wtorek, 25 sierpnia 2015

Rozdział IX

W poprzednim rozdziale:
- Dlaczego tu zostałeś? Nie teraz a w ogóle? - zapytałam nie patrząc na niego.
- Wiesz te potwory w twojej szafie.. Ktoś musi Cię uratować - powiedział.
- Pytam się poważnie... Po za tym, patrz - otworzyłam szafę - Tu nic nie ma...
Pożałowałam tych słów.... To co się tam wydarzyło, zamknęło mi usta na długo oraz sprawiło mi ogromne zaskoczenie....

---------------------------------------------------------------

To co się tam wydarzyło, zamknęło mi usta na długo oraz sprawiło mi ogromne zaskoczenie.... Chłopak podszedł do mnie mówiąc...
- Jesteś pewna że tam nic nie ma? - po czym zajrzał do szafy. A ja stałam jak "słup soli" wpatrując się to na swoje stopy to na szafę. Odsunął się i parsknął śmiechem.
- I co się śmiejesz?! - zapytałam z irytacją. Ale Szymon jeszcze bardziej się roześmiał na co ja zaczęłam w niego rzucać w niego poduszkami. Na co on powiedział:
- To tu jest potwór i wskazał na mnie! - i zaczął się odwdzięczać rzucając poduszki w moją stronę, przybliżając się do mnie. W końcu był na tyle blisko że złapał mnie uniemożliwiając jakikolwiek ruch.
- I co teraz? - zapytał. Spróbowałam się wyrwać, ale nic z tego.
- Nie wiem - odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Przyglądał mi się i był bardzo blisko mnie. Widział mnie z bardzo bliska nigdy mi to nie przeszkadzało ale dziś... To było krępujące, odwróciłam wzrok od niego a on podniósł moją brodę tak żebym spojrzała w jego oczy. Zrobiłam to patrzył w głębię mych oczu, miałam wrażenie że przejrzał mnie na wylot. Ale nadal zatapialiśmy się w swych oczach. W pewnej chwili musnął mnie ustami, a potem pogłębił pocałunek. Już nie trzymał mnie tak jak wcześniej, lecz jego ręce były na moich plecach. A ja odruchowo zarzuciłam swoje ręce na jego szyję, bawiąc się przy tym jego włosami.
Czułam się niesamowicie, w pewnej chwili dłoń chłopaka powędrowała niżej... Na tyłek i potem na udo gdzie lekko się zacisnęła. Szymon odsunął się dając chwilę na złapanie oddechu. Wyczułam przy tym że się szeroko uśmiecha. Ale nic nie może trwać wiecznie, prawda? Do pokoju wszedł ojciec.
- A co Ty kur*a tu robisz? - zaczął i zwrócił się do Szymona. Odsunęliśmy się szybko od siebie.
- Nie odzywaj się tak do niego - krzyknęłam.
- A co zabronisz mi? - parsknął śmiechem.
- Wyjdź stąd - krzyknęłam kolejny raz na ojca.
- I jeszcze jakieś życzenia? - zadrwił. Ale wyszedł, a ja wiedziałam że wróci szybko.
- Chyba będzie lepiej jak pójdziesz już - powiedziałam szybko.
- Chyba żartujesz, nie zostawię Cię - usłyszałam w odpowiedzi.
- Proszę - powiedziałam i wypchnęłam go na zewnątrz. A potem wróciłam do swojego pokoju.
- To tak zarabiasz? - zapytał mój ojciec, a raczej człowiek który się za niego podawał, bo nie nazywa się tak kogoś takiego jak on.
-Co?? - zapytałam zdezorientowana.
- To co słyszysz - zrobił pauzę, a ja zrozumiałam o co mu chodzi. - Ile zarobiłaś w ciągu jednej nocy? Hmmm Może ja też Ci zapłacę? - zapytał.
- Zamknij się - warknęłam na niego.
- Nieładnie tak się zwracać do tatusia - mówił i zwyczajnie miał ze mnie niezłą zabawę.
- Wynoś się stąd - kolejny raz podniosłam głos.
- To ty masz się wynosić! - krzyknął i wyszedł. Miał rację wyprowadzam się jak najszybciej. Rozejrzałam się po pokoju i ujrzałam ubrania które wypadły z szafy. Zaśmiałam się cicho, ale i nerwowo. Zaczęłam się pakować, zabierając najpotrzebniejsze rzeczy, ale próbowałam wziąć ich jak najwięcej. Gdy już zabrałam wszystko wyszłam z domu. Usłyszałam jeszcze: 
- I nigdy tu nie wracaj! - usłyszałam jak tylko byłam na drodze.
- Nigdy więcej mnie już nie zobaczysz - krzyknęłam. Moja twarz była mokra od łez, kolejny raz. Gdy miałaś przyjemny poranek wiedz że wieczór już taki nie będzie. Wiedziałam że go nienawidzę i że nigdy mnie nie zobaczy. Tego byłam wprost pewna. Tylko co ja teraz zrobię? Postanowiłam że pojadę do cioci do Lublina, a potem nie wiem. Napisałam słowo wyjaśnienia do Łukasza i do Szymona. Nim się obejrzałam miałam już przy sobie jednego z nich.
- Hey, co się dzieje - zapytał.
- Wyprowadzam się od ojca i jadę jak na razie do cioci. - powiedziałam z trudem hamując łzy. Chłopak wziął ode mnie torbę, pojadę z Tobą i tak miałem być dzisiaj w mieście.
- Dziękuję Łukasz  - powiedziałam i poszliśmy w stronę przystanku. On nie pytał o nic przez całą drogę za co byłam wdzięczna. Pojechałam do cioci i wszystko wyjaśniłam. Co się dzieje w domu, sytuacja ze szkołą... Zostanę u niej tylko do momentu póki nie znajdę stancji, mimo nalegań rodziny. Nie chciałam aby mi ktoś robił wyrzuty że ich wykorzystuję czy coś takiego. Wieczorem dostałam mail z odpowiedzią że mam prace jako kelnerka. I mogę zacząć jak najszybciej. Ucieszyłam się ale byłam przygnębiona całą sytuacją. Podczas gdy byłam zasypywana wiadomościami od Łukasza, to od Szymona nie dostałam żadnej wiadomości. Usłyszałam pukanie do drzwi.. Wujek poszedł otworzyć a w progu stał on... Czy ja go przyciągnęłam myślami?

---------------------------------------------------------------

Hey, przepraszam że tak krótko i późno rozdział ale chyba mam blokadę xDD Mam nadzieję że wszystko się niedługo ułoży i będę mogła pisać. Mam pomysł na dalszą część, ale muszę jakoś doprowadzić moich bohaterów do tego momentu tak? Nie będę owijać w bawełnę i nie wiem kiedy będzie kolejny rozdział.
Zapraszam na Ask. Tu dowiecie się wszystkiego o co zapytacie :)


Jeej jest bardzo krótko ;c

wtorek, 18 sierpnia 2015

Rozdział VIII

W poprzednim rozdziale:
- A i zostawili Ci kartkę. Że ich nie będzie cały dzień. - podał mi kartkę i z trudem odwróciłam od niego wzrok. Nigdy chyba tak na niego się nie patrzyłam.
- Dzięki - bąknęłam. I przeczytałam ją. Rzeczywiście miało ich nie być cały dzień. - To ty byłeś w nocy?
- Tak... - odpowiedział powoli i niepewnie.
- Dziękuję - powiedziałam, nie parząc na niego - Idę wziąć prysznic, zaraz wracam - wzięłam czyste ubrania i poszłam do łazienki. Po kilkunastu minutach wróciłam i zobaczyłam jego na łóżku... Czy on ...?

------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Tak on śpi. Leżał na moim łóżku, a jego klata powoli opadała i unosiła. Stałam chwilę i patrzyłam się na niego. Wydawał się taki bezbronny...Postanowiłam, że zjem śniadanie i poszukam pracy, nie chcę tu dłużej zostać. Szymon przygotował mi naleśniki i koktajl. Uwielbiam taki zestaw, ale skąd wiedział? Nieważne... Poszukam lepiej pracy, nie chcę tu dłużej zostać. I trzeba jakieś lokum załatwić. Usiadłam na przeciwko mojego łóżka, miałam fajny widok i postanowiłam nie przerywać póki nie zjem, a byłam strasznie głodna. Jego klatka piersiowa powoli unosiła się i opadała...
Po zjedzeniu śniadania wzięłam laptop i zaczęłam szukać pracy. Może ojcu nie o to chodziło, ale ja nie chcę od niego ani złotówki. Po długim czasie znalazłam kilka ofert w której mogłabym pracować: kelnerka, wykładanie towaru i sprzątanie. Tych ofert było po kilkanaście, zalogowałam się na pocztę a tam 2 nowe wiadomości. Pierwszą czytałam kilka razy, aby być pewnym tego czy dobrze czytam. A więc to prawda! Przyjęli mnie do mojej wymarzonej szkoły!!!
- Aaaaa!!! - krzyknęłam głośno, ale moja ręka szybko powędrowała do ust aby je zamknąć. Na szczęście Szymon tylko poruszył się niespokojnie. Ufff - odetchnęłam, nie obudziłam go. Kompletnie zapomniałam o szkole, ponieważ skupiłam się na tym tu i teraz. A teraz 2 wiadomość. Od Jakuba czyli mojego starszego brata. Mieszka on za granicą i nie miałam z nim świetnego kontaktu, ale zawsze był. On wyjechał - a ja zostałam. Zwykły mail Co u Ciebie i tak dalej. Odpisałam mu wszystko dokładnie o szkole, o sytuacji w domu i o tym że się wyprowadzam. Wysłałam maile do tych i postanowiłam, że posprzątam swój pokój, kuchnię, łazienkę. Może w tym czasie on się obudzi.
Założyłam słuchawki i poszłam do kuchni. Jak zawsze był tam syf. Nie wiem jak on mógł tu wejść, zdaje się że zobaczył więcej niż chciałby kiedykolwiek wiedzieć. Zrobiło mi się strasznie wstyd, gdy o tym pomyślałam. Ale jednak on był tam w pokoju, moim pokoju. Zajrzałam szybko jeszcze raz do niego i faktycznie on tam był, spał na moim łóżku. Dlaczego? To pytanie cały czas dźwięczało w mojej głowie. Przeszłam do łazienki i tu miałam dużo pracy. Brudne ubrania były wszędzie, gdzie tylko się da. Pozbierałam je, włączyłam pranie, a w moich słuchawkach rozbrzmiewały nuty Burn this Mroza:
I've been searching for somebody like you
but you've been fading into the darkness.
But down in my soul this love is gone
'couse I'm feeling cold when I'm home and alone.
But this time I roar. Cann't let it go.
W pewnej chwili poczułam czyjeś dłonie na mojej tali, nim zdążyłam się odwrócić (w dłoni miałam płyn) z zamiarem samoobrony. Ten ktoś zdążył mnie objąć tak abym nie miała jak się wyrwać. Poczułam znajomy zapach, który kojarzył mi się tylko z jedną osobą.
- Hey - zamruczał mi do ucha. Chciałam się odwrócić lecz Szymon trzymał mnie tak abym się nie ruszyła.
- Cześć, jak się spało? - zapytałam, zamykając  oczy, tak abym mogła spróbować wyczuć jego następny ruch.
- Mogłaś mnie obudzić - westchnął.
- Mogłam ale tego nie zrobiłam - kolejna nieudana próba.
- Dlaczego? - widocznie drażnił się ze mną.
- Widoczne byłeś zmęczony - powiedziałam mając dalej zamknięte oczy. Poczułam jakiś ruch, a potem oddech na swoim policzku, a potem ustach, ale nie pocałował mnie. Był bardzo blisko mnie i nie stał za mną lecz przede mną. Swoimi brązowymi oczami intensywnie wpatrywał się we mnie, jego ręce spoczywały przy jego boku. Mimo że stał w minimalnej odległości ode mnie oraz że nasze oddechy się mieszały nie dotykał mnie.
- Chyba tak... Poczekam na Ciebie w pokoju - powiedział i wyszedł starannie mnie omijając. Dopiero gdy zaczęłam myć lustra zorientowałam się że nie gra muzyka, nie wiem czemu. Spojrzałam na wyświetlacz... Ach tak playlista się skończyła. Postanowiłam się nie spieszyć i  dokończyć to na spokojnie mimo że serce biło jak szalone. 20 minut wystarczyło mi aby skończyć wszystko. Weszłam do swojego pokoju, a Szymona nie było. Znowu gdzieś poszedł, odwróciłam się a on "stał w drzwiach".
- Szukałaś mnie? - zapytał całkiem poważnie.
- Właśnie zastanawiałam się jaki jest numer na policję.... - odpowiedziałam równie poważnym tonem. Na co usłyszałam głośnie parsknięcie chłopaka. On był dopiero zagadką. Za każdym razem gdy go spotykałam zachowywał się inaczej. Ale coś łączyło te zachowania... to że był jedną wielka tajemnicą.
Chłopak zachowywał się swobodnie przy czym ja byłam cała spięta.
- O czym myślisz  - zapytał nagle.
- O tym jakim jesteś człowiekiem. Człowiek-zagadka.... - mówiłam
- Jak magik, albo spiderman? - dokończył.
- Nie aż takim super-bohaterem - zaczęłam się zastanawiać.
- Nie? - Szymon zrobił smutna minę, wyglądał słodko.
- Przykro mi - wzruszyłam ramionami i usiadłam obok niego.
- Co Ci się śniło? - zmienił temat. Wpatrywał się we mnie badając moją reakcję.
- Nieważne - wstałam i podeszłam do okna. Chłopak podszedł do mnie i objął mnie ramieniem. Ale nadal czekał na moją odpowiedź, więc mówiłam - Mam koszmary, ale nigdy nie pamiętam co mi się śni - skłamałam - budzę się z przerażeniem, płaczem cała drżąc, co już zauważyłeś pewnie. Nigdy właściwie nie zasypiam po tym, ale dziś udało mi się nie wiem... to chyba twoja zasługa i właściwie jak dotąd nigdy tak dobrze nie spałam. Dlaczego do mnie przyszedłeś?- zmieniłam temat. Ciężko odetchnął, nie chciał o tym mówić co było dziwne...
- Bo... - zamyślił się chwilę - nie powinienem zostawiać Ciebie samej, a przynajmniej powinienem Cię był odprowadzić... Chciałem sprawdzić czy bezpiecznie dotarłaś do domu...
- Miałam otwarte okno i pozwoliłeś sobie wejść czy tak? - zapytałam zirytowana jego zachowaniem - Nie mam 10 lat, nie musisz sprawdzać czy śpię pod kołdrą. - Cały czas patrzył mi w oczy a ja jemu.
- Masz rację, nie muszę - przerwał - ale chcę - dokończył - Chcę wiedzieć czy jesteś bezpieczna, czy żaden potwór nie kryje się w szafie, a jeżeli jest to chcę Cię przed nim obronić. - nie wiedziałam co powiedzieć, kolejny raz...I co teraz...? Nim pomyślałam składałam na jego ustach pocałunek.
- Okay - powiedziałam.
- Okay? - zapytał się z wielkim uśmiechem. i już nie staliśmy obok siebie tylko przed sobą. Szczerząc się do siebie jak jacyś szaleńcy.
- Okay - odpowiedziałam.
- Chyba będę już iść - powiedział.
- Jeżeli chcesz możesz zostać - mówiłam, bo bardzo chciałam aby został.
- Chciałabyś? - drażnił się ze mną.
- Oczywiście - odpowiedziałam z szerokim uśmiechem.
- To zostanę - wzruszył ramionami.
- Tylko muszę trochę posprzątać - jęknęłam.
- Pomogę Ci - powiedział.
- Nie trzeba, zajmie mi to chwilę - mówiłam - Może poszukaj jakiegoś filmu to obejrzymy?
- Ooo świetny pomysł - klasnął w dłonie i wziął laptopa. Sprzątałam chowając ubrania, podlewając kwiaty, ścierając kurze i chowając zbędne przedmioty. A w tym czasie byłam dokładnie śledzona przez mojego towarzysza.
- Nie musisz się tak gapić - rzuciłam z irytacją.
- Muszę, gdybyś tylko widziała siebie moimi oczami. - odrzekł.
- Znalazłeś film? - kontynuowałam.
- Właśnie o tym mówię, gdybyś widziała siebie moimi oczami też nie mogłabyś się skupić. Jak na razie zdążyłem otworzyć przeglądarkę. - powiedział na jednym tchu.
- Przecież ja sprzątam 20 minut! - jęknęłam. - Jak nie znajdziesz to ja wybiorę jakąś ckliwa komedię... - ostrzegłam.
- Dobra już dobra - powiedział ze śmiechem. Zostały już mi tylko ubrania na wieszak włożyć i do szafy.
- Dlaczego tu zostałeś? Nie teraz a w ogóle? - zapytałam nie patrząc na niego.
- Wiesz te potwory w twojej szafie.. Ktoś musi Cię uratować - powiedział.
- Pytam się poważnie... Po za tym, patrz - otworzyłam szafę - Tu nic nie ma...
Pożałowałam tych słów.... To co się tam wydarzyło, zamknęło mi usta na długo oraz sprawiło mi ogromne zaskoczenie....

---------------------------------------------------

W następnym rozdziale:
- I nigdy tu nie wracaj! - usłyszałam jak tylko byłam na drodze.
- Nigdy więcej mnie już nie zobaczysz - krzyknęłam. Moja twarz była mokra od łez, kolejny raz. Gdy miałaś przyjemny poranek wiedz że wieczór już taki nie będzie. Wiedziałam że go nienawidzę i że nigdy mnie nie zobaczy. Tego byłam wprost pewna. Tylko co ja teraz zrobię?


------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hey ;)
Mamy kolejny rozdział, wiem że trochę ckliwy... Może to już kolejny ale nie będą takie zawsze. Po chwili słońca jest deszcz, potem tęcza, ale czy wyjdzie słońce? 
Chcielibyście takie zapowiedzi do kolejnych rozdziałów?
Jeżeli tu jesteś zostaw ślad, opinię a będzie mi miło :P
Zapraszam na Ask - tu zadajecie pytania xD
Do zobaczenia i Pjona xD

piątek, 14 sierpnia 2015

Rozdział VII

W poprzednim rozdziale:
Treść: Hey, to jak spotkamy się?
Odpisałam:
Tak. Gdzie i kiedy?
Po chwili dostałam sms:
Treść: Chciałem zabrać Cię na spacer. Jeśli nie masz nic przeciwko. Za 30 minut?
 Odpisałam że nie ma problemu i zaczęłam się ubierać w t-shirt oraz krótkie spodenki, do tego trampki. Włosy tylko rozczesałam, nałożyłam na siebie tylko tusz do rzęs. Przejrzałam się w lusterku i wyszłam z domu. Gdy wyszłam na drogę czekała mnie miła niespodzianka....

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Na drodze czekała na mnie róża, a potem płatki, które tworzyły drogę. Nie była to niespodzianka tylko pewne zaskoczenie. Po kilku płatkach leżała kolejna róża, i tak na zmianę. Ta droga nie trwała długo, ponieważ prowadziła za sad. Było jasno jeszcze więc nie miałam się czego obawiać. Cały czas miałam w głowie słowa mojego ojca, spróbowałam odgonić je i skupić się na tym co jest tu i teraz. To był najlepszy pomysł. Ostatnia różna była skierowana za drzewo. Poszłam tam... Zobaczyłam bukiet róż plus te co zbierałam po drodze to wyszło 11. Sięgnęłam po nie, pachniały niesamowicie, uwielbiam zapach róż. Zamknęłam oczy i poczułam też inny zapach, następnie poczułam znajome ramiona, które oplotły moje ciało.
- Hey - powiedział znajomy głos.
- Hey - odpowiedziałam.
- To idziemy na spacer? - zapytał.
- Chodźmy - powiedziałam. Spacerowaliśmy długo, aż zrobiło się ciemno. Po czym poszliśmy do dawnego parku. Dawnego - bo nikt o niego nie dbał. I była tylko jedna ławka na samym początku drogi, która prowadziła w głąb.  Usiedliśmy na niej, mieliśmy wspaniały widok na gwiazdy, które było widać.
- Ale są śliczne - powiedziałam ciągle patrząc na nie.
- Co? - zapytał Szymon.
- Gwiazdy.... - powiedziałam - Spójrz - pokazałam mu.
- Tu mam lepszy widok - obserwował mnie, ale po chwili skierował swój wzrok na niebo. - Rzeczywiście - potwierdził co mówiłam. W pewnej chwili zobaczyłam spadającą gwiazdę.
- O patrz! Spadająca gwiazda! - krzyknęłam.
- Pomyśl życzenie - powiedział szybko. Zastanawiałam się czego chce najbardziej, aż w końcu zamknęłam oczy i pomyślałam o życzeniu. Otworzyłam powoli oczy.
- Już. Spełni się? - zapytałam.
- Tylko jak się tego bardzo chce - odpowiedział - A jakie było?
- Nie powiem bo się nie spełni - powiedziałam ze śmiechem i skierowałam swój wzrok na niego. Patrząc mu w oczy. Patrzyłam się na niego zastanawiając się co mam zrobić, nic nie przychodziło mi do głowy, ale nie mogłam oderwać od niego wzroku. W pewnej chwili spostrzegłam że jego usta są coraz bliżej, a w następnej już były z powrotem na swoim miejscu w odpowiedniej odległości. Pokręcił głową i uśmiechnął się odwrócił wzrok na gwiazdy, zrobiłam to samo. Siedzieliśmy w ciszy obserwując gwiazdy. Gdy miałam już mówić, że wracam do domu on chwycił moją dłoń, a potem pociągnął i jednym ruchem sprawił tak, że siedziałam na jego kolanach.  Szymon objął mnie mocniej jakby myśląc że ucieknę. Jak na zawołanie powiedział:
- Teraz mi nie uciekniesz - po tych słowach zbliżył się do mnie muskając mnie ustami. A potem pogłębił pocałunek. To uczucie było nie do opisania. Motyle w brzuchu i uczucie że można  góry przenosić. Lecz ten stan nie trwał długo gdyż rozległ się dzwonek telefonu i to nie był mój. Z westchnieniem oderwał się ode mnie, wyjął telefon i gdy tylko zobaczył kto to szybko wstał. Gdyby mnie nie złapał leżałabym już na ziemi.
Odszedł kilka kroków ode mnie po to abym nie słyszała jego rozmowy. Ale strzępki jego słów słyszałam.
- Tak....Co?..... To nie jest możliwe... Nie kur*a... Dobra zaraz będę... Tak... - i rozłączył się. - Przepraszam, ale muszę iść.. - był zdenerwowany, a jego mięśnie napięte, zwracał się do mnie, ale nie patrzył mi w oczy.
- Okay, a coś się stało? - zapytałam jak głupia.
- Nie, tak... nic poważnego. Odprowadzę Cię, lepiej - powiedział strasznie zmieszany.
- Jeżeli Ci się spieszy, pójdę sama - powiedziałam zirytowana jego zachowaniem. Wstałam i bez zbędnych słów minęłam go. Byłam prawie pewna że pójdzie za mną. Szłam nie odwracając się za siebie, aż w końcu nie wytrzymałam. Było ciemnio, odkręciłam głowę do tyłu i nie zobaczyłam nikogo. Zaśmiałam się cicho
- Więc spieszyło mu się - powiedziałam sama do siebie i ruszyłam do domu mając nadzieję że nic ani nikt mnie nie spotka.
Miałam szczęście, ponieważ na drodze było wszędzie pusto, a i w domu też nic się nie działo. Nawet do mnie ani ojciec, ani matka nie zajrzała. Przebrałam się w dres - w tym czułam się najlepiej i koszulkę od Łukasza. Była świetna. Założyłam słuchawki i zagłębiłam się w nutach piosenek.
You and I,
We're like fireworks and symphonies exploding in the sky.
With you, I'm alive
Like all the missing pieces of my heart, they finally collide.
(Ty i ja,
Jesteśmy jak fajerwerki i symfonie eksplodujące na niebie.
Z tobą czuję się pełen życia*,
Jakby te wszystkie brakujące kawałki mojego serca w końcu się połączyły)
Uwielbiam te słowa i nuty piosenki. Otworzyłam okno i usnęłam. Mój sen nie trwał długo. Obudziłam się z krzykiem.Chciałam zaświecić lampkę, ale nie mogłam znaleźć jej. Poczułam że całą twarz mam mokrą. Siadłam na łóżku gdy nagle jakieś ręce mnie oplotły, nie widziałam kto to jest ale mimo to dałam się przytulić.
- Już spokojnie to tylko sen...Ciiiii...- kołysałam się to do przodu, to do tyłu. Nie wiedziałam gdzie jest mój telefon, ani słuchawki. Zapewne za łóżkiem, zawsze tam lądowały w takich sytuacjach. On - bo to były męskie ramiona, skąd wiem? Były umięśnione i klatka piersiowa także twarda była od mięśni. Dawał mi ukojenie, poczucie bezpieczeństwa właśnie to sprawiło że szybko usnęłam z powrotem. Pierwszy raz od bardzo długiego czasu nie miałam żadnego koszmaru, co więcej wyspałam się. Otworzyłam oczy, rozejrzałam się, ale nikogo nie było. No to fajnie, a jak mnie okradł? Sprawdziłam moje oszczędności, ale były na swoim miejscu. Telefon? Za łóżkiem, czyli to byłoby na tyle moich cennych rzeczy. Usiadłam na łóżku i zaczęłam przeglądać powiadomienia na telefonie. Usłyszałam, że drzwi do mojego pokoju się otwierają i ktoś wchodzi tyłem. Obserwowałam z zaciekawieniem postać, aż się odwróciła.
- Co Ty do cholery tu robisz? - zapytałam.
- Śniadanie mam dla Ciebie - i zobaczyłam tacę, którą trzymał. - A tak w ogóle to fajne powitanie mam.
- A rodzice co powiedzieli jak Ciebie zobaczyli? - drążyłam.
- Nie ma ich, wyjechali rano... i skorzystałem z kuchni... - mówił zmieszany.
- Jak się tu dostałeś? - kontynuowałam.
- Okno zostawiłaś otwarte - powiedział i powoli szedł w stronę biurka. - A swoją drogą lepiej go tak nigdy nie zostawiaj, dla twojego bezpieczeństwa. Odłożył tacę i odwrócił się, opierając się o biurko. Był w czarnej bokserce, która podkreślała wyrzeźbiony brzuch i ramiona, których wcześniej nie dostrzegałam. Patrzyłam i patrzyłam na niego.
- A i zostawili Ci kartkę. Że ich nie będzie cały dzień. - podał mi kartkę i z trudem odwróciłam od niego wzrok. Nigdy chyba tak na niego się nie patrzyłam.
- Dzięki - bąknęłam. I przeczytałam ją. Rzeczywiście miało ich nie być cały dzień. - To ty byłeś w nocy?
- Tak... - odpowiedział powoli i niepewnie.
- Dziękuję - powiedziałam, nie parząc na niego - Idę wziąć prysznic, zaraz wracam - wzięłam czyste ubrania i poszłam do łazienki. Po kilkunastu minutach wróciłam i zobaczyłam jego na łóżku... Czy on ...?

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Hey :)
Mamy kolejny rozdział. Przepraszam że tak długo musieliście czekać, ale jak to na wsi mam dużo pracy. Po za tym brakowało mi trochę weny i zanim ją znalazłam to trochę to trwało xD

Zapamietajcie!!!
Jeżeli już tu jesteś byłoby miło jakbyś zostawił ślad np. w postaci komentarza. One karmią wenę.
Chciałabym waszą opinię na temat mojego opowiadania. Czy chce wam się to jeszcze czytać, czy nie robi się to nudne. Dlatego
jesteś, bądź czytasz = komentarz
Każdy bez wyjątku, tak każdy nawet Ty i ty Kamilo też xD a tak na serio to miło by było jakbyś zostawiła komentarz :D
Zapraszam na ASK heloł

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział VI

W poprzednim rozdziale:
- Kto to jest? - zapytał w pewnej chwili - wskazując na dom, który właśnie mijaliśmy.
- Szymon, wnuk Pani Lubomiry - bo tak się nazywała na prawdę. Przyglądał nam się, a ja nie wiedziałam czy mam się do niego uśmiechnąć, czy też pomachać, ale w końcu wyszło tak że zignorowałam go.
- Skąd wiesz? - pytał dalej.
- Bo jak wczoraj zanosiłam zakupy, to on już był i się przedstawił. - powiedziałam zgodnie z prawdą. Chłopak wzruszył ramionami jakby go to mało obchodziło. Gdy już mieliśmy przejść przez furtkę, usłyszałam jak ktoś woła moje imię.
- Ola! Poczekaj... - podbiegł do nas Szymon. Czyżby znowu chciał się mi przedstawić? A może zrobi mi wyrzuty albo coś w tym stylu.... Wczorajsze wydarzenia mimo, że na pozór to źle nie wyglądały i miały sens.... Ale nadal bolało mnie to że nie chciał się przyznać do babci że mnie zna...

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

- Cześć - powiedział, po czym spojrzał na mnie znacząco - To nie przedstawisz mnie? - dodał po chwili.
- A tak, to jest Łukasz, Łukasz to jest Szymon. - powiedziałam.
- Cześć, czy my się nie znamy? - zapytał Szymon.
- Nie wydaje mi się - odpowiedział Łukasz.
- Chyba Cię gdzieś widziałem, ale nieważne....- chciał jeszcze coś dodać, ale mu przerwał.
- No właśnie nieważne, musimy już iść do zobaczenia - powiedział i pociągnął mnie za rękę w stronę domu. - To paa - tylko tyle zdążyłam powiedzieć. I już znalazłam się przed jego domem.
- To na co masz ochotę? - zapytał.
- Naleśniki - odpowiedziałam bez wahania - Z owocami i bitą śmietaną - dodałam.
- O nutelli zapomniałaś - powiedział. - O najważniejszym - dodał po chwili.
- Zabierzmy się do pracy lepiej, a nie marudzisz że zapomniałam - odpowiedziałam. Za każdym razem, gdy przyjeżdżał ma wieś w czasie wakacji to robiliśmy razem naleśniki. Czasem wychodziły one dobre czasem nie. Kiedyś zapomnieliśmy dodać jakiegoś składnika i wyszły obrzydliwe. Nie dało się tego jeść, wydawały się że są gumowe i bez smaku.
- Ej..ej za dużo tej mąki! - krzyknęłam ze śmiechem. Chłopak wziął szklankę i wsypał do niej trochę białego proszku.
- Tyle wystarczy? - zapytał, pełen skupienia.
- Tak  - powiedziałam. I pożałowałam tego. Zawartość mąki znalazła się na mnie... Na moich włosach, rękach, ramionach, twarzy. - Dzięki... Jakieś ostatnie słowo? - zapytałam. Lekko zirytowana, ale pełna determinacji, aby mu odpłacić.
- Wyglądasz ślicznie - powiedział ze śmiechem, a ja wyczułam tylko sarkazm, bo na więcej nie miałam czasu. Łukasz miał już na sobie miskę z mąką, a gdy ją zdjął powoli i ostrożnie dostrzegłam szeroki uśmiech... Jakby myślał, że to koniec. Tak bardzo się mylił.
- Strasznie mi Ciebie tam brakuje - powiedział w końcu. - Ale... - chciał skończyć, lecz wylądowały na nim dwa jajka.
- Ale? - zapytałam ze śmiechem.
- Ale chyba jednak zmienię zdanie.... - powiedział poważnie.
- Wiesz co? - zapytałam ignorując pytanie.
- Hmmm? - spojrzał na mnie wyczekując odpowiedzi.
- Ty nie wyglądasz fanie... - potargałam jego włosy, tak że teraz całe były w jajkach i mące. Całe się lepiły, zrobiłam mu fryzurę... Wyglądał komicznie, mając przedziałek po środku głowy, natomiast reszta jego włosów sterczała na każde strony. - Od razu lepiej... -powiedziałam wyciągając przy tym telefon aby zrobić mu zdjęcie. - Pozuj! - krzyknęłam. chłopak zrobił to co kazałam. Widać było, że świetnie się przy tym bawił. Po chwili usłyszałam:
- Wystarczy, teraz Ty. Modeleczko - ale zanim wyciągnął telefon rozbił jedno jajko na mojej łowie po czym udekorował mnie bitą śmietaną - Teraz to wyglądasz bajecznie - po tych słowach wybuchnął śmiechem, a ja pozostałam nie wzruszona. Nie zmieniłam pozycji, odkąd śmietana znalazła się na mojej glowie. Zrobił parę zdjęć.
- Już? - zapytałam zachowując całkowitą powagę.
- Tak proszę pani. Dziękujemy liczymy na dalszą współpracę. - powiedział dalej się śmiejąc.
- No to świetnie - odpowiedziałam. Dotykałam moich włosów, badając gdzie są te wszystkie składniki.
- Dobra, koniec... - powiedziałam z wahaniem.
- Koniec naprawdę? - zapytał chłopak zaskoczony.
- Niee! - zrzuciłam na niego wszystko co miałam na głowie i puściłam się biegiem na schody, które prowadziły do łazienki. Szybko zamknęłam się w łazience i usłyszałam tylko czysty śmiech Łukasza. Zmyłam sobie resztki jajek, mąki i śmietany. Gdy już wycierałam włosy, usłyszałam tupanie na schodach, a potem stukanie do drzwi.
- Tak? - zapytałam nie wiedząc czego się spodziewać. Czy Łukasza czy może jego rodziców.
- Chcesz jakiś t-shirt na zmianę? - odetchnęłam z ulgą to był On. - Mogę ci jakiś przynieść, Moniki na przykład.
- Daj mi twój - powiedziałam ze śmiechem - To ty zacząłeś, Ty poniesiesz straty - dokończyłam.
- Okay - w jego głosie usłyszałam rozbawienie.
- Tylko jakąś fajną! - zdążyłam krzyknąć, mam nadzieję że usłyszał. Lubiłam jego t-shirt, były wygodne. Po kilku minutach znowu usłyszałam pukanie. Otworzyłam drzwi, a chłopak dał mi koszulkę.
- Dzięki - powiedziałam i zamknęłam drzwi. Rozłożyłam ją a niej było napisane: Boże czy ty to widzisz? A wyżej było oko w jakimś trójkącie. Parsknęłam śmiechem wychodząc z łazienki. Kierowałam się do kuchni. - Co? - chłopak zapytał zdezorientowany.
- Boże czy ty to widzisz? Tylko ty - mówiłam nadal się śmiejąc. - Iluminiati?
- Podoba Ci się? - zapytał może zbyt poważnie.
- Jest doskonała - powiedziałam ze śmiechem.
- Chcesz możesz ją zatrzymać -  powiedział. Dopiero teraz zorientowałam się, że chłopak robi naleśniki.
- A myślałeś, że ci  ją oddam? - prychnęłam. - Zrobiłeś naleśniki?
- Dopiero zacząłem - odpowiedział.
- A to się je? - zapytałam wskazując ręką na usmażone. W odpowiedzi zostałam dźgnięta w żebra. - Idź się umyj lepiej - odepchnęłam go i zabrałam mu berło. - Teraz ja - dodałam. Chłopak zrobił smutną minę i powiedział wychodząc z kuchni. - Teraz jestem smutny... - i wyszedł. Rozejrzałam się po kuchni wszędzie była mąka, skorupy po jajkach i wszystko. Zrobiliśmy tu straszny bałagan. Trzeba zrobić u porządek zanim to ktoś zobaczy i zabrałam się za sprzątanie. Po chwili usłyszałam:
- Pali się! Naleśnik! - odwróciłam się i szybko podeszłam bliżej.
- Nie pali się tylko zrobiłam murzyna - powiedziałam odwracając się do Szymona, który właśnie stał na progu. Usłyszałam śmiech najpierw jednego, a potem drugiego chłopaka. - To nie jest śmieszne - powiedziałam ze śmiechem, ale trochę poirytowana. Podczas gdy ja zajmowałam się naleśnikami, chłopaki zaczęli rozmowę.
- Babcia chciała pożyczyć nożyce do krzewów...- powiedział i  dodał - Jeśli to nie problem...
- A dobrze, zaraz przyniosę. Chyba są w garażu, dawno mnie tu nie było... - po tych słowach zniknął, za drzwiami, które prowadziły do tego pomieszczenia. Staliśmy przez chwilę w milczeniu, ale chłopak je przerwał.
- Co robisz dzisiaj wieczorem? - zagadnął.
- No jeszcze nie wiem, nie myślałam nad tym - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- No to super, możemy się spotkać? - niepewnie zapytał. Zaskoczył mnie tym pytaniem i nie odpowiedziałam od razu.
- No właściwie... - zaczęłam.
- Mam! - usłyszałam za sobą głos Łukasza, a potem jego kroki po schodach. - Przerwałem wam? - zapytał.
- Nie - odpowiedział krótko Szymon. A potem dostał narzędzie do ręki. - Dzięki i narazie - powiedział krótko.
-No i jak Ci idzie? - zmienił temat.
- Jak widzisz, mamy jednego murzyna - powiedziałam poważnie, wzruszając ramionami. W odpowiedzi usłyszałam jego śmiech. - Śmiejesz się jak hamujący pociąg - powiedziałam.
- Wiem - krzyknął i poszedł po mopa aby umyć podłogę. Po chwili wrócił z całym sprzętem, który mu był potrzebny. Zaraz potem zaczął sprzątać.
- No, no nieźle Ci idzie - skomentowałam jego ruchy. Rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie. - No co? - zapytałam nie wiedząc o co mu chodzi.
- Powinnaś mnie podziwiać - odparował. - Nierzadko widzi się mężczyznę takiego jak ja, który sprząta - powiedział. Na co ja wybuchnęłam śmiechem.
- To chociaż posprzątałbyś dokładnie - wskazałam miejsca które pominął. Łukasz zabrał się do pracy, ale nie obyło się bez jego własnego wkładu w sprzątanie. Chłopak zaczął się kręcić wkoło mopa, wykonując jakieś ruchy, które miały być chyba tańcem. Wywołało to u mnie kolejny napad śmiechu, na szczęście naleśniki zdążyłam już usmażyć i mogłam spokojnie usiądź na krześle.
- Skończ te dzikie tańce i choć jeść - mówiłam. Podczas posiłku uspokoiliśmy się. I jedliśmy spokojnie prowadząc rozmowę.
- Musze już iść - powiedziałam, było już późno i ojciec może się wkurzyć jak mnie nie będzie.
- Dobrze, odprowadzę Cię  - powiedział. Po jakimś czasie byłam już w domu zastanawiając się co dzisiejszego dnia się wydarzy. Poszłam się umyć tym razem dokładniej. Po tym jak wyszłam z łazienki usłyszałam męski głos.
- Chodź tutaj - no tak nie mogę mieć spokojnego dnia. I poszłam do kuchni, gdzie zapewne był mój ojciec.
- Od dziś zarabiasz na siebie - powiedział bez wstępu - Nie obchodzi mnie gdzie i jak będziesz pracować, ale nie wydam na Ciebie więcej kasy. Telefon, ubrania, książki i reszta za to wszystko będziesz płacić sama. Wystarczy ze ja płacę Ci za jedzenie. - Po tych słowach odkręciłam się i poszłam do swojego pokoju nie mówiąc ani słowa. Miałam w głowie mętlik, musiałam wszystko przemyśleć. Zaczęłam płakać, tak strasznie go nienawidziłam. Za to jaki był, jaka ja byłam przez niego i za to wszystko co mnie przez niego spotkało. Płacz nie ustawał, a godziny szły jedna za drugą. Po jakimś czasie usnęłam. Śniło mi się jezioro w którym pływałam, był śliczny widok, a także cicho i spokojnie. Czułam się bezpiecznie... Ze snu wybudził mnie dźwięk telefonu, który mówił o nadchodzącej wiadomości. Rozejrzałam się po pokoju, wzięłam telefon do reki, zobaczyłam 19:00 i wiadomość Szymona, no tak zapomniałam o tym że chciał się ze mną spotkać.
Treść: Hey, to jak spotkamy się?
Odpisałam:
Tak. Gdzie i kiedy?
Po chwili dostałam sms:
Treść: Chciałem zabrać Cię na spacer. Jeśli nie masz nic przeciwko. Za 30 minut?
 Odpisałam że nie ma problemu i zaczęłam się ubierać w t-shirt oraz krótkie spodenki, do tego trampki. Włosy tylko rozczesałam, nałożyłam na siebie tylko tusz do rzęs. Przejrzałam się w lusterku i wyszłam z domu. Gdy wyszłam na drogę czekała mnie miła niespodzianka....

--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Heej :)
Mamy kolejny rozdział. Napiszcie komentarz co sądzicie. Każda taka wiadomość przy rozdziale motywuje człowieka do pracy. Piszcie co wam się podoba i co nie podoba też.  Jeżeli już tu jesteś i czytasz moje opowiadanie będzie mi niezmiernie miło jeżeli zostawiasz po sobie ślad. To mnie zmotywuje do napisania kolejnego rozdziału.

Zapraszam na Ask gdzie dowiecie się wszystkiego czego chcecie. Odpowiadam na wszystkie pytania :)
 Chciałam podziękować Gabrysi która wiernie wspiera mnie spamem na asku xD Zajrzyjcie na bloga, jest bardzo supi :)

PS Im więcej komentarzy tym szybciej pojawi się kolejny rozdział :)