niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział XIII

W poprzednim rozdziale:
Weszliśmy do dużego nowoczesnego mieszkania. Nie wiedziałam, że na takie go stać. Po tym jak dał mi sok, usiedliśmy w salonie:
- Potem pozwiedzasz, ale teraz powiedz mi o co chodzi - rzekł, patrząc mi prosto w oczy. Uniosłam brew sugerując mi to coś. - Dobra najpierw Ty powiesz a potem ja Ci wszystko wytłumaczę.
- Obiecujesz? - zapytałam. Westchnął...
- Taak.....
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- No więc... - zamknęłam oczy - pamiętasz jak Ci mówiłam o chłopaku, który.... który - poczułam jak zbierają mi się łzy, zacisnęłam mocno powieki - który zrobił mi z życia koszmar, ten od którego kiedyś jak myślałam dostałam sms...ale to była tylko moja koleżanka... Wtedy to była pomyłka... ale teraz to był On - spojrzałam w oczy - naprawdę to był on....- łzy leciały i mimo tego że wiedziałam że to co mówię nie ma sensu to nie powtarzałam tego kolejny raz. Po chwili gdy Szymon zrozumiał, że moja wypowiedź dobiegła końca przesunął się do mnie wciągając na kolana i mocno przytulając. Miałam wrażenie że tkwimy tak wieczność, lecz moje łzy nadal kreśliły ślady na moim policzku. Po pewnym czasie poczułam jak chłopak mnie zanosi do jakiegoś pokoju i następnie przykrywa kocem, wychodzi i zamyka drzwi.
Gdy obudziłam się skierowałam się do łazienki, którą bez problemu odnalazłam. To coś co zobaczyłam w lustrze było straszne. Zapuchnięte oczy, rozmazany makijaż i potargane włosy. Chciałam się szybko doprowadzić do ładu, ale nie okazało się to tak łatwe jak przypuszczałam. Na początek rozczesałam włosy i zrobiłam luźnego koczka, tak aby mi nie przeszkadzał. Następnie zabrałam się za swoją twarz. Nie miałam żadnych kosmetyków.
- No kurdeee! - krzyknęłam. I co usłyszałam? Śmiech... Czyj? Szymona, a kogo by innego.
- No i co się śmiejesz? - zapytałam, po czym przypomniałam sobie wcześniejszą rozmowę. - Przepraszam, nie powinnam była zasypiać u Ciebie, nagle zrobiło mi się strasznie wstyd, tego jak wyglądam tego co się dowiedział...
Zsunęłam się na podłogę i ukryłam twarz w dłoniach, w tamtej chwili żałowałam że związałam moje włosy. Zaczęłam cicho szlochać, znowu.
- Jestem żałosna - sapnełam - wyjdź stąd, proszę i nie patrz na minie w tym stanie. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
- Hey, mała... - kucnął obok mnie, a następnie wziął mnie ma ręce - chodź do pokoju. 
Znaleźliśmy się na łóżku, czułam się beznadziejnie, nigdy sobie nie pozwalałam na płacz. Nigdy, nieważne czy byłam sama czy nie. Płacz to oznaka słabości. Po kolejnym takim ataku bezsilności usnęłam w jego ramionach, przez cały czas czułam jego silne ramiona, cały czas mnie trzymał wtedy gdy się rozpadałam. Gdy obudziłam się siadałam obok niego i usłyszałam:
- Chodź na kanapę, bo zaraz umrę tutaj - powiedział, bo siedzieliśmy na podłodze,nawet nie wiem dlaczego...
- Dlaczego my...- zaczęłam.
- Nie pytaj - powiedział ze śmiechem, nie wiedziałam o co chodzi ale jego śmiech był zaraźliwy i uśmiechnęłam się lekko.
- To może chociaż zrobię herbatę... czy coś? - zapytałam.
- Na razie nie, zaczekaj chwilę - powiedział bardzo miło, co wywołało u mnie dziwne uczucie.
- Okay... - powiedziałam. -Przepraszam... za wszystko...
- Przestań za wszystko przepraszać, do cholery! - krzyknął. Wstał i podszedł do okna, czy to możliwe aby to był koniec? Wstałam i znalazłam się tuż za nim. 
- Słuchaj, to więcej się nie powtórzy, bo...- czy on zawsze musi mi przerywać? Odkręcił mnie tak, że stałam przy samej ścianie wpatrując się w jego oczy... Jego ręce znalazły się po obu stronach mojej głowy. Zamknęłam oczy bojąc się że usłyszę coś co jest moim koszmarem.
- Otwórz oczy - zrobiłam to - wiesz co? Jak dla mnie możesz płakać, ja jestem od tego aby być z Tobą a nie obok Ciebie. Kocham Cię i zależy mi na Tobie cholernie mocno -ostatnie słowa powiedział szeptem, a potem jego kciuk przejechał po moim policzku, ustach, aby na koniec mogły znaleźć się tam jego usta. W następnej chwili jak gdyby nigdy nic odwrócił się i łapiąc mnie za rękę i poprowadził do kuchni. Nie czekał na moją reakcje, tylko najzwyczajniej w świecie poszedł - a ja za nim.
- Albo robimy spaghetti albo zamawiamy coś, co wolisz? Jasne, że spaghetti - jak gdyby do siebie. 
A ja stałam i czekałam na rozwój wydarzeń.
- Będziesz tak stać czy mi pomożesz? - zapytał "prosto z mostu"; uśmiechnęłam się i zaczęliśmy przygotowywać jedzenie.