czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział I

Pierwszy dzień wakacji, a już tęsknię za swoją dawną "paczką" z klasy, za przyjaciółmi, za wybuchami śmiechu na lekcjach, za dowcipami kolegów i za wieloma wspaniałymi rzeczami, które pozostaną za murami tamtej szkoły. Ale tak już musi być, czas idzie do przodu choćby nie wiem co. I nikt go nie zatrzyma, a on nawet nie zwolni swojego biegu...
Dziś zawożę kopię dokumentów do szkoły, potem rekrutacja i wyniki. Mam trochę drogi na przystanek, ale do Lublina dotarłam po jakiejś godzinie od wyjścia z domu. Mimo, że mieszkam na wsi to miasto uwielbiałam i to tu chciałam zamieszkać w przyszłości. Pomimo hałasu, spalin unoszących się w górze, gwaru i pędzących gdzieś ciągle ludzi. Mnie to nie przeszkadzało, bo sama też czasem spieszyłam się na autobus, do szkoły, do sklepu... Ale przecież przez to, że gdzieś się spieszymy, zawsze dotrzemy do celu, ale też w końcu przestaniemy zauważ małe rzeczy. Drobne sprawy, które kiedyś nas cieszyły w końcu stanął się rutyną, w której nie dostrzeżemy tego "czegoś".
Do liceum postanowiłam przejść piechotą, gdyż nie było daleko, a po za tym przyda się trochę ruchu. Droga zajmie mi dłużej, ale przez to pobędę dłużej w mieście. Przechodząc od dworca szłam znanymi ulicami i podziwiałam ich piękno, przed sobą miałam jeszcze zamek i most.... Właśne most, nie lubię przechodzić tędy z kimś, a tym bardziej sama. Zawsze towarzyszą mi przy tym myśli, które nigdy się nie zdarzą, a mimo to się bałam... Bo na przykład telefon, który jest w kieszeni nie wyskoczy sam, prawda? Albo torebka mi też sama nie wpadnie do rzeki. Będę szła jak najdalej od barierek, jak to tylko możliwe. Ale zanim weszłam na most coś a raczej ktoś, przykuł moją uwagę. Zauważyłam chłopaka, który siedzi praktycznie na barierce na moście... No niby nic w tym dziwnego, że ktoś sobie siedzi, ale tu? O, niee, tylko nie to. Chyba on o tym nie myśli? Podeszłam bliżej, zastanawiając się co zrobić. Stałam blisko niego, a chłopak nawet mnie nie zauważył. Jego dłonie były mocno zaciśnięte na szarym murku. Nie wiele myśląc swoją dłoń położyłam na jego. Ani drgnął lecz spojrzał na minie dużymi, brązowymi, czerwonymi od płaczu oczami. Po chwili zabrał swoją rękę, i zapytał
-Czego chcesz? - nadal przyglądał mi się. A ja spokojnie choć trochę drżącym głosem odpowiedziałam.
- Czemu tu siedzisz? - odpowiadanie pytaniem na pytanie skąd ja to znam? Chłopak prychnął i opowiedział:
- Myślisz, że podchodzą do osoby, obcej osoby, która jest w takim stanie jak ja....I zapytasz co się stało? Ona ci odpowie tak jak byście byli starymi przyjaciółmi, którzy chcą szczęścia drugiego kolegi?
- Tak, tak właśnie myślę. Uważam, także że jeśli się widzi osobę, która potrzebuje pomocy to trzeba jej pomóc...- mówiłam trochę zirytowana jego zachowaniem,
- Czy ja Ci wyglądam na osobę, która potrzebuje pomocy? - zapytał
- A to jest pytanie retoryczne? - odpowiedziałam, ale chłopak nie wiedział o co mi chodzi i tylko zmarszczył brwi...a jak kontynuowałam - Bo to chyba nie jest normalne że siedzisz sobie od tak o, na moście, na takiej wysokości. - Nawet nie spojrzałam się w dół, nieznajomy brunet zamyślił się na chwile nad moimi słowami.
- A normalne jest to, że tylko Ty zwróciłaś uwagę na moją osobę?
- Normalne jest, że ja.... Ale tylko ja?
- Bo widzisz w życiu ludzie widzą tylko to co chcą, najczęściej pieniądze choć to nie one dają prawdziwe szczęście. Oni wszyscy - pokazał ręką na ludzi obok nas przechodzących - to egoiści, myślą o sobie...Chcą dążyć do celu jak Balladyna, czyli po trupach do celu. Potrafią zabić nawet to co się tak naprawdę kocha. Ale oni tego nie zauważą, znajdą sobie inny obiekt, zastępczy.Tak się teraz wszyscy zachowują...- przetrwałam mu:
- Nie wszyscy...- chciałam mu coś jeszcze dodać, ale mi przerwał.
- Oczywiście, że nie wszyscy...Bo reszta jest tak słaba, że przez to popada w depresję i popełnia samobójstwo, ale czy tak nie było by lepiej?
- O czym Ty do cholery mówisz? - zapytałam, bo mimo jego stanu psychicznego mówił racjonalnie, ale i bez sensu. Miał zapłakane oczy, a mógł się kłócić o wszystko...
- No właśnie o czym ja mówię? Jeszcze nie dostałaś takiego zaszczytu i nie poznałaś takich ludzi...- powiedział i tym razem to ja mu przerwałam.
- Jaki zaszczyt? Poznając ludzi, którzy Cie niszczą, czekają na Twój upadek i to się zaszczyt nazywa? Poznając osoby dla których liczy się kasa, markowe ubrania i najlepiej jakbyś nie popełnił, żadnego błędu, bo potem Cię skreślą tak łatwo, że sobie nawet nie wyobrażasz. I mam rozumieć, że zaszczytem jest także upokarzanie Ciebie przed wszystkimi? Ja dziękuję za ten zaszczyt i pozostanę w grupie osób, którzy nie patrzą przez pryzmat pieniędzy, ale dadzą radę żyć, mimo wszystko....- po wypowiedzeniu ostatnich słów odwróciłam się i odeszłam.
Po niecałych 10 minutach poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Oczywiście się domyśliłam kto to, ale nie zdążyłam zobaczyć jego wyrazu twarzy, bo przytulił mnie. Po chwili odsunęliśmy się od siebie.
- Przytulasz obca ci osobę... Jak się z tym czujesz? - zapytałam, a w moim głosie słychać było sarkazm.
- Przepraszam za ta sytuację, ale ostanie wydarzenia w moim życiu sprawiły, że czuję się źle...- powiedział, a moją uwagę zignorował.
- Nie masz za co przepraszać, jestem dla Ciebie tylko zwykła obcą osobą, której prawdopodobnie nigdy nie zobaczysz... Nie masz czym się przejmować.. - mówiłam.
- Ale to my jesteśmy panami swojego losu, naszym życiem kieruje zbiór przypadków - powiedział - i to od nas zależy jak się te drogi potoczą.
- A nie wierzysz w przeznaczenie? Że na przykład to że się spotkaliśmy to nie przypadek?
- Chyba przypadek, chodź coś ci opowiem - mówił już spokojnie, bez żadnych podtekstów czy sarkazmu.
Poszliśmy do galerii handlowej, bo tu było najbliżej. Usiedliśmy w ustronnym miejscu, tam gdzie mogliśmy spokojnie pogadać. I zaczął swoją opowieść/ historię czy jak tam kto sobie nazywa.
- Bo widzisz, nie wiem czemu ale czuję, że Tobie mogę zaufać... Pewnego dnia jechaliśmy z rodzina nad morze, wiesz mama, tata i ja. Po prostu na wakacje odpocząć od tego wszystkiego. Bawiliśmy się tam rewelacyjnie morze, ptaki, plaża... Ale po tygodniu musieliśmy wracać, bo zadzwonili do taty, że coś tam się stało i musi wracać do pracy... Dzień był pochmurny, aż w końcu po kilku godzinach jazdy zaczął padać deszcz, który za chwilę zamienił się w ulewę nic nie było widać oprócz świateł samochodu, który jechał
przed nami w pewnej chwili usłyszałem ogromny huk, potem dużo wody i tyle pamiętam...Potem tylko szpital więcej nie wiem co się wydarzyło. Zginęła tam moja mama, a ja z ojcem przeżyłem. Od tamtej pory on pije, a ja chodzę regularnie do psychologa. I wiesz.... gdyby nie tamten przypadek, że on nie musiał wracać, tego wszystkiego by nie było. Może to nie jest jakiś tam wypadek poważny, w sensie dla kogoś innego, ale dla mnie to był koszmar. - umilkł, a ja zdobyłam się tylko na:
- Bardzo mi przykro - powiedziałam i złapałam go za rękę, a on wziął ją w swoje dłonie. Chciał mi jeszcze coś powiedzieć  i po chwili zaczął:
- Kolejnym może błahym powodem było to, że mój kumpel Seba odbił mi dziewczynę i ja jakoś nie umiałem walczyć o nią. Pozwoliłem jej odejść...
- "Jeśli coś kochasz- puść to wolno. Jeśli wróci, jest twoje, jeśli nie- nigdy twoje nie było" - powiedziałam nim pomyślałam.
- Kto to powiedział? - zapytał.
- Paulo Coehlo - odpowiedziałam spokojnie.
- Mądry cytat - podsumował i mówił dalej - Kochałem ją, naprawdę ale teraz nic do niej nie czuję, tylko mi na niej zależy. Wiem, że to co mówię to nie ma sensu, ale nie chcę jej stracić. To byłoby na koniec, taka moja bajka i wiem, że niektórzy może uznają mnie za głupca, bo nie powinienem się tym martwić.... Ale to wraca jak bumerang.
- Nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem - chciałam dokończyć, ale mi przerwał widocznie zatopiony w swoich myślach.
- Zaprosili mnie dzisiaj na spotkanie. Bo on nie wie, że kiedyś była ona moja i nie chcę tam iść sam. Najchętniej stałbym się innym człowiekiem tylko po to by pokazać jej to co straciła, mogła mieć. Tak jestem zdesperowany. - powiedział.
- Idziesz na to spotkanie? Jeżeli nie chcesz iść sam weź ze sobą, koleżankę jakoś... możesz też przedstawić ją jako swoją dziewczynę czy coś, jakbyś chciał. Jak chcesz się zmienić zmień swój styl ubierania się jak ci to pomoże... - mówiłam szybko, chciałam pomóc lecz nie wiem czy mi to wyszło.
- Mam pomysł i pytanie czy Ty mi w tym pomożesz - powiedział a ja nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć.
- No nie wiem, chyba....- zawahałam się


-----------------------------------------
Kochani pierwszy rozdział, mam nadzieję że wam się podoba i napiszecie mi w komentarzu co i jak ;D



7 komentarzy:

  1. Eeeej, super! Czekam na next!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Jestem na tak! Rozdział - rewelacja :D Oczywiście czekam na next i mam nadzieję, że rozdziały będą w miarę systematycznie :) Pozdrawiam i życzę weny oraz radości z pisania C:

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestem na tak! Rozdział - rewelacja :D Oczywiście czekam na next i mam nadzieję, że rozdziały będą w miarę systematycznie :) Pozdrawiam i życzę weny oraz radości z pisania C:

    OdpowiedzUsuń
  4. Wow... Ale fajne ! Czekam na next. Wydaje mi się wszystko takie przemyślane ? <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo klinatycznie.
    I co?
    Tyle moge powiedziec.
    Jestem pod ogromnym wrażeniem.

    OdpowiedzUsuń
  6. Super. !!! :D Czekam na następny .. Zapraszam do siebie : http://opowiadanieonastolatkach.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń