W poprzednim rozdziale:
- Kto to jest? - zapytał w pewnej chwili - wskazując na dom, który właśnie mijaliśmy.
- Szymon, wnuk Pani Lubomiry - bo tak się nazywała na prawdę. Przyglądał nam się, a ja nie wiedziałam czy mam się do niego uśmiechnąć, czy też pomachać, ale w końcu wyszło tak że zignorowałam go.
- Skąd wiesz? - pytał dalej.
- Bo jak wczoraj zanosiłam zakupy, to on już był i się przedstawił. - powiedziałam zgodnie z prawdą. Chłopak wzruszył ramionami jakby go to mało obchodziło. Gdy już mieliśmy przejść przez furtkę, usłyszałam jak ktoś woła moje imię.
- Ola! Poczekaj... - podbiegł do nas Szymon. Czyżby znowu chciał się mi przedstawić? A może zrobi mi wyrzuty albo coś w tym stylu.... Wczorajsze wydarzenia mimo, że na pozór to źle nie wyglądały i miały sens.... Ale nadal bolało mnie to że nie chciał się przyznać do babci że mnie zna...
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Cześć - powiedział, po czym spojrzał na mnie znacząco - To nie przedstawisz mnie? - dodał po chwili.
- A tak, to jest Łukasz, Łukasz to jest Szymon. - powiedziałam.
- Cześć, czy my się nie znamy? - zapytał Szymon.
- Nie wydaje mi się - odpowiedział Łukasz.
- Chyba Cię gdzieś widziałem, ale nieważne....- chciał jeszcze coś dodać, ale mu przerwał.
- No właśnie nieważne, musimy już iść do zobaczenia - powiedział i pociągnął mnie za rękę w stronę domu. - To paa - tylko tyle zdążyłam powiedzieć. I już znalazłam się przed jego domem.
- To na co masz ochotę? - zapytał.
- Naleśniki - odpowiedziałam bez wahania - Z owocami i bitą śmietaną - dodałam.
- O nutelli zapomniałaś - powiedział. - O najważniejszym - dodał po chwili.
- Zabierzmy się do pracy lepiej, a nie marudzisz że zapomniałam - odpowiedziałam. Za każdym razem, gdy przyjeżdżał ma wieś w czasie wakacji to robiliśmy razem naleśniki. Czasem wychodziły one dobre czasem nie. Kiedyś zapomnieliśmy dodać jakiegoś składnika i wyszły obrzydliwe. Nie dało się tego jeść, wydawały się że są gumowe i bez smaku.
- Ej..ej za dużo tej mąki! - krzyknęłam ze śmiechem. Chłopak wziął szklankę i wsypał do niej trochę białego proszku.
- Tyle wystarczy? - zapytał, pełen skupienia.
- Tak - powiedziałam. I pożałowałam tego. Zawartość mąki znalazła się na mnie... Na moich włosach, rękach, ramionach, twarzy. - Dzięki... Jakieś ostatnie słowo? - zapytałam. Lekko zirytowana, ale pełna determinacji, aby mu odpłacić.
- Wyglądasz ślicznie - powiedział ze śmiechem, a ja wyczułam tylko sarkazm, bo na więcej nie miałam czasu. Łukasz miał już na sobie miskę z mąką, a gdy ją zdjął powoli i ostrożnie dostrzegłam szeroki uśmiech... Jakby myślał, że to koniec. Tak bardzo się mylił.
- Strasznie mi Ciebie tam brakuje - powiedział w końcu. - Ale... - chciał skończyć, lecz wylądowały na nim dwa jajka.
- Ale? - zapytałam ze śmiechem.
- Ale chyba jednak zmienię zdanie.... - powiedział poważnie.
- Wiesz co? - zapytałam ignorując pytanie.
- Hmmm? - spojrzał na mnie wyczekując odpowiedzi.
- Ty nie wyglądasz fanie... - potargałam jego włosy, tak że teraz całe były w jajkach i mące. Całe się lepiły, zrobiłam mu fryzurę... Wyglądał komicznie, mając przedziałek po środku głowy, natomiast reszta jego włosów sterczała na każde strony. - Od razu lepiej... -powiedziałam wyciągając przy tym telefon aby zrobić mu zdjęcie. - Pozuj! - krzyknęłam. chłopak zrobił to co kazałam. Widać było, że świetnie się przy tym bawił. Po chwili usłyszałam:
- Wystarczy, teraz Ty. Modeleczko - ale zanim wyciągnął telefon rozbił jedno jajko na mojej łowie po czym udekorował mnie bitą śmietaną - Teraz to wyglądasz bajecznie - po tych słowach wybuchnął śmiechem, a ja pozostałam nie wzruszona. Nie zmieniłam pozycji, odkąd śmietana znalazła się na mojej glowie. Zrobił parę zdjęć.
- Już? - zapytałam zachowując całkowitą powagę.
- Tak proszę pani. Dziękujemy liczymy na dalszą współpracę. - powiedział dalej się śmiejąc.
- No to świetnie - odpowiedziałam. Dotykałam moich włosów, badając gdzie są te wszystkie składniki.
- Dobra, koniec... - powiedziałam z wahaniem.
- Koniec naprawdę? - zapytał chłopak zaskoczony.
- Niee! - zrzuciłam na niego wszystko co miałam na głowie i puściłam się biegiem na schody, które prowadziły do łazienki. Szybko zamknęłam się w łazience i usłyszałam tylko czysty śmiech Łukasza. Zmyłam sobie resztki jajek, mąki i śmietany. Gdy już wycierałam włosy, usłyszałam tupanie na schodach, a potem stukanie do drzwi.
- Tak? - zapytałam nie wiedząc czego się spodziewać. Czy Łukasza czy może jego rodziców.
- Chcesz jakiś t-shirt na zmianę? - odetchnęłam z ulgą to był On. - Mogę ci jakiś przynieść, Moniki na przykład.
- Daj mi twój - powiedziałam ze śmiechem - To ty zacząłeś, Ty poniesiesz straty - dokończyłam.
- Okay - w jego głosie usłyszałam rozbawienie.
- Tylko jakąś fajną! - zdążyłam krzyknąć, mam nadzieję że usłyszał. Lubiłam jego t-shirt, były wygodne. Po kilku minutach znowu usłyszałam pukanie. Otworzyłam drzwi, a chłopak dał mi koszulkę.
- Dzięki - powiedziałam i zamknęłam drzwi. Rozłożyłam ją a niej było napisane: Boże czy ty to widzisz? A wyżej było oko w jakimś trójkącie. Parsknęłam śmiechem wychodząc z łazienki. Kierowałam się do kuchni. - Co? - chłopak zapytał zdezorientowany.
- Boże czy ty to widzisz? Tylko ty - mówiłam nadal się śmiejąc. - Iluminiati?
- Podoba Ci się? - zapytał może zbyt poważnie.
- Jest doskonała - powiedziałam ze śmiechem.
- Chcesz możesz ją zatrzymać - powiedział. Dopiero teraz zorientowałam się, że chłopak robi naleśniki.
- A myślałeś, że ci ją oddam? - prychnęłam. - Zrobiłeś naleśniki?
- Dopiero zacząłem - odpowiedział.
- A to się je? - zapytałam wskazując ręką na usmażone. W odpowiedzi zostałam dźgnięta w żebra. - Idź się umyj lepiej - odepchnęłam go i zabrałam mu berło. - Teraz ja - dodałam. Chłopak zrobił smutną minę i powiedział wychodząc z kuchni. - Teraz jestem smutny... - i wyszedł. Rozejrzałam się po kuchni wszędzie była mąka, skorupy po jajkach i wszystko. Zrobiliśmy tu straszny bałagan. Trzeba zrobić u porządek zanim to ktoś zobaczy i zabrałam się za sprzątanie. Po chwili usłyszałam:
- Pali się! Naleśnik! - odwróciłam się i szybko podeszłam bliżej.
- Nie pali się tylko zrobiłam murzyna - powiedziałam odwracając się do Szymona, który właśnie stał na progu. Usłyszałam śmiech najpierw jednego, a potem drugiego chłopaka. - To nie jest śmieszne - powiedziałam ze śmiechem, ale trochę poirytowana. Podczas gdy ja zajmowałam się naleśnikami, chłopaki zaczęli rozmowę.
- Babcia chciała pożyczyć nożyce do krzewów...- powiedział i dodał - Jeśli to nie problem...
- A dobrze, zaraz przyniosę. Chyba są w garażu, dawno mnie tu nie było... - po tych słowach zniknął, za drzwiami, które prowadziły do tego pomieszczenia. Staliśmy przez chwilę w milczeniu, ale chłopak je przerwał.
- Co robisz dzisiaj wieczorem? - zagadnął.
- No jeszcze nie wiem, nie myślałam nad tym - odpowiedziałam zgodnie z prawdą.
- No to super, możemy się spotkać? - niepewnie zapytał. Zaskoczył mnie tym pytaniem i nie odpowiedziałam od razu.
- No właściwie... - zaczęłam.
- Mam! - usłyszałam za sobą głos Łukasza, a potem jego kroki po schodach. - Przerwałem wam? - zapytał.
- Nie - odpowiedział krótko Szymon. A potem dostał narzędzie do ręki. - Dzięki i narazie - powiedział krótko.
-No i jak Ci idzie? - zmienił temat.
- Jak widzisz, mamy jednego murzyna - powiedziałam poważnie, wzruszając ramionami. W odpowiedzi usłyszałam jego śmiech. - Śmiejesz się jak hamujący pociąg - powiedziałam.
- Wiem - krzyknął i poszedł po mopa aby umyć podłogę. Po chwili wrócił z całym sprzętem, który mu był potrzebny. Zaraz potem zaczął sprzątać.
- No, no nieźle Ci idzie - skomentowałam jego ruchy. Rzucił mi ostrzegawcze spojrzenie. - No co? - zapytałam nie wiedząc o co mu chodzi.
- Powinnaś mnie podziwiać - odparował. - Nierzadko widzi się mężczyznę takiego jak ja, który sprząta - powiedział. Na co ja wybuchnęłam śmiechem.
- To chociaż posprzątałbyś dokładnie - wskazałam miejsca które pominął. Łukasz zabrał się do pracy, ale nie obyło się bez jego własnego wkładu w sprzątanie. Chłopak zaczął się kręcić wkoło mopa, wykonując jakieś ruchy, które miały być chyba tańcem. Wywołało to u mnie kolejny napad śmiechu, na szczęście naleśniki zdążyłam już usmażyć i mogłam spokojnie usiądź na krześle.
- Skończ te dzikie tańce i choć jeść - mówiłam. Podczas posiłku uspokoiliśmy się. I jedliśmy spokojnie prowadząc rozmowę.
- Musze już iść - powiedziałam, było już późno i ojciec może się wkurzyć jak mnie nie będzie.
- Dobrze, odprowadzę Cię - powiedział. Po jakimś czasie byłam już w domu zastanawiając się co dzisiejszego dnia się wydarzy. Poszłam się umyć tym razem dokładniej. Po tym jak wyszłam z łazienki usłyszałam męski głos.
- Chodź tutaj - no tak nie mogę mieć spokojnego dnia. I poszłam do kuchni, gdzie zapewne był mój ojciec.
- Od dziś zarabiasz na siebie - powiedział bez wstępu - Nie obchodzi mnie gdzie i jak będziesz pracować, ale nie wydam na Ciebie więcej kasy. Telefon, ubrania, książki i reszta za to wszystko będziesz płacić sama. Wystarczy ze ja płacę Ci za jedzenie. - Po tych słowach odkręciłam się i poszłam do swojego pokoju nie mówiąc ani słowa. Miałam w głowie mętlik, musiałam wszystko przemyśleć. Zaczęłam płakać, tak strasznie go nienawidziłam. Za to jaki był, jaka ja byłam przez niego i za to wszystko co mnie przez niego spotkało. Płacz nie ustawał, a godziny szły jedna za drugą. Po jakimś czasie usnęłam. Śniło mi się jezioro w którym pływałam, był śliczny widok, a także cicho i spokojnie. Czułam się bezpiecznie... Ze snu wybudził mnie dźwięk telefonu, który mówił o nadchodzącej wiadomości. Rozejrzałam się po pokoju, wzięłam telefon do reki, zobaczyłam 19:00 i wiadomość Szymona, no tak zapomniałam o tym że chciał się ze mną spotkać.
Treść: Hey, to jak spotkamy się?
Odpisałam:
Tak. Gdzie i kiedy?
Po chwili dostałam sms:
Treść: Chciałem zabrać Cię na spacer. Jeśli nie masz nic przeciwko. Za 30 minut?
Odpisałam że nie ma problemu i zaczęłam się ubierać w t-shirt oraz krótkie spodenki, do tego trampki. Włosy tylko rozczesałam, nałożyłam na siebie tylko tusz do rzęs. Przejrzałam się w lusterku i wyszłam z domu. Gdy wyszłam na drogę czekała mnie miła niespodzianka....
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Heej :)
Mamy kolejny rozdział. Napiszcie komentarz co sądzicie. Każda taka wiadomość przy rozdziale motywuje człowieka do pracy. Piszcie co wam się podoba i co nie podoba też. Jeżeli już tu jesteś i czytasz moje opowiadanie będzie mi niezmiernie miło jeżeli zostawiasz po sobie ślad. To mnie zmotywuje do napisania kolejnego rozdziału.
Zapraszam na Ask gdzie dowiecie się wszystkiego czego chcecie. Odpowiadam na wszystkie pytania :)
Chciałam podziękować Gabrysi która wiernie wspiera mnie spamem na asku xD Zajrzyjcie na bloga, jest bardzo supi :)
PS Im więcej komentarzy tym szybciej pojawi się kolejny rozdział :)
Mega:) Czekam na następny :D
OdpowiedzUsuńSuper! Ola chyba czuje do Łukasza coś więcej, albo mi się zdaje? ;) pisz szybkoo!!!
OdpowiedzUsuńCudowne!
OdpowiedzUsuńHaha widze ze sie Yoczooka oglada ��
OdpowiedzUsuńOgląda, ogląda xDD
Usuń