niedziela, 29 listopada 2015

Rozdział XIII

W poprzednim rozdziale:
Weszliśmy do dużego nowoczesnego mieszkania. Nie wiedziałam, że na takie go stać. Po tym jak dał mi sok, usiedliśmy w salonie:
- Potem pozwiedzasz, ale teraz powiedz mi o co chodzi - rzekł, patrząc mi prosto w oczy. Uniosłam brew sugerując mi to coś. - Dobra najpierw Ty powiesz a potem ja Ci wszystko wytłumaczę.
- Obiecujesz? - zapytałam. Westchnął...
- Taak.....
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- No więc... - zamknęłam oczy - pamiętasz jak Ci mówiłam o chłopaku, który.... który - poczułam jak zbierają mi się łzy, zacisnęłam mocno powieki - który zrobił mi z życia koszmar, ten od którego kiedyś jak myślałam dostałam sms...ale to była tylko moja koleżanka... Wtedy to była pomyłka... ale teraz to był On - spojrzałam w oczy - naprawdę to był on....- łzy leciały i mimo tego że wiedziałam że to co mówię nie ma sensu to nie powtarzałam tego kolejny raz. Po chwili gdy Szymon zrozumiał, że moja wypowiedź dobiegła końca przesunął się do mnie wciągając na kolana i mocno przytulając. Miałam wrażenie że tkwimy tak wieczność, lecz moje łzy nadal kreśliły ślady na moim policzku. Po pewnym czasie poczułam jak chłopak mnie zanosi do jakiegoś pokoju i następnie przykrywa kocem, wychodzi i zamyka drzwi.
Gdy obudziłam się skierowałam się do łazienki, którą bez problemu odnalazłam. To coś co zobaczyłam w lustrze było straszne. Zapuchnięte oczy, rozmazany makijaż i potargane włosy. Chciałam się szybko doprowadzić do ładu, ale nie okazało się to tak łatwe jak przypuszczałam. Na początek rozczesałam włosy i zrobiłam luźnego koczka, tak aby mi nie przeszkadzał. Następnie zabrałam się za swoją twarz. Nie miałam żadnych kosmetyków.
- No kurdeee! - krzyknęłam. I co usłyszałam? Śmiech... Czyj? Szymona, a kogo by innego.
- No i co się śmiejesz? - zapytałam, po czym przypomniałam sobie wcześniejszą rozmowę. - Przepraszam, nie powinnam była zasypiać u Ciebie, nagle zrobiło mi się strasznie wstyd, tego jak wyglądam tego co się dowiedział...
Zsunęłam się na podłogę i ukryłam twarz w dłoniach, w tamtej chwili żałowałam że związałam moje włosy. Zaczęłam cicho szlochać, znowu.
- Jestem żałosna - sapnełam - wyjdź stąd, proszę i nie patrz na minie w tym stanie. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje.
- Hey, mała... - kucnął obok mnie, a następnie wziął mnie ma ręce - chodź do pokoju. 
Znaleźliśmy się na łóżku, czułam się beznadziejnie, nigdy sobie nie pozwalałam na płacz. Nigdy, nieważne czy byłam sama czy nie. Płacz to oznaka słabości. Po kolejnym takim ataku bezsilności usnęłam w jego ramionach, przez cały czas czułam jego silne ramiona, cały czas mnie trzymał wtedy gdy się rozpadałam. Gdy obudziłam się siadałam obok niego i usłyszałam:
- Chodź na kanapę, bo zaraz umrę tutaj - powiedział, bo siedzieliśmy na podłodze,nawet nie wiem dlaczego...
- Dlaczego my...- zaczęłam.
- Nie pytaj - powiedział ze śmiechem, nie wiedziałam o co chodzi ale jego śmiech był zaraźliwy i uśmiechnęłam się lekko.
- To może chociaż zrobię herbatę... czy coś? - zapytałam.
- Na razie nie, zaczekaj chwilę - powiedział bardzo miło, co wywołało u mnie dziwne uczucie.
- Okay... - powiedziałam. -Przepraszam... za wszystko...
- Przestań za wszystko przepraszać, do cholery! - krzyknął. Wstał i podszedł do okna, czy to możliwe aby to był koniec? Wstałam i znalazłam się tuż za nim. 
- Słuchaj, to więcej się nie powtórzy, bo...- czy on zawsze musi mi przerywać? Odkręcił mnie tak, że stałam przy samej ścianie wpatrując się w jego oczy... Jego ręce znalazły się po obu stronach mojej głowy. Zamknęłam oczy bojąc się że usłyszę coś co jest moim koszmarem.
- Otwórz oczy - zrobiłam to - wiesz co? Jak dla mnie możesz płakać, ja jestem od tego aby być z Tobą a nie obok Ciebie. Kocham Cię i zależy mi na Tobie cholernie mocno -ostatnie słowa powiedział szeptem, a potem jego kciuk przejechał po moim policzku, ustach, aby na koniec mogły znaleźć się tam jego usta. W następnej chwili jak gdyby nigdy nic odwrócił się i łapiąc mnie za rękę i poprowadził do kuchni. Nie czekał na moją reakcje, tylko najzwyczajniej w świecie poszedł - a ja za nim.
- Albo robimy spaghetti albo zamawiamy coś, co wolisz? Jasne, że spaghetti - jak gdyby do siebie. 
A ja stałam i czekałam na rozwój wydarzeń.
- Będziesz tak stać czy mi pomożesz? - zapytał "prosto z mostu"; uśmiechnęłam się i zaczęliśmy przygotowywać jedzenie.



piątek, 18 września 2015

Rozdział XII

W poprzednim rozdziale:
- Nieważne, nie będę Ci przeszkadzać i nie chcę abyś na mnie tracił czas! - warknęłam. Gy wypowiadałam te słowa chłopak zmieszał się jakby dotarło do niego to co przed chwilą się wydarzyło. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę przystanku.
- Hey...poczekaj - Szymon złapał mnie za rękę próbując zatrzymać. Ale usłyszał tylko:
- Nie trać na mnie czasu, masz inne sprawy do załatwienia - kolejny raz odwróciłam się od niego, ale tym razem chyba gorzej być nie mogło. Wpadłam na....

----------------------------------------------------------------------------------------------------------

Wpadłam na, Ku*wa co on tu robi? Poczułam jak cała zaczynam się trząść, nie panowałam nad sobą. Przeszłość zawsze powraca. Dlaczego akurat jego spotkałam? Nie mógł być to ktoś... inny? Chwilę stałam przed nim, nie mogąc się ruszyć z miejsca. Wpatrywał się we mnie, jakby w dawną znajomą czy kogoś tam. Nim się obejrzałam, byłam od niego oddalona. Po tym jak zobaczyłam, że idzie a raczej biegnie w moim kierunku, nie wiele myśląc zeszłam na krawężnik.... A następnie usłyszałam tylko pisk opon i poczułam silne ramiona, które mnie ciągnął z drogi. Wyrwałam się i uciekłam z powrotem do galerii. Była duża i miałam nadzieję, że tu nie wejdzie, a przynajmniej nie znajdzie. Pierwsza myśl była taka aby pójść do łazienki, tak też zrobiłam. Niestety coś, a raczej ktoś mi uniemożliwił. Zostałam mocno szarpnięta za dłoń, zatoczyłam się do tylu i wpadłam w ramiona znanej mi osoby. Nie wiele myśląc wtuliłam się w jego tors. A on oplótł mnie swoimi długimi ramionami mocno i tak jakby to miało być nasze ostatnie spotkanie. Nie wiem ile tak staliśmy, z każdą następną chwilą płakałam coraz bardziej. A Szymon nic nie mówił, o nic nie pytał po prostu był... Co było dla mnie najważniejsze. Starałam się uspokoić i chciałam oderwać się od niego...Byłam przekonana, że wyglądam strasznie;  rozmazany makijaż, zapuchnięte i czerwone oczy. Gdy o tym myślałam chłopak delikatnie odsunął się ode mnie i podniósł lekko moją głowę aby spojrzeć mi w oczy. Następnie swoje obie dłonie przeniósł na moje policzki, gdzie kciukami otarł łzy i delikatnie pocałował w czoło.
- Choć zabiorę Cię do mojego mieszkania... - czekał na jakiś sygnał z mojej strony, jakieś potwierdzenie. Lekko skinęłam głową, na co chłopak tylko uśmiechnął się smutno, objął i pokierowaliśmy się w stronę wyjścia.
- To tym mamy jechać? To twoje? - zapytałam po tym jak ujrzałam czarnego rumaka.
- To jest motocykl, tak będziemy tym jechać. - powiedział pewny siebie.
- Ale nie mówiłeś, że masz yyyy... to...motocykl - nigdy nie jechałam na motocyklu i bardzo się bałam...
Widząc moją panikę powiedział:
- Spokojnie, umiem tym jeździć - uśmiechnął się lekko. Nie wiem jakim cudem wsiadłam na pojazd ale zrobiłam to i już po chwili czułam jak wiatr przewiewa moje ciało. Czując jak przyspieszamy mocniej ścisnęłam chłopaka po czym usłyszałam jego śmiech:
- Skarbie zaraz nie będę mógł oddychać - dodał i poluźniłam uścisk, ale tylko trochę i zamknęłam oczy. Słyszałam tylko warkot pojazdów, sygnał pogotowia ratunkowego. Czułam wiatr na twarzy i przyśpieszone bicie serca Szymona. Po jakimś czasie zatrzymaliśmy się, ale ja nie puściłam go lecz otworzyłam powoli oczy. Zobaczyłam rząd szarych bloków.
- Ty tu mieszkasz? - zapytałam głupio.
- Nie przyjechaliśmy popatrzeć - odpowiedział.
- Okay, okay - podniosłam ręce w geście obronnym.
Weszliśmy do dużego nowoczesnego mieszkania. Nie wiedziałam, że na takie go stać. Po tym jak dał mi sok, usiedliśmy w salonie:
- Potem pozwiedzasz, ale teraz powiedz mi o co chodzi - rzekł, patrząc mi prosto w oczy. Uniosłam brew sugerując mi to coś. - Dobra najpierw Ty powiesz a potem ja Ci wszystko wytłumaczę.
- Obiecujesz? - zapytałam. Westchnął...
- Taak.....


----------------------------------------------------------------------------------------------------------
 Hey :)
Tak, wiem jest strasznie krótki, ale nie mam jak dopisać resztę. Przepraszam...
Jeżeli macie jakieś pytania, zapraszam tu Ask, pytaj xd 
Tradycyjnie zostawcie łapkę w górę KOMENTARZ :P
Do zobaczenia  ;p

niedziela, 13 września 2015

Rozdział XI

Udałam się do mieszkania, gdzie czekał na mnie wujek z pytaniem:
- Jak tam? - uśmiechnął się.
- Wszystko w jak najlepszym porządku - mój uśmiech był chyba największy na świecie. Nie mogłam go opanować.
- To idź już spać, jutro idziesz do pracy? - zapytał kolejny raz.
- Tak, mam na 9 bo chcą ze mną porozmawiać i potem okres próbny. I okaże się wszystko za jakiś czas. - mówiłam.
- Nie musisz pracować...- nie pozwoliłam mu skończyć.
- Przygarnęliście mnie i dziękuje wam za to bardzo. Oczywiście spróbuję się sama usamodzielnić jak najszybciej... Ale kolejna osoba w mieszkaniu to jest wydatek i nie pozwolę wydawać na siebie pieniędzy. Po za tym nie mogę cały czas siedzieć w wakacje tutaj, muszę coś zrobić. A jak będę zarabiać to w jakiś sposób sobie pomogę. - powiedziałam już poważna.
- Ale ty jesteś uparta, ale porozmawiamy jutro na spokojnie razem z ciocią. - westchnął. - muszę iść bo jadę rano do pracy... Dobranoc - po tych słowach poszedł to swojej sypialni.
Moje ciało ogarnął smutek mimo że 10 minut temu byłam w innym świecie. Usiadłam na kanapie, gdzie miałam spać i zaczęłam się zastanawiać co dalej. Co jeśli sobie nie poradzę? Co jeśli nie będę mogła tu zostać? Będę musiała wrócić do mojego tak zwanego domu? Nie wyobrażam sobie tego, moje myśli błądziły i zaczęłam się bać, po prostu bać przyszłości. Nie wiedziałam jak będzie i to była paraliżująca myśl. Moje rozważania, które szły w nieodpowiednim kierunku przerwał dźwięk sygnalizujący nadejście wiadomości. Gdy zobaczyłam od kogo od razu moje kąciki ust powędrowały ku górze. Moje myśli skierowały się w jeden wiadomy punkt. "Śpij skarbie. Niech ci się przyśni coś miłego. I nie przejmuj się - tylko ty obudziłaś moje serce."- tak brzmiała wiadomość od mojego chłopaka. Czy ja postąpiłam dobrze? Czy... STOP moje myśli znowu powędrowały w nieporządanym kierunku.  Odpisałam mu szybko "Zmierzch <3 Dobranoc" Nie musiałam czekać długo na odpowiedź. "Dlaczego Ty wszystko wiesz? ;p"
"Bo już czytałam zmierzch, skarbie....;p" W odpowiedzi dostałam " Śpij już skarbie" I tak się stało usnęłam z telefonem w ręku i z uśmiechem na twarzy. Zanim Orfeusz zabrał mnie do swojego świata pozostała mi myśl w głowie... "Czy to nie za łatwo poszło?"
Gdy otworzyłam oczy zobaczyłam godzinę 7:30. Czyli w sam raz abym zdążyła do pracy. Obudziłam się sama co było dziwne, bo zazwyczaj Coś mnie budziło... Ubrałam się i pojechałam do pracy.
- Witamy w kawiarni - usłyszałam po rozmowie kwalifikacyjnej - dam ci twój uniform, przebierzesz się i zaczniesz okres próbny. Czy ja się nie przesłyszałam?! Aaaa dostałam ją! Od razu zabrałam się za pracę. Cały dzień obsługiwałam klientów, nauczyłam się obsługiwać kasę fiskalną. Może to wszystko dla kogoś innego to zwykłe nic, ale dla mnie to nowe doświadczenie, nowa możliwość i coś wspaniałego. Już po kilku godzinach mogłam opuścić to miejsce. Gdy wyszłam na zewnątrz odetchnęłam świeżym powietrzem, ponieważ w środku pomieszczenie było przepełnione pięknym zapachem kawy, ciastem i wanilią. Wszystko razem było bardzo przyjemne. Już po chwili gdy wyszłam spod daszku poczułam krople deszczu, które opadały na moją twarz. Niby tak od niechcenia, ale jedna za drugą spadały mocząc moje ubranie.
 Gdy tak stałam na chodniku, patrząc w górę nie zważając na mijających mnie ludzi usłyszałam męski głos.
- Yhm - odchrząknął - może potrzebuje pani parasolki? - i niebieski materiał zasłonił mi niebo.
- Ooo Hey - powiedziałam i uśmiechnęłam się do Łukasza który trzymał parasol. - poproszę...
- Jak sobie panienka życzy - i jego kąciki ust powędrowały do granic możliwości. - To gdzie idziemy?
- Chodźmy coś zjeść, bo jestem meega głodna - powiedziałam.
- A jadłaś coś dzisiaj? - zapytał lekko mrużąc oczy. W odpowiedzi pokręciłam głową. - Przecież jest 14:30! - Krzyknął.
- No to właśnie choć jeść - powiedziałam ze śmiechem. I tak zrobiliśmy. Poszliśmy na pizzę, a potem długo rozmawialiśmy tak zwyczajnie. Siedziałam na przeciwko wejścia do knajpy, drzwi były szklane i widziałam wszystko co działo się w galerii.
W pewnej chwili zobaczyłam jakieś zamieszanie. Dwóch chłopaków głośno rozmawiało ze sobą, słychać było urywki słów, a blisko oni nie byli. Jeden stał tyłem do mnie a ten drugi troszkę niższy przodem. Niby chłopak stał tyłem a jednak kogoś mi przypominał. Przypatrywałam się nim i zwróciłam tym uwagę Łukasza. Po chwili on też obserwował całą sytuację,a le tylko delikatnie się odwracał bo siedział naprzeciwko mnie. W po kilku minutach ich rozmowy oboje zaczęli gestykulować. Dziwiłam się dlaczego jeszcze nie ma ochrony, ponieważ ta rozmowa stawała się bardziej agresywna. A ja nie mogłam oderwać od nich wzroku mimo, że powinnam. Jedna osoba wydawała mi się znajoma, bardzo znajoma. Chłopak który był tyłem do mnie wskazał ręką na mnie, mówiąc coś do drugiego. I już wiedziałam kto to jest, gdyż odwrócił się a jego oczy rozpoznam wszędzie. Szymon zmarszczył nos, ale kiwną coś do chłopka i odeszli. Chciałam pójść za nimi, ale zatrzymał mnie silna dłoń Łukasza.
- A ty gdzie? - zapytał.
- Yyy - chciałam się jakoś wykręcić - do łazienki - skłamałam.
- Już ci wierzę - prychnął - siadaj, to nie twoja sprawa. - dokończył. Jęknęłam ale spełniłam polecenie. Po chwili dostałam sms od mojego chłopaka "Poczekasz na mnie chwilkę? Wszystko Ci wyjaśnię" Nie zamierzałam mu odpisywać, z resztą nawet nie zdążyłabym, bo chłopak znalazł się w tej samej chwili gdy już wychodziliśmy z pizzerii.
- Cześć - chłopcy uścisnęli sobie dłonie.
- Hey - dostałam szybkiego całusa w policzek. - Mogę porwać Olę? - i tym razem zwrócił się do Łukasza.
- Jasne - powiedział lekko uśmiechając się - to paa - dostałam drugiego całusa.
- Chcesz coś zjeść? - zapytał niepewnie.
- Jadłam przed chwilą - odpowiedziałam spokojnie. Szymon złapał mnie za rękę i pokierował w stronę wyjścia. Gdy już byliśmy na zewnątrz usłyszałam.
- Przepraszam....- nie pozwoliłam mu skończyć.
- Kto to był? - zadałam pytanie skoncentrowana.
- Znajomy - powiedział ostrożnie.
- Nie wyglądaliście jak znajomi - powiedziałam przypatrując mu się uważnie.
- Bo się dawno nie widzieliśmy - warknął - Co to jest przesłuchanie?
- Tak przesłuchanie... - krzyknęłam i chciałam coś jeszcze dodać gdy usłyszałam.
- To że jesteś moją dziewczyną i to że jesteśmy razem od wczoraj to nie znaczy, że możesz mnie przesłuchiwać! - chyba zaczęła się kłótnia.
- Czyli nie mam prawa wiedzieć o tobie czegokolwiek? - wyrzuciłam z siebie.
- Mam SWOJE - zaakcentował to słowo - sprawy a Tobie nic do tego! -chyba się przesłyszałam.
- Co? - tylko głupie co udało mi się powiedzieć. Nigdy wcześniej nie zachowywał się tak w stosunku do mnie.
- Powiedziałem, że mam... - mówił szybko i był wkurzono i to ostro.
- Nieważne, nie będę Ci przeszkadzać i nie chcę abyś na mnie tracił czas! - warknęłam. Gy wypowiadałam te słowa chłopak zmieszał się jakby dotarło do niego to co przed chwilą się wydarzyło. Odwróciłam się i ruszyłam w stronę przystanku.
- Hey...poczekaj - Szymon złapał mnie za rękę próbując zatrzymać. Ale usłyszał tylko:
- Nie trać na mnie czasu, masz inne sprawy do załatwienia - kolejny raz odwróciłam się od niego, ale tym razem chyba gorzej być nie mogło. Wpadłam na....

-------------------------------------------------------------------------------------------
Hejka skarby xD
Mamy kolejny rozdział, kolejny dzień z życie moich dzieci. Mogę je tak nazywać, bo to ja je stworzyłam no nie? xD
A więc Drogi czytelniku! Zostaw łapkę w górę.  Zostaw komentarz ze swoja opinią, a będzie mi bardzo miło...
Do zobaczenia ;D
ps rozdział nie sprawdzony więc przepraszam za wszelkiego rodzaju błędy :)

czwartek, 3 września 2015

Rozdział X

W poprzednim rozdziale:
Pojechałam do cioci i wszystko wyjaśniłam. Co się dzieje w domu, sytuacja ze szkołą... Zostanę u niej tylko do momentu póki nie znajdę stancji, mimo nalegań rodziny. Nie chciałam aby mi ktoś robił wyrzuty że ich wykorzystuję czy coś takiego. Wieczorem dostałam mail z odpowiedzią że mam prace jako kelnerka. I mogę zacząć jak najszybciej. Ucieszyłam się ale byłam przygnębiona całą sytuacją. Podczas gdy byłam zasypywana wiadomościami od Łukasza, to od Szymona nie dostałam żadnej wiadomości. Usłyszałam pukanie do drzwi.. Wujek poszedł otworzyć a w progu stał on... Czy ja go przyciągnęłam myślami?

------------------------------------------------------------------------------

Szymon to on tam był.
- Dzień dobry. Czy jest Ola? Chciałbym z nią tylko chwilę porozmawiać. - powiedział.
- Dzień dobry, tak zapraszam - usłyszałam w odpowiedzi. Wujek poszedł od razu do siebie, także byliśmy sami. Wujka od zawsze podziwiałam poczuciem humoru czy też pozytywnym nastawieniem do życia. Ja natomiast nigdy tak nie potrafiłam. Do salonu, gdzie przebywałam wszedł niepewnym krokiem Szymon.
- Hey - powiedział uśmiechając się lekko.
- Hey - powiedziałam - Usiądź, chcesz coś do picia?
- Nie, dzięki - odpowiedział siadając. Skinęłam głową i usiadłam w odpowiedniej odległości od niego i czekałam na to co powie. Ale nic nie mówił tylko się zastanawiał, gdy już chciałam coś powiedzieć, on zaczął.
- Chciałem Cię przeprosić, powinienem być przy Tobie....Ale nie mogłem, przepraszam. - mówił, ale nie patrzył mi w oczy. Po chwili to zrobił. Wpatrywał się we mnie czekając na jakąś moją reakcje.
- W porządku - powiedziałam, nie mogłam być na niego zła bo nie powinnam. Był moim kolegą i tylko tyle. Nie mogłam oczekiwać od niego nic więcej, nie powinnam.
- W porządku? - zapytał z niedowierzaniem.
- Tak w porządku - mówiłam patrząc mu w oczy - zapewne miałeś jakiś ważny powód o którym zgaduję nie chcesz mówić, rozumiem. Nie mogę oczekiwać od Ciebie wszystkiego....- mówiłam
- Nie powinienem Cię zostawiać, ale babcia się źle czuła... - powiedział na co ja wtrąciłam.
- Wszystko z nią dobrze? - zapytałam.
- Tak, teraz tak... - mówił.
- Nie powinieneś jej zostawiać samej! - krzyknęłam  na niego.
- Spokojnie nie jest sama - uśmiechnął się.
- Co się tak cieszysz - zapytałam ze złością.
- Bo nie rozumiem waszych relacji... Wytłumaczysz mi? - zapytał ostrożnie.
- Pomagałam twojej babci, bo zawsze była sama i nigdy nie wspominała o rodzinie. Nie wiedziałam że ma Ciebie, wnuka którego nie widziała od dawna. Sprzątałam, zajmowałam się ogrodem, domem, czasem gotowałam i tak zaczęły się nasza jeśli mogę nazwać przyjaźń. Twoja babcia bardzo mi pomagała chociażby zwykłą rozmową, wspierała i zachowywała się jak moja babcia. I to trwa kilka lat i nie ma co więcej mówić... - powiedziałam spokojnie. - Nie pytałeś się babci?
- Nie było okazji...- westchnął. Jak to nie było okazji? Przecież byłam kilka razy u niej w domu. To pytanie zostało tylko w mojej głowie.
- Okay, rozumiem - powiedziałam.
- Co teraz będzie? - zapytał po chwili.
- Mam pracę, znajdę stancje i się wyprowadzę stąd. - wzruszyłam ramionami jakby to co mówię było najłatwiejsze w życiu. Przypatrywał mi się dłuższy czas, ale nie powiedział nic oprócz zwykłego - Aha. Siedzieliśmy w ciszy, ale w pewnym momencie usłyszałam:
- Chyba będzie lepiej jak już pójdę, masz mój numer i możesz do mnie zadzwonić w każdej chwili jakbyś czegoś potrzebowała albo chciała po prostu pogadać... Bo chyba teraz to nie najlepszy moment... - mówił.
- Pójdziesz ze mną na spacer? - wypaliłam nie wiele się nad tym nie zastanawiając.
- Teraz? - zapytał zdziwiony.
- Jeśli masz inne plany to spoko - próbowałam się wykręcić, bo to chyba nie będzie najlepszy pomysł - innym razem - mówiłam.
- Nie, mogę teraz. Nie ma problemu - uśmiechnął się lekko.
- To chodźmy powiedziałam lekko niepewnie. Wyszyliśmy z domu po tym jak poinformowałam ciocię o moich planach. Spacerowaliśmy pomiędzy domami jednorodzinnymi, ponieważ oni mieszkali na obrzeżach miasta. Był wieczór, ale nikogo nie spotkaliśmy. Wiatr lekko targał moje włosy, i chłodził moją skórę w pewnym momencie zaczęliśmy rozmowę i była to zwykła pogawędka na temat... niczego w zasadzie. Rozmawialiśmy o tym jaki smak lubimy lodów, dowiedziałam się że jego ulubione to mango.
- Moje też - powiedziałam trochę za głośno i rozległ się jego śmiech, przez co "spaliłam buraka".
- Nie zimno ci? - zapytał. I nie czekając na moją odpowiedź przyciągnął mnie do siebie oplatając mocno ramionami.
- Jest okay - powiedziałam, ale nadal trzymał mnie w uścisku. Słuchałam jak miarowo i spokojnie bije jego serce. Tylko to słyszałam, w pewnej chwili uniósł moją głowę do góry tak aby mógł mi spojrzeć w oczy. Był wyższy ode mnie a mi to nie przeszkadzało. Nachylił się i złożył pocałunek na moich ustach. Poczułam jak ciepło rozchodzi się po moim ciele, Szymon z każdym następnym momencie stawał się śmielszy i odważniejszy. Moje ręce powędrowały na jego szyję i włosy, którymi się bawiłam. Zadziwiające jest to jak bardzo się zmienił od momentu w którym go poznałam, ale przecież mówił że nie jest taki na jakiego teraz wygląda. Pamiętam to, widocznie mówił prawdę.
- Ohohho kogo ja tu widzę - po tych słowach odwróciliśmy się w stronę z którego dochodził ten głos.
- Zamknij się - powiedział przez zaciśnięte zęby Szymon.
- Widzę że nie tracisz czasu, jak nie ta to inna. No, no muszę ci pogratulować. - mówił drwiąco.
- Czego chcesz ode mnie? - zapytał się.
- Od Ciebie nic.... - zastanowił się chwilę - ale może od twojej towarzyszki...- nie dokończył. Pięść wylądowała na jego twarzy zadziwiająco szybko. Nieznajomy chłopak upadł na chodnik, krwawiąc z nosa i wargi.
- Nie waż się nigdy tak mówić o mojej dziewczynie - krzyknął na niego.
- To twoja kolejna dziwka do zabawy? - kolejny raz dostał... i jeszcze raz... i kolejny. A ja stałam i nie byłam w stanie nic zrobić, tylko patrzyłam. Kolejny raz coś takiego usłyszałam, bez względu na to co robiłam. Chwilę potem Szymon złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę mieszkania. Stanęliśmy pod latarnią i dopiero po słowach chłopaka zrozumiałam że płacze.
- Hey... nie płacz, przepraszam że coś takiego usłyszałaś. Nie wiem co on tam robił, ale następnym razem kurwa nie wstanie....- mówił strasznie rozgniewany - Nie płacz - pociągnęłam ostatni raz nosem i moje łzy przestały lecieć. Chłopak przytulił mnie mocno i skierowaliśmy się do do mieszkania. Pod blokiem dostałam szybkiego całusa i mocny uścisk.
- To co jestem teraz twoją dziewczyną? - zapytałam szeptem do ucha. Chłopak odsunął się ode mnie, aby spojrzeć na mnie. Stałam jeden schodek wyżej od niego i byliśmy prawie różni. Zawstydził się, była noc ale widziałam rumieniec, który jakoś wkradł się na jego policzek.
- Jeżeli Ty chcesz... ale powiedziałem tak pod wpływem chwili.... - mówił.
- Ja będę twoją dziewczyną, a Ty będziesz moim chłopakiem? - wiem co to związek, ale chciałam to powiedzieć głośno.
- Chcesz? - zapytał. W odpowiedzi skinęłam głową.
- Ale pamiętaj że jesteś TYLKO mój - powiedziałam, aby dotarło do niego to co mówię. Szymon skinął głową uśmiechając się i kolejny raz pocałował mnie. Miedzy pocałunkami usłyszałam:
- A Ty tylko moja i nikomu Cię nie oddam.



------------------------------------------------------------------------------

Hey, hey
Kolejny rozdział! Co sądzicie? Główna bohaterka nie za szybko mu zaufała? Ja nic nie sugeruję xD
Jak wam się podoba? Czytasz=komentujesz ;D
Do zobaczenia <3

Ps: Dziękuję za każde miłe słowo, za każdy komentarz. One jak mi przypomniała Kamila karmią wenę :*

wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział IX

W poprzednim rozdziale:
- Dlaczego tu zostałeś? Nie teraz a w ogóle? - zapytałam nie patrząc na niego.
- Wiesz te potwory w twojej szafie.. Ktoś musi Cię uratować - powiedział.
- Pytam się poważnie... Po za tym, patrz - otworzyłam szafę - Tu nic nie ma...
Pożałowałam tych słów.... To co się tam wydarzyło, zamknęło mi usta na długo oraz sprawiło mi ogromne zaskoczenie....

---------------------------------------------------------------

To co się tam wydarzyło, zamknęło mi usta na długo oraz sprawiło mi ogromne zaskoczenie.... Chłopak podszedł do mnie mówiąc...
- Jesteś pewna że tam nic nie ma? - po czym zajrzał do szafy. A ja stałam jak "słup soli" wpatrując się to na swoje stopy to na szafę. Odsunął się i parsknął śmiechem.
- I co się śmiejesz?! - zapytałam z irytacją. Ale Szymon jeszcze bardziej się roześmiał na co ja zaczęłam w niego rzucać w niego poduszkami. Na co on powiedział:
- To tu jest potwór i wskazał na mnie! - i zaczął się odwdzięczać rzucając poduszki w moją stronę, przybliżając się do mnie. W końcu był na tyle blisko że złapał mnie uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
- I co teraz? - zapytał. Spróbowałam się wyrwać, ale nic z tego.
- Nie wiem - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Przyglądał mi się i był bardzo blisko mnie. Widział mnie z bardzo bliska nigdy mi to nie przeszkadzało ale dziś... To było krępujące, odwróciłam wzrok od niego a on podniósł moją brodę tak żebym spojrzała w jego oczy. Zrobiłam to patrzył w głębię mych oczu, miałam wrażenie że przejrzał mnie na wylot. Ale nadal zatapialiśmy się w swych oczach. W pewnej chwili musnął mnie ustami, a potem pogłębił pocałunek. Już nie trzymał mnie tak jak wcześniej, lecz jego ręce były na moich plecach. A ja odruchowo zarzuciłam swoje ręce na jego szyję, bawiąc się przy tym jego włosami.
Czułam się niesamowicie, w pewnej chwili dłoń chłopaka powędrowała niżej... Na tyłek i potem na udo gdzie lekko się zacisnęła. Szymon odsunął się dając chwilę na złapanie oddechu. Wyczułam przy tym że się szeroko uśmiecha. Ale nic nie może trwać wiecznie, prawda? Do pokoju wszedł ojciec.
- A co Ty kur*a tu robisz? - zaczął i zwrócił się do Szymona. Odsunęliśmy się szybko od siebie.
- Nie odzywaj się tak do niego - krzyknęłam.
- A co zabronisz mi? - parsknął śmiechem.
- Wyjdź stąd - krzyknęłam kolejny raz na ojca.
- I jeszcze jakieś życzenia? - zadrwił. Ale wyszedł, a ja wiedziałam że wróci szybko.
- Chyba będzie lepiej jak pójdziesz już - powiedziałam szybko.
- Chyba żartujesz, nie zostawię Cię - usłyszałam w odpowiedzi.
- Proszę - powiedziałam i wypchnęłam go na zewnątrz. A potem wróciłam do swojego pokoju.
- To tak zarabiasz? - zapytał mój ojciec, a raczej człowiek który się za niego podawał, bo nie nazywa się tak kogoś takiego jak on.
-Co?? - zapytałam zdezorientowana.
- To co słyszysz - zrobił pauzę, a ja zrozumiałam o co mu chodzi. - Ile zarobiłaś w ciągu jednej nocy? Hmmm Może ja też Ci zapłacę? - zapytał.
- Zamknij się - warknęłam na niego.
- Nieładnie tak się zwracać do tatusia - mówił i zwyczajnie miał ze mnie niezłą zabawę.
- Wynoś się stąd - kolejny raz podniosłam głos.
- To ty masz się wynosić! - krzyknął i wyszedł. Miał rację wyprowadzam się jak najszybciej. Rozejrzałam się po pokoju i ujrzałam ubrania które wypadły z szafy. Zaśmiałam się cicho, ale i nerwowo. Zaczęłam się pakować, zabierając najpotrzebniejsze rzeczy, ale próbowałam wziąć ich jak najwięcej. Gdy już zabrałam wszystko wyszłam z domu. Usłyszałam jeszcze: 
- I nigdy tu nie wracaj! - usłyszałam jak tylko byłam na drodze.
- Nigdy więcej mnie już nie zobaczysz - krzyknęłam. Moja twarz była mokra od łez, kolejny raz. Gdy miałaś przyjemny poranek wiedz że wieczór już taki nie będzie. Wiedziałam że go nienawidzę i że nigdy mnie nie zobaczy. Tego byłam wprost pewna. Tylko co ja teraz zrobię? Postanowiłam że pojadę do cioci do Lublina, a potem nie wiem. Napisałam słowo wyjaśnienia do Łukasza i do Szymona. Nim się obejrzałam miałam już przy sobie jednego z nich.
- Hey, co się dzieje - zapytał.
- Wyprowadzam się od ojca i jadę jak na razie do cioci. - powiedziałam z trudem hamując łzy. Chłopak wziął ode mnie torbę, pojadę z Tobą i tak miałem być dzisiaj w mieście.
- Dziękuję Łukasz  - powiedziałam i poszliśmy w stronę przystanku. On nie pytał o nic przez całą drogę za co byłam wdzięczna. Pojechałam do cioci i wszystko wyjaśniłam. Co się dzieje w domu, sytuacja ze szkołą... Zostanę u niej tylko do momentu póki nie znajdę stancji, mimo nalegań rodziny. Nie chciałam aby mi ktoś robił wyrzuty że ich wykorzystuję czy coś takiego. Wieczorem dostałam mail z odpowiedzią że mam prace jako kelnerka. I mogę zacząć jak najszybciej. Ucieszyłam się ale byłam przygnębiona całą sytuacją. Podczas gdy byłam zasypywana wiadomościami od Łukasza, to od Szymona nie dostałam żadnej wiadomości. Usłyszałam pukanie do drzwi.. Wujek poszedł otworzyć a w progu stał on... Czy ja go przyciągnęłam myślami?

---------------------------------------------------------------

Hey, przepraszam że tak krótko i późno rozdział ale chyba mam blokadę xDD Mam nadzieję że wszystko się niedługo ułoży i będę mogła pisać. Mam pomysł na dalszą część, ale muszę jakoś doprowadzić moich bohaterów do tego momentu tak? Nie będę owijać w bawełnę i nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział.
Zapraszam na Ask. Tu dowiecie się wszystkiego o co zapytacie :)


Jeej jest bardzo krótko ;c

wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział VIII

W poprzednim rozdziale:
- A i zostawili Ci kartkę. Że ich nie będzie cały dzień. - podał mi kartkę i z trudem odwróciłam od niego wzrok. Nigdy chyba tak na niego się nie patrzyłam.
- Dzięki - bąknęłam. I przeczytałam ją. Rzeczywiście miało ich nie być cały dzień. - To ty byłeś w nocy?
- Tak... - odpowiedział powoli i niepewnie.
- Dziękuję - powiedziałam, nie parząc na niego - Idę wziąć prysznic, zaraz wracam - wzięłam czyste ubrania i poszłam do łazienki. Po kilkunastu minutach wróciłam i zobaczyłam jego na łóżku... Czy on ...?

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tak on śpi. Leżał na moim łóżku, a jego klata powoli opadała i unosiła. Stałam chwilę i patrzyłam się na niego. Wydawał się taki bezbronny...Postanowiłam, że zjem śniadanie i poszukam pracy, nie chcę tu dłużej zostać. Szymon przygotował mi naleśniki i koktajl. Uwielbiam taki zestaw, ale skąd wiedział? Nieważne... Poszukam lepiej pracy, nie chcę tu dłużej zostać. I trzeba jakieś lokum załatwić. Usiadłam na przeciwko mojego łóżka, miałam fajny widok i postanowiłam nie przerywać póki nie zjem, a byłam strasznie głodna. Jego klatka piersiowa powoli unosiła się i opadała...
Po zjedzeniu śniadania wzięłam laptop i zaczęłam szukać pracy. Może ojcu nie o to chodziło, ale ja nie chcę od niego ani złotówki. Po długim czasie znalazłam kilka ofert w której mogłabym pracować: kelnerka, wykładanie towaru i sprzątanie. Tych ofert było po kilkanaście, zalogowałam się na pocztę a tam 2 nowe wiadomości. Pierwszą czytałam kilka razy, aby być pewnym tego czy dobrze czytam. A więc to prawda! Przyjęli mnie do mojej wymarzonej szkoły!!!
- Aaaaa!!! - krzyknęłam głośno, ale moja ręka szybko powędrowała do ust aby je zamknąć. Na szczęście Szymon tylko poruszył się niespokojnie. Ufff - odetchnęłam, nie obudziłam go. Kompletnie zapomniałam o szkole, ponieważ skupiłam się na tym tu i teraz. A teraz 2 wiadomość. Od Jakuba czyli mojego starszego brata. Mieszka on za granicą i nie miałam z nim świetnego kontaktu, ale zawsze był. On wyjechał - a ja zostałam. Zwykły mail Co u Ciebie i tak dalej. Odpisałam mu wszystko dokładnie o szkole, o sytuacji w domu i o tym że się wyprowadzam. Wysłałam maile do tych i postanowiłam, że posprzątam swój pokój, kuchnię, łazienkę. Może w tym czasie on się obudzi.
Założyłam słuchawki i poszłam do kuchni. Jak zawsze był tam syf. Nie wiem jak on mógł tu wejść, zdaje się że zobaczył więcej niż chciałby kiedykolwiek wiedzieć. Zrobiło mi się strasznie wstyd, gdy o tym pomyślałam. Ale jednak on był tam w pokoju, moim pokoju. Zajrzałam szybko jeszcze raz do niego i faktycznie on tam był, spał na moim łóżku. Dlaczego? To pytanie cały czas dźwięczało w mojej głowie. Przeszłam do łazienki i tu miałam dużo pracy. Brudne ubrania były wszędzie, gdzie tylko się da. Pozbierałam je, włączyłam pranie, a w moich słuchawkach rozbrzmiewały nuty Burn this Mroza:
I've been searching for somebody like you
but you've been fading into the darkness.
But down in my soul this love is gone
'couse I'm feeling cold when I'm home and alone.
But this time I roar. Cann't let it go.
W pewnej chwili poczułam czyjeś dłonie na mojej tali, nim zdążyłam się odwrócić (w dłoni miałam płyn) z zamiarem samoobrony. Ten ktoś zdążył mnie objąć tak abym nie miała jak się wyrwać. Poczułam znajomy zapach, który kojarzył mi się tylko z jedną osobą.
- Hey - zamruczał mi do ucha. Chciałam się odwrócić lecz Szymon trzymał mnie tak abym się nie ruszyła.
- Cześć, jak się spało? - zapytałam, zamykając  oczy, tak abym mogła spróbować wyczuć jego następny ruch.
- Mogłaś mnie obudzić - westchnął.
- Mogłam ale tego nie zrobiłam - kolejna nieudana próba.
- Dlaczego? - widocznie drażnił się ze mną.
- Widoczne byłeś zmęczony - powiedziałam mając dalej zamknięte oczy. Poczułam jakiś ruch, a potem oddech na swoim policzku, a potem ustach, ale nie pocałował mnie. Był bardzo blisko mnie i nie stał za mną lecz przede mną. Swoimi brązowymi oczami intensywnie wpatrywał się we mnie, jego ręce spoczywały przy jego boku. Mimo że stał w minimalnej odległości ode mnie oraz że nasze oddechy się mieszały nie dotykał mnie.
- Chyba tak... Poczekam na Ciebie w pokoju - powiedział i wyszedł starannie mnie omijając. Dopiero gdy zaczęłam myć lustra zorientowałam się że nie gra muzyka, nie wiem czemu. Spojrzałam na wyświetlacz... Ach tak playlista się skończyła. Postanowiłam się nie spieszyć i  dokończyć to na spokojnie mimo że serce biło jak szalone. 20 minut wystarczyło mi aby skończyć wszystko. Weszłam do swojego pokoju, a Szymona nie było. Znowu gdzieś poszedł, odwróciłam się a on "stał w drzwiach".
- Szukałaś mnie? - zapytał całkiem poważnie.
- Właśnie zastanawiałam się jaki jest numer na policję.... - odpowiedziałam równie poważnym tonem. Na co usłyszałam głośnie parsknięcie chłopaka. On był dopiero zagadką. Za każdym razem gdy go spotykałam zachowywał się inaczej. Ale coś łączyło te zachowania... to że był jedną wielka tajemnicą.
Chłopak zachowywał się swobodnie przy czym ja byłam cała spięta.
- O czym myślisz  - zapytał nagle.
- O tym jakim jesteś człowiekiem. Człowiek-zagadka.... - mówiłam
- Jak magik, albo spiderman? - dokończył.
- Nie aż takim super-bohaterem - zaczęłam się zastanawiać.
- Nie? - Szymon zrobił smutna minę, wyglądał słodko.
- Przykro mi - wzruszyłam ramionami i usiadłam obok niego.
- Co Ci się śniło? - zmienił temat. Wpatrywał się we mnie badając moją reakcję.
- Nieważne - wstałam i podeszłam do okna. Chłopak podszedł do mnie i objął mnie ramieniem. Ale nadal czekał na moją odpowiedź, więc mówiłam - Mam koszmary, ale nigdy nie pamiętam co mi się śni - skłamałam - budzę się z przerażeniem, płaczem cała drżąc, co już zauważyłeś pewnie. Nigdy właściwie nie zasypiam po tym, ale dziś udało mi się nie wiem... to chyba twoja zasługa i właściwie jak dotąd nigdy tak dobrze nie spałam. Dlaczego do mnie przyszedłeś?- zmieniłam temat. Ciężko odetchnął, nie chciał o tym mówić co było dziwne...
- Bo... - zamyślił się chwilę - nie powinienem zostawiać Ciebie samej, a przynajmniej powinienem Cię był odprowadzić... Chciałem sprawdzić czy bezpiecznie dotarłaś do domu...
- Miałam otwarte okno i pozwoliłeś sobie wejść czy tak? - zapytałam zirytowana jego zachowaniem - Nie mam 10 lat, nie musisz sprawdzać czy śpię pod kołdrą. - Cały czas patrzył mi w oczy a ja jemu.
- Masz rację, nie muszę - przerwał - ale chcę - dokończył - Chcę wiedzieć czy jesteś bezpieczna, czy żaden potwór nie kryje się w szafie, a jeżeli jest to chcę Cię przed nim obronić. - nie wiedziałam co powiedzieć, kolejny raz...I co teraz...? Nim pomyślałam składałam na jego ustach pocałunek.
- Okay - powiedziałam.
- Okay? - zapytał się z wielkim uśmiechem. i już nie staliśmy obok siebie tylko przed sobą. Szczerząc się do siebie jak jacyś szaleńcy.
- Okay - odpowiedziałam.
- Chyba będę już iść - powiedział.
- Jeżeli chcesz możesz zostać - mówiłam, bo bardzo chciałam aby został.
- Chciałabyś? - drażnił się ze mną.
- Oczywiście - odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
- To zostanę - wzruszył ramionami.
- Tylko muszę trochę posprzątać - jęknęłam.
- Pomogę Ci - powiedział.
- Nie trzeba, zajmie mi to chwilę - mówiłam - Może poszukaj jakiegoś filmu to obejrzymy?
- Ooo świetny pomysł - klasnął w dłonie i wziął laptopa. Sprzątałam chowając ubrania, podlewając kwiaty, ścierając kurze i chowając zbędne przedmioty. A w tym czasie byłam dokładnie śledzona przez mojego towarzysza.
- Nie musisz się tak gapić - rzuciłam z irytacją.
- Muszę, gdybyś tylko widziała siebie moimi oczami. - odrzekł.
- Znalazłeś film? - kontynuowałam.
- Właśnie o tym mówię, gdybyś widziała siebie moimi oczami też nie mogłabyś się skupić. Jak na razie zdążyłem otworzyć przeglądarkę. - powiedział na jednym tchu.
- Przecież ja sprzątam 20 minut! - jęknęłam. - Jak nie znajdziesz to ja wybiorę jakąś ckliwa komedię... - ostrzegłam.
- Dobra już dobra - powiedział ze śmiechem. Zostały już mi tylko ubrania na wieszak włożyć i do szafy.
- Dlaczego tu zostałeś? Nie teraz a w ogóle? - zapytałam nie patrząc na niego.
- Wiesz te potwory w twojej szafie.. Ktoś musi Cię uratować - powiedział.
- Pytam się poważnie... Po za tym, patrz - otworzyłam szafę - Tu nic nie ma...
Pożałowałam tych słów.... To co się tam wydarzyło, zamknęło mi usta na długo oraz sprawiło mi ogromne zaskoczenie....

---------------------------------------------------

W następnym rozdziale:
- I nigdy tu nie wracaj! - usłyszałam jak tylko byłam na drodze.
- Nigdy więcej mnie już nie zobaczysz - krzyknęłam. Moja twarz była mokra od łez, kolejny raz. Gdy miałaś przyjemny poranek wiedz że wieczór już taki nie będzie. Wiedziałam że go nienawidzę i że nigdy mnie nie zobaczy. Tego byłam wprost pewna. Tylko co ja teraz zrobię?


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hey ;)
Mamy kolejny rozdział, wiem że trochę ckliwy... Może to już kolejny ale nie będą takie zawsze. Po chwili słońca jest deszcz, potem tęcza, ale czy wyjdzie słońce? 
Chcielibyście takie zapowiedzi do kolejnych rozdziałów?
Jeżeli tu jesteś zostaw ślad, opinię a będzie mi miło :P
Zapraszam na Ask - tu zadajecie pytania xD
Do zobaczenia i Pjona xD

piątek, 14 sierpnia 2015

Rozdział VII

W poprzednim rozdziale:
Treść: Hey, to jak spotkamy się?
Odpisałam:
Tak. Gdzie i kiedy?
Po chwili dostałam sms:
Treść: Chciałem zabrać Cię na spacer. Jeśli nie masz nic przeciwko. Za 30 minut?
 Odpisałam że nie ma problemu i zaczęłam się ubierać w t-shirt oraz krótkie spodenki, do tego trampki. Włosy tylko rozczesałam, nałożyłam na siebie tylko tusz do rzęs. Przejrzałam się w lusterku i wyszłam z domu. Gdy wyszłam na drogę czekała mnie miła niespodzianka....

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na drodze czekała na mnie róża, a potem płatki, które tworzyły drogę. Nie była to niespodzianka tylko pewne zaskoczenie. Po kilku płatkach leżała kolejna róża, i tak na zmianę. Ta droga nie trwała długo, ponieważ prowadziła za sad. Było jasno jeszcze więc nie miałam się czego obawiać. Cały czas miałam w głowie słowa mojego ojca, spróbowałam odgonić je i skupić się na tym co jest tu i teraz. To był najlepszy pomysł. Ostatnia różna była skierowana za drzewo. Poszłam tam... Zobaczyłam bukiet róż plus te co zbierałam po drodze to wyszło 11. Sięgnęłam po nie, pachniały niesamowicie, uwielbiam zapach róż. Zamknęłam oczy i poczułam też inny zapach, następnie poczułam znajome ramiona, które oplotły moje ciało.
- Hey - powiedział znajomy głos.
- Hey - odpowiedziałam.
- To idziemy na spacer? - zapytał.
- Chodźmy - powiedziałam. Spacerowaliśmy długo, aż zrobiło się ciemno. Po czym poszliśmy do dawnego parku. Dawnego - bo nikt o niego nie dbał. I była tylko jedna ławka na samym początku drogi, która prowadziła w głąb.  Usiedliśmy na niej, mieliśmy wspaniały widok na gwiazdy, które było widać.
- Ale są śliczne - powiedziałam ciągle patrząc na nie.
- Co? - zapytał Szymon.
- Gwiazdy.... - powiedziałam - Spójrz - pokazałam mu.
- Tu mam lepszy widok - obserwował mnie, ale po chwili skierował swój wzrok na niebo. - Rzeczywiście - potwierdził co mówiłam. W pewnej chwili zobaczyłam spadającą gwiazdę.
- O patrz! Spadająca gwiazda! - krzyknęłam.
- Pomyśl życzenie - powiedział szybko. Zastanawiałam się czego chce najbardziej, aż w końcu zamknęłam oczy i pomyślałam o życzeniu. Otworzyłam powoli oczy.
- Już. Spełni się? - zapytałam.
- Tylko jak się tego bardzo chce - odpowiedział - A jakie było?
- Nie powiem bo się nie spełni - powiedziałam ze śmiechem i skierowałam swój wzrok na niego. Patrząc mu w oczy. Patrzyłam się na niego zastanawiając się co mam zrobić, nic nie przychodziło mi do głowy, ale nie mogłam oderwać od niego wzroku. W pewnej chwili spostrzegłam że jego usta są coraz bliżej, a w następnej już były z powrotem na swoim miejscu w odpowiedniej odległości. Pokręcił głową i uśmiechnął się odwrócił wzrok na gwiazdy, zrobiłam to samo. Siedzieliśmy w ciszy obserwując gwiazdy. Gdy miałam już mówić, że wracam do domu on chwycił moją dłoń, a potem pociągnął i jednym ruchem sprawił tak, że siedziałam na jego kolanach.  Szymon objął mnie mocniej jakby myśląc że ucieknę. Jak na zawołanie powiedział:
- Teraz mi nie uciekniesz - po tych słowach zbliżył się do mnie muskając mnie ustami. A potem pogłębił pocałunek. To uczucie było nie do opisania. Motyle w brzuchu i uczucie że można  góry przenosić. Lecz ten stan nie trwał długo gdyż rozległ się dzwonek telefonu i to nie był mój. Z westchnieniem oderwał się ode mnie, wyjął telefon i gdy tylko zobaczył kto to szybko wstał. Gdyby mnie nie złapał leżałabym już na ziemi.
Odszedł kilka kroków ode mnie po to abym nie słyszała jego rozmowy. Ale strzępki jego słów słyszałam.
- Tak....Co?..... To nie jest możliwe... Nie kur*a... Dobra zaraz będę... Tak... - i rozłączył się. - Przepraszam, ale muszę iść.. - był zdenerwowany, a jego mięśnie napięte, zwracał się do mnie, ale nie patrzył mi w oczy.
- Okay, a coś się stało? - zapytałam jak głupia.
- Nie, tak... nic poważnego. Odprowadzę Cię, lepiej - powiedział strasznie zmieszany.
- Jeżeli Ci się spieszy, pójdę sama - powiedziałam zirytowana jego zachowaniem. Wstałam i bez zbędnych słów minęłam go. Byłam prawie pewna że pójdzie za mną. Szłam nie odwracając się za siebie, aż w końcu nie wytrzymałam. Było ciemnio, odkręciłam głowę do tyłu i nie zobaczyłam nikogo. Zaśmiałam się cicho
- Więc spieszyło mu się - powiedziałam sama do siebie i ruszyłam do domu mając nadzieję że nic ani nikt mnie nie spotka.
Miałam szczęście, ponieważ na drodze było wszędzie pusto, a i w domu też nic się nie działo. Nawet do mnie ani ojciec, ani matka nie zajrzała. Przebrałam się w dres - w tym czułam się najlepiej i koszulkę od Łukasza. Była świetna. Założyłam słuchawki i zagłębiłam się w nutach piosenek.
You and I,
We're like fireworks and symphonies exploding in the sky.
With you, I'm alive
Like all the missing pieces of my heart, they finally collide.
(Ty i ja,
Jesteśmy jak fajerwerki i symfonie eksplodujące na niebie.
Z tobą czuję się pełen życia*,
Jakby te wszystkie brakujące kawałki mojego serca w końcu się połączyły)
Uwielbiam te słowa i nuty piosenki. Otworzyłam okno i usnęłam. Mój sen nie trwał długo. Obudziłam się z krzykiem.Chciałam zaświecić lampkę, ale nie mogłam znaleźć jej. Poczułam że całą twarz mam mokrą. Siadłam na łóżku gdy nagle jakieś ręce mnie oplotły, nie widziałam kto to jest ale mimo to dałam się przytulić.
- Już spokojnie to tylko sen...Ciiiii...- kołysałam się to do przodu, to do tyłu. Nie wiedziałam gdzie jest mój telefon, ani słuchawki. Zapewne za łóżkiem, zawsze tam lądowały w takich sytuacjach. On - bo to były męskie ramiona, skąd wiem? Były umięśnione i klatka piersiowa także twarda była od mięśni. Dawał mi ukojenie, poczucie bezpieczeństwa właśnie to sprawiło że szybko usnęłam z powrotem. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu nie miałam żadnego koszmaru, co więcej wyspałam się. Otworzyłam oczy, rozejrzałam się, ale nikogo nie było. No to fajnie, a jak mnie okradł? Sprawdziłam moje oszczędności, ale były na swoim miejscu. Telefon? Za łóżkiem, czyli to byłoby na tyle moich cennych rzeczy. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przeglądać powiadomienia na telefonie. Usłyszałam, że drzwi do mojego pokoju się otwierają i ktoś wchodzi tyłem. Obserwowałam z zaciekawieniem postać, aż się odwróciła.
- Co Ty do cholery tu robisz? - zapytałam.
- Śniadanie mam dla Ciebie - i zobaczyłam tacę, którą trzymał. - A tak w ogóle to fajne powitanie mam.
- A rodzice co powiedzieli jak Ciebie zobaczyli? - drążyłam.
- Nie ma ich, wyjechali rano... i skorzystałem z kuchni... - mówił zmieszany.
- Jak się tu dostałeś? - kontynuowałam.
- Okno zostawiłaś otwarte - powiedział i powoli szedł w stronę biurka. - A swoją drogą lepiej go tak nigdy nie zostawiaj, dla twojego bezpieczeństwa. Odłożył tacę i odwrócił się, opierając się o biurko. Był w czarnej bokserce, która podkreślała wyrzeźbiony brzuch i ramiona, których wcześniej nie dostrzegałam. Patrzyłam i patrzyłam na niego.
- A i zostawili Ci kartkę. Że ich nie będzie cały dzień. - podał mi kartkę i z trudem odwróciłam od niego wzrok. Nigdy chyba tak na niego się nie patrzyłam.
- Dzięki - bąknęłam. I przeczytałam ją. Rzeczywiście miało ich nie być cały dzień. - To ty byłeś w nocy?
- Tak... - odpowiedział powoli i niepewnie.
- Dziękuję - powiedziałam, nie parząc na niego - Idę wziąć prysznic, zaraz wracam - wzięłam czyste ubrania i poszłam do łazienki. Po kilkunastu minutach wróciłam i zobaczyłam jego na łóżku... Czy on ...?

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hey :)
Mamy kolejny rozdział. Przepraszam że tak długo musieliście czekać, ale jak to na wsi mam dużo pracy. Po za tym brakowało mi trochę weny i zanim ją znalazłam to trochę to trwało xD

Zapamietajcie!!!
Jeżeli już tu jesteś byłoby miło jakbyś zostawił ślad np. w postaci komentarza. One karmią wenę.
Chciałabym waszą opinię na temat mojego opowiadania. Czy chce wam się to jeszcze czytać, czy nie robi się to nudne. Dlatego
jesteś, bądź czytasz = komentarz
Każdy bez wyjątku, tak każdy nawet Ty i ty Kamilo też xD a tak na serio to miło by było jakbyś zostawiła komentarz :D
Zapraszam na ASK heloł