- Cześć, jestem Szymon - uśmiechnął się delikatnie.
- Cześć, Ola - powiedziałam. Chciałam na niego krzyknąć, ze po tym wczoraj nagle mnie nie zna? Byłam na niego wściekła, ale może to tylko dla mnie coś znaczyło a tak na prawdę nie działo się nic wyjątkowego?
- Właśnie, Szymek mi pomoże, także możesz zająć się zająć swoimi sprawami. - staruszka uśmiechnęła się ciepło.
- To ja już pójdę - powiedziałam po czym wstałam. - Do widzenia - powiedziałam do kobiety.
- Odprowadź ją - powiedziała staruszka.
- Nie trzeba dziękuję i wyszłam z pomieszczenia. Ale usłyszałam za sobą jego kroki.
Gdy już byliśmy na zewnątrz, krzyknął:
- Poczekaj! - nie miałam zamiaru na niego czekać, ale wiedziałam że chłopak nie da za wygraną. Po za tym byłam ciekawa co on ma mi do powiedzenia.
- Posłuchaj.... - zaczął.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Następnego ranka (świt):
- Nigdy nie będziesz i nigdy nie byłaś córką taką jakbym chciał. Jesteś najgorszą osobą jaką znam - powiedział. - Jesteś egoistką, mam nadzieję że Ciebie nikt nie zechce! - krzyknął mój kochany tata.
- Już nie długo, a nie będziesz się musiał ze mną, męczyć! - krzyknęłam przez łzy.
- Nie mogę się doczekać - mówiąc to podchodził coraz bliżej mnie, w pewnej chwili zamachnął się... Chciał mnie uderzyć, ale mnie już tam nie było, uciekłam do łazienki gdzie miałam wszystko przygotowane: proszki, żyletki, a nawet sznurek. I nareszcie będę mogła to wykorzystać. Proszki popiłam wodą, ale żeby się upewnić narysowałam sobie jeszcze kilka tatuaży żyletką. Już byłam spokojna. Ten widok jest kojący, to jak czerwone łzy kapią z mojego nadgarstka na podłogę... Jedna, druga.... Powoli nigdzie się nie spiesząc. W pewnej chwili usłyszałam jak ktoś szarpie za klamkę od drzwi. Do pokoju wbiegł... ktoś nie rozpoznawałam twarzy, ale jego postura była kojąca. A potem usłyszałam znajomy męski głos:
- Już po niej i bardzo dobrze, wreszcie będzie spokój - i po tych słowach usłyszałam śmiech, który ciągle odbijał się echem w mojej głowie. A potem był krzyk, głośny krzyk... Chciałam zobaczyć co to, raptownie otworzyłam oczy i nagle znalazłam się w swoim pokoju. Przeraźliwy wrzask, który słyszałam to byłam ja, to ja krzyczałam. Natychmiast zobaczyłam na swoje nadgarstki ufff tylko stare blizny żadnych nowych. Zaświeciłam światło, wstałam z łóżka słysząc szum krwi i szybkie pulsowanie serca.
- Oddychaj głęboko - mówiłam - Wdech, wydech, spokojnie to tylko zły sen - powtarzałam, ale nadal drżałam. Pomyślałam że może jak prysznic mi pomoże, bez wahania wzięłam czyste ubranie i pomaszerowałam do łazienki. To co miałam na sobie było mokre od mojego potu oraz łez. Woda ostudziła trochę emocje, ale nadal czułam adrenalinę która krążyła wciąż w moich żyłach. Postanowiłam pobiegać, był świt dlatego nikogo nie spotkałam na drodze. Pobiegłam w stronę lasu tam mieszka mniej ludzi. Po 30 minutach biegania zrobiłam sobie przerwę, był piękny widok: las, łąki wszystko budziło się do życia. W tym miejscu było coś kojącego. Podczas ostatnich wakacji często tu bywałam z moim przyjacielem Łukaszem. Usiadłam na pobliskiej trawie i moje myśli automatycznie powędrowały do wczorajszego dnia. Zakupy, sąsiadka i on.
- Posłuchaj.... - zaczął. Nie patrzył mi w oczy, uciekał wzrokiem, dostrzegłam także jego wahanie. A może było tam coś więcej?Jego dłonie były zaciśnięte w pięść. - To co zdarzyło się wczoraj - kontynuował, ale ja zobaczyłam coś, co zwróciło moją uwagę. Po dłoni spływała czerwona smuga.
- Co to do cholery jest? - wskazałam ręką na krew. Zdezorientowany podniósł rękę do góry. Chciałam podwinąć rękę i zobaczyć co tak na prawdę zrobił, ale on automatycznie cofnął się o krok.
- Nieważne, to jest moja sprawa. Chciałem Ci coś powiedzieć odnośnie wczorajszego dnia.... - mówił.
- Jak nie ważne? Co Ty zrobiłeś? - prawie na niego krzyczałam, a w oczach miałam łzy. On nie mógł tego zrobić. - Czy Ty wiesz co zrobiłeś?
- Tak wiem, daj już spokój. To jest męczące, muszę się sam z tym uporać. Dlatego przyjechałem tutaj do... - chciał skończyć, ale mu przerwałam.
- Do babci - dokończyłam za niego - Tak, wiem.... To było przed tym jak zadzwoniłeś czy potem?
- Przed... nie mogłem się powstrzymać tego robić, dlatego zadzwoniłem do Ciebie, pomyślałem że wtedy się chociaż trochę uspokoję i tak było. Ale teraz te rany się odnowiły - wzruszył ramionami i lekko się uśmiechnął, jakby uświadomił sobie, że to co zrobił było przez przypadek. Stałam i patrzyłam na jego dłonie, chciałam coś powiedzieć, ale z moich ust chłopak usłyszał tylko.
- Powinieneś to opatrzyć. - powiedziałam wysilając się na spokojny ton.
- Wiem - powiedział. - To nie jest teraz najważniejsze... - zignorowałam to i rzekłam
- Nie rób tego nigdy więcej.... - popatrzyłam mu w oczy. Nie obchodziło mnie dlaczego to zrobił, bo to nie było istotne. Zrobił, to bo coś musiało się wydarzyć... wielkiego czy małego - zawsze to będzie jakiś koniec świata.
- Nie zrobię... - powiedział również kierując swój wzrok w moje oczy.
- Obiecaj - powiedziałam szybko.
- Obiecuję - równie szybko odpowiedział. - Ale chciałem Ci coś powiedzieć.... To co się wczoraj wydarzyło nie powinno mieć miejsca. Chciałem, żebyśmy zaczęli wszystko od początku, to dlatego ta akcja dzisiaj... Przepraszam nie chciałem, żeby tak wyszło... - mówił.
- Wiesz co...? Muszę iść... - odwróciłam się z zamiarem odejścia stąd, ale Szymon złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Tak, że znalazłam się w jego objęciach. Popatrzyłam w jego brązowe oczy, gdy on z szyderczym uśmiechem. Powiedział:
- I tak wiem że dasz mi kolejną szansę, pokażę się wtedy z innej strony.- był pewny siebie.
- Nie wiesz... - powiedziałam i odsunęłam się od niego, aby po chwili On znów mógł mnie zamknąć w ramionach i złączyć nasze usta. Zdążył ledwie mnie musnąć wargami zanim odsunęłam się od niego.
- Na prawdę muszę iść - i tak zrobiłam, poszłam w swoja stronę.
- Do zobaczenia - krzyknął.
Z moich zamyśleń wyrwało mnie wrażenie, że ktoś mi się przygląda. W moim wrażeniu nie było nic mylnego. Niedaleko ode mnie stał Łukasz, był to mój przyjaciel odkąd pamiętam. Bawiliśmy się razem w berka czy chowanego, zawsze ja wygrywałam bo tylko ja potrafiłam go przekonać do mojej racji. A może mi po prostu ustępował? Może... Był ode mnie o rok starszy. Gdy chodziliśmy do tej samej szkoły, mam na myśli budynek... To zawsze w drodze mi towarzyszył. Gdy skończył podstawówkę wyjechał, ale każdego lata wracał tutaj. Nie widzieliśmy się już prawie rok, ale często rozmawialiśmy na Skype czy facebook'u.
- Łukasz? - nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
- We własnej osobie - na jego twarzy zawitał ogromny uśmiech. Nim obejrzałam się już byłam w jego ramionach. Zatapiając się w znajomych ramionach, zapachu... To było jakby wrócić do domu.
- Tak strasznie za Tobą tęskniłam - powiedziałam.
- Hej, hej tylko mi się tu nie rozklejaj - powiedział.
- Taak, też Cię miło widzieć - powiedziałam z sarkazmem.
- Nie to miałem na myśli, też Cię miło widzieć i tak, stęskniłem się za Tobą uprzedzając twoje pytanie - powiedział, powoli mnie puszczając.
- To co zostajesz do końca wakacji? - zapytałam.
- Raczej tak. Co ty tu właściwie robisz? Znowu miałaś koszmar? - Łukasz wiedział o wszystkim, no dobrze prawie o wszystkim, bo o Szymonie nic mu nie mówiłam. W odpowiedzi niechętnie skinęłam głową.
- Chodź tu do mnie - przytulił mnie raz jeszcze - Pewnie już tu długo jesteś, zapraszam Cię na śniadanie, bo na pewno jesteś głodna - powiedział.
- A co twoi rodzice na to, że już od rana sprowadzasz dziewczyny do domu - zażartowałam.
- Rodziców nie ma w domu - szepnął mi do ucha - to będzie nasza tajemnica - kontynuował. - Przecież wiesz, że jeżeli o Ciebie chodzi to możesz też przyjść na noc, a moi rodzice i tak będą zadowoleni.
- Wiem, wiem - powiedziałam. I ruszyliśmy w stronę jego domu. Mieszkał obok babci Szymona, a więc oznaczało to, że będę musiała przejść obok jego domu. Nieważne, czym ja się przejmuję? To nie miało sensu. Już po chwili zaczęliśmy się wygłupiać na środku drogi, ale tak było zawsze. Uciekałam przed nim, on był szybszy ale i tak biegł za mną. W końcu złapał mnie od tyłu, a potem odwrócił do siebie, tak że staliśmy twarzą w twarz. Nie czekając na nic wyrwałam mu się i uciekłam ze śmiechem. Łukasz pokręcił głową z wielkim uśmiechem, a potem jednym krokiem znalazł się przy mnie i już w spokoju szliśmy do jego domu.
- Kto to jest? - zapytał w pewnej chwili - wskazując na dom, który właśnie mijaliśmy.
- Szymon, wnuk Pani Lubomiry - bo tak się nazywała na prawdę. Przyglądał nam się, a ja nie wiedziałam czy mam się do niego uśmiechnąć, czy też pomachać, ale w końcu wyszło tak że zignorowałam go.
- Skąd wiesz? - pytał dalej.
- Bo jak wczoraj zanosiłam zakupy, to on już był i się przedstawił. - powiedziałam zgodnie z prawdą. Chłopak wzruszył ramionami jakby go to mało obchodziło. Gdy już mieliśmy przejść przez furtkę, usłyszałam jak ktoś woła moje imię.
- Ola! Poczekaj... - podbiegł do nas Szymon. Czyżby znowu chciał się mi przedstawić? A może zrobi mi wyrzuty albo coś w tym stylu.... Wczorajsze wydarzenia mimo, że na pozór to źle nie wyglądały i miały sens.... Ale nadal bolało mnie to że nie chciał się przyznać do babci że mnie zna...
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemanko ;D
Przepraszam, że dopiero teraz rozdział, ale nie mogłam wcześniej go napisać... Przepraszam. Taka sytuacja się więcej nie powtórzy. ;)Jak wam podobał się rozdział?
Zapraszam na Ask ;D
Świetny! 😘
OdpowiedzUsuńCzekam na next '!
Matko,matko czemu takie krótkie ?!
OdpowiedzUsuńŚwietny mordeczko ty moja <3
OdpowiedzUsuńw końcu :)
Super super! Tylko czemu takie krótkie? :c
OdpowiedzUsuńCzekam na next :) Świetny :D
OdpowiedzUsuń