Do salonu, gdzie przebywałam wszedł niepewnym krokiem Szymon.
- Hey - powiedział uśmiechając się lekko.
- Hey - powiedziałam - Usiądź, chcesz coś do picia?
- Nie, dzięki - odpowiedział siadając. Skinęłam głową i usiadłam w odpowiedniej odległości od niego i czekałam na to co powie. Ale nic nie mówił tylko się zastanawiał, gdy już chciałam coś powiedzieć, on zaczął.
- Chciałem Cię przeprosić, powinienem być przy Tobie....Ale nie mogłem, przepraszam. - mówił, ale nie patrzył mi w oczy. Po chwili to zrobił. Wpatrywał się we mnie czekając na jakąś moją reakcje.
- W porządku - powiedziałam, nie mogłam być na niego zła bo nie powinnam. Był moim kolegą i tylko tyle. Nie mogłam oczekiwać od niego nic więcej, nie powinnam.
- W porządku? - zapytał z niedowierzaniem.
- Tak w porządku - mówiłam patrząc mu w oczy - zapewne miałeś jakiś ważny powód o którym zgaduję nie chcesz mówić, rozumiem. Nie mogę oczekiwać od Ciebie wszystkiego....- mówiłam
- Nie powinienem Cię zostawiać, ale babcia się źle czuła... - powiedział na co ja wtrąciłam.
- Wszystko z nią dobrze? - zapytałam.
- Tak, teraz tak... - mówił.
- Nie powinieneś jej zostawiać samej! - krzyknęłam  na niego.
- Spokojnie nie jest sama - uśmiechnął się.
- Co się tak cieszysz - zapytałam ze złością.
- Bo nie rozumiem waszych relacji... Wytłumaczysz mi? - zapytał ostrożnie.
- Pomagałam twojej babci, bo zawsze była sama i nigdy nie wspominała o rodzinie. Nie wiedziałam że ma Ciebie, wnuka którego nie widziała od dawna. Sprzątałam, zajmowałam się ogrodem, domem, czasem gotowałam i tak zaczęły się nasza jeśli mogę nazwać przyjaźń. Twoja babcia bardzo mi pomagała chociażby zwykłą rozmową, wspierała i zachowywała się jak moja babcia. I to trwa kilka lat i nie ma co więcej mówić... - powiedziałam spokojnie. - Nie pytałeś się babci?
- Nie było okazji...- westchnął. Jak to nie było okazji? Przecież byłam kilka razy u niej w domu. To pytanie zostało tylko w mojej głowie.
- Okay, rozumiem - powiedziałam.
- Co teraz będzie? - zapytał po chwili.
- Mam pracę, znajdę stancje i się wyprowadzę stąd. - wzruszyłam ramionami jakby to co mówię było najłatwiejsze w życiu. Przypatrywał mi się dłuższy czas, ale nie powiedział nic oprócz zwykłego - Aha. Siedzieliśmy w ciszy, ale w pewnym momencie usłyszałam:
- Chyba będzie lepiej jak już pójdę, masz mój numer i możesz do mnie zadzwonić w każdej chwili jakbyś czegoś potrzebowała albo chciała po prostu pogadać... Bo chyba teraz to nie najlepszy moment... - mówił.
- Pójdziesz ze mną na spacer? - wypaliłam nie wiele się nad tym nie zastanawiając.
- Teraz? - zapytał zdziwiony.
- Jeśli masz inne plany to spoko - próbowałam się wykręcić, bo to chyba nie będzie najlepszy pomysł - innym razem - mówiłam.
- Nie, mogę teraz. Nie ma problemu - uśmiechnął się lekko.
- To chodźmy powiedziałam lekko niepewnie. Wyszyliśmy z domu po tym jak poinformowałam ciocię o moich planach. Spacerowaliśmy pomiędzy domami jednorodzinnymi, ponieważ oni mieszkali na obrzeżach miasta. Był wieczór, ale nikogo nie spotkaliśmy. Wiatr lekko targał moje włosy, i chłodził moją skórę w pewnym momencie zaczęliśmy rozmowę i była to zwykła pogawędka na temat... niczego w zasadzie. Rozmawialiśmy o tym jaki smak lubimy lodów, dowiedziałam się że jego ulubione to mango.
- Moje też - powiedziałam trochę za głośno i rozległ się jego śmiech, przez co "spaliłam buraka".
- Nie zimno ci? - zapytał. I nie czekając na moją odpowiedź przyciągnął mnie do siebie oplatając mocno ramionami.
- Jest okay - powiedziałam, ale nadal trzymał mnie w uścisku. Słuchałam jak miarowo i spokojnie bije jego serce. Tylko to słyszałam, w pewnej chwili uniósł moją głowę do góry tak aby mógł mi spojrzeć w oczy. Był wyższy ode mnie a mi to nie przeszkadzało. Nachylił się i złożył pocałunek na moich ustach. Poczułam jak ciepło rozchodzi się po moim ciele, Szymon z każdym następnym momencie stawał się śmielszy i odważniejszy. Moje ręce powędrowały na jego szyję i włosy, którymi się bawiłam. Zadziwiające jest to jak bardzo się zmienił od momentu w którym go poznałam, ale przecież mówił że nie jest taki na jakiego teraz wygląda. Pamiętam to, widocznie mówił prawdę.
- Ohohho kogo ja tu widzę - po tych słowach odwróciliśmy się w stronę z którego dochodził ten głos.
- Zamknij się - powiedział przez zaciśnięte zęby Szymon.
- Widzę że nie tracisz czasu, jak nie ta to inna. No, no muszę ci pogratulować. - mówił drwiąco.
- Czego chcesz ode mnie? - zapytał się.
- Od Ciebie nic.... - zastanowił się chwilę - ale może od twojej towarzyszki...- nie dokończył. Pięść wylądowała na jego twarzy zadziwiająco szybko. Nieznajomy chłopak upadł na chodnik, krwawiąc z nosa i wargi.
- Nie waż się nigdy tak mówić o mojej dziewczynie - krzyknął na niego.
- To twoja kolejna dziwka do zabawy? - kolejny raz dostał... i jeszcze raz... i kolejny. A ja stałam i nie byłam w stanie nic zrobić, tylko patrzyłam. Kolejny raz coś takiego usłyszałam, bez względu na to co robiłam. Chwilę potem Szymon złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę mieszkania. Stanęliśmy pod latarnią i dopiero po słowach chłopaka zrozumiałam że płacze.
- Hey... nie płacz, przepraszam że coś takiego usłyszałaś. Nie wiem co on tam robił, ale następnym razem kurwa nie wstanie....- mówił strasznie rozgniewany - Nie płacz - pociągnęłam ostatni raz nosem i moje łzy przestały lecieć. Chłopak przytulił mnie mocno i skierowaliśmy się do do mieszkania. Pod blokiem dostałam szybkiego całusa i mocny uścisk.
- To co jestem teraz twoją dziewczyną? - zapytałam szeptem do ucha. Chłopak odsunął się ode mnie, aby spojrzeć na mnie. Stałam jeden schodek wyżej od niego i byliśmy prawie różni. Zawstydził się, była noc ale widziałam rumieniec, który jakoś wkradł się na jego policzek.
- Jeżeli Ty chcesz... ale powiedziałem tak pod wpływem chwili.... - mówił.
- Ja będę twoją dziewczyną, a Ty będziesz moim chłopakiem? - wiem co to związek, ale chciałam to powiedzieć głośno.
- Chcesz? - zapytał. W odpowiedzi skinęłam głową.
- Ale pamiętaj że jesteś TYLKO mój - powiedziałam, aby dotarło do niego to co mówię. Szymon skinął głową uśmiechając się i kolejny raz pocałował mnie. Miedzy pocałunkami usłyszałam:
- A Ty tylko moja i nikomu Cię nie oddam.



------------------------------------------------------------------------------

Hey, hey
Kolejny rozdział! Co sądzicie? Główna bohaterka nie za szybko mu zaufała? Ja nic nie sugeruję xD
Jak wam się podoba? Czytasz=komentujesz ;D
Do zobaczenia <3

Ps: Dziękuję za każde miłe słowo, za każdy komentarz. One jak mi przypomniała Kamila karmią wenę :*