środa, 29 lipca 2015

Rozdział V

W poprzednim rozdziale:
 - Cześć, jestem Szymon - uśmiechnął się delikatnie.
- Cześć, Ola - powiedziałam. Chciałam na niego krzyknąć, ze po tym wczoraj nagle mnie nie zna? Byłam na niego wściekła, ale może to tylko dla mnie coś znaczyło a tak na prawdę nie działo się nic wyjątkowego?
- Właśnie, Szymek mi pomoże, także możesz zająć się zająć swoimi sprawami. - staruszka uśmiechnęła się ciepło.
- To ja już pójdę - powiedziałam po czym wstałam. - Do widzenia - powiedziałam do kobiety.
- Odprowadź ją - powiedziała staruszka.
- Nie trzeba dziękuję i wyszłam z pomieszczenia. Ale usłyszałam za sobą jego kroki.
Gdy już byliśmy na zewnątrz, krzyknął:
- Poczekaj! - nie miałam zamiaru na niego czekać, ale wiedziałam że chłopak nie da za wygraną. Po za tym byłam ciekawa co on ma mi do powiedzenia.
- Posłuchaj.... - zaczął.

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Następnego ranka (świt):
- Nigdy nie będziesz i nigdy nie byłaś córką taką jakbym chciał. Jesteś najgorszą osobą jaką znam - powiedział. - Jesteś egoistką, mam nadzieję że Ciebie nikt nie zechce! - krzyknął mój kochany tata.
- Już nie długo, a nie będziesz się musiał ze mną, męczyć! - krzyknęłam przez łzy.
- Nie mogę się doczekać - mówiąc to podchodził coraz bliżej mnie, w pewnej chwili zamachnął się... Chciał mnie uderzyć, ale mnie już tam nie było, uciekłam do łazienki gdzie miałam wszystko przygotowane: proszki, żyletki, a nawet sznurek. I nareszcie będę mogła to wykorzystać. Proszki popiłam wodą, ale żeby się upewnić narysowałam sobie jeszcze kilka tatuaży żyletką. Już byłam spokojna. Ten widok jest kojący, to jak czerwone łzy kapią z mojego nadgarstka na podłogę... Jedna, druga.... Powoli nigdzie się nie spiesząc. W pewnej chwili usłyszałam jak ktoś szarpie za klamkę od drzwi. Do pokoju wbiegł... ktoś nie rozpoznawałam twarzy, ale jego postura była kojąca. A potem usłyszałam znajomy męski głos:
- Już po niej i bardzo dobrze, wreszcie będzie spokój - i po tych słowach usłyszałam śmiech, który ciągle odbijał się echem w mojej głowie. A potem był krzyk, głośny krzyk... Chciałam zobaczyć co to, raptownie otworzyłam oczy i nagle znalazłam się w swoim pokoju. Przeraźliwy wrzask, który słyszałam to byłam ja, to ja krzyczałam. Natychmiast zobaczyłam na swoje nadgarstki ufff tylko stare blizny żadnych nowych. Zaświeciłam światło, wstałam z łóżka słysząc szum krwi i szybkie pulsowanie serca.
- Oddychaj głęboko - mówiłam - Wdech, wydech, spokojnie to tylko zły sen - powtarzałam, ale nadal drżałam. Pomyślałam że może jak prysznic mi pomoże, bez wahania wzięłam czyste ubranie i pomaszerowałam do łazienki. To co miałam na sobie było mokre od mojego potu oraz łez. Woda ostudziła trochę emocje, ale nadal czułam adrenalinę która krążyła wciąż w moich żyłach. Postanowiłam pobiegać, był świt dlatego nikogo nie spotkałam na drodze. Pobiegłam w stronę lasu tam mieszka mniej ludzi. Po 30 minutach biegania zrobiłam sobie przerwę, był piękny widok: las, łąki wszystko budziło się do życia. W tym miejscu było coś kojącego. Podczas ostatnich wakacji często tu bywałam z moim przyjacielem Łukaszem. Usiadłam na pobliskiej trawie i moje myśli automatycznie powędrowały do wczorajszego dnia. Zakupy, sąsiadka i on.
- Posłuchaj.... - zaczął. Nie patrzył mi w oczy, uciekał wzrokiem, dostrzegłam także jego wahanie. A może było tam coś więcej?Jego dłonie były zaciśnięte w pięść. - To co zdarzyło się wczoraj - kontynuował, ale ja zobaczyłam coś, co zwróciło moją uwagę. Po dłoni spływała czerwona smuga. 
- Co to do cholery jest? - wskazałam ręką na krew. Zdezorientowany podniósł rękę do góry. Chciałam podwinąć rękę i zobaczyć co tak na prawdę zrobił, ale on automatycznie cofnął się o krok. 
- Nieważne, to jest moja sprawa. Chciałem Ci coś powiedzieć odnośnie wczorajszego dnia.... - mówił.
- Jak nie ważne? Co Ty zrobiłeś? - prawie na niego krzyczałam, a w oczach miałam łzy. On nie mógł tego zrobić. - Czy Ty wiesz co zrobiłeś?
- Tak wiem, daj już spokój. To jest męczące, muszę się sam z tym uporać. Dlatego przyjechałem tutaj do... - chciał skończyć, ale mu przerwałam.
- Do babci - dokończyłam za niego - Tak, wiem.... To było przed tym jak zadzwoniłeś czy potem?
- Przed... nie mogłem się powstrzymać tego robić, dlatego zadzwoniłem do Ciebie, pomyślałem że wtedy się chociaż trochę uspokoję i tak było. Ale teraz te rany się odnowiły - wzruszył ramionami i lekko się uśmiechnął, jakby uświadomił sobie, że to co zrobił było przez przypadek. Stałam i patrzyłam na jego dłonie, chciałam coś powiedzieć, ale z moich ust chłopak usłyszał tylko.
- Powinieneś to opatrzyć. - powiedziałam wysilając się na spokojny ton.
- Wiem - powiedział. - To nie jest teraz najważniejsze... - zignorowałam to i rzekłam
- Nie rób tego nigdy więcej.... - popatrzyłam mu w oczy. Nie obchodziło mnie dlaczego to zrobił, bo to nie było istotne. Zrobił, to bo coś musiało się wydarzyć... wielkiego czy małego - zawsze to będzie jakiś koniec świata.
- Nie zrobię... - powiedział również kierując swój wzrok w moje oczy.
- Obiecaj - powiedziałam szybko.
- Obiecuję - równie szybko odpowiedział. - Ale chciałem Ci coś powiedzieć.... To co się wczoraj wydarzyło nie powinno mieć miejsca. Chciałem, żebyśmy zaczęli wszystko od początku, to dlatego ta akcja dzisiaj... Przepraszam nie chciałem, żeby tak wyszło... - mówił.
- Wiesz co...? Muszę iść... - odwróciłam się z zamiarem odejścia stąd, ale Szymon złapał mnie za rękę i przyciągnął do siebie. Tak, że znalazłam się w jego objęciach. Popatrzyłam w jego brązowe oczy, gdy on z szyderczym uśmiechem. Powiedział:
- I tak wiem że dasz mi kolejną szansę, pokażę się wtedy z innej strony.- był pewny siebie.
- Nie wiesz... - powiedziałam i odsunęłam się od niego, aby po chwili On znów mógł mnie zamknąć w ramionach i złączyć nasze usta. Zdążył ledwie mnie musnąć wargami zanim odsunęłam się od niego.
- Na prawdę muszę iść - i tak zrobiłam, poszłam w swoja stronę.
- Do zobaczenia - krzyknął. 
Z moich zamyśleń wyrwało mnie wrażenie, że ktoś mi się przygląda. W moim wrażeniu nie było nic mylnego. Niedaleko ode mnie stał Łukasz, był to mój przyjaciel odkąd pamiętam. Bawiliśmy się razem w berka czy chowanego, zawsze ja wygrywałam bo tylko ja potrafiłam go przekonać do mojej racji. A może mi po prostu ustępował? Może... Był ode mnie o rok starszy. Gdy chodziliśmy do tej samej szkoły, mam na myśli budynek... To zawsze w drodze mi towarzyszył. Gdy skończył podstawówkę wyjechał, ale każdego lata wracał tutaj. Nie widzieliśmy się już prawie rok, ale często rozmawialiśmy na Skype czy facebook'u.
- Łukasz? - nie mogłam uwierzyć własnym oczom.
- We własnej osobie - na jego twarzy zawitał ogromny uśmiech. Nim obejrzałam się już byłam w jego ramionach. Zatapiając się w znajomych ramionach, zapachu... To było jakby wrócić do domu.
- Tak strasznie za Tobą tęskniłam - powiedziałam.
- Hej, hej tylko mi się tu nie rozklejaj - powiedział.
- Taak, też Cię miło widzieć - powiedziałam z sarkazmem.
- Nie to miałem na myśli, też Cię miło widzieć i tak, stęskniłem się za Tobą uprzedzając twoje pytanie - powiedział, powoli mnie puszczając.
- To co zostajesz do końca wakacji? - zapytałam.
- Raczej tak. Co ty tu właściwie robisz? Znowu miałaś koszmar? - Łukasz wiedział o wszystkim, no dobrze prawie o wszystkim, bo o Szymonie nic mu nie mówiłam. W odpowiedzi niechętnie skinęłam głową.
- Chodź tu do mnie - przytulił mnie raz jeszcze - Pewnie już tu długo jesteś, zapraszam Cię na śniadanie, bo na pewno jesteś głodna - powiedział.
- A co twoi rodzice na to, że już od rana sprowadzasz dziewczyny do domu - zażartowałam.
- Rodziców nie ma w domu - szepnął mi do ucha - to będzie nasza tajemnica - kontynuował. - Przecież wiesz, że jeżeli o Ciebie chodzi to możesz też przyjść na noc, a moi rodzice i tak będą zadowoleni.
- Wiem, wiem - powiedziałam. I ruszyliśmy w stronę jego domu. Mieszkał obok babci Szymona, a więc oznaczało to, że będę musiała przejść obok jego domu. Nieważne, czym ja się przejmuję? To nie miało sensu. Już po chwili zaczęliśmy się wygłupiać na środku drogi, ale tak było zawsze. Uciekałam przed nim, on był szybszy ale i tak biegł za mną. W końcu złapał mnie od tyłu, a potem odwrócił do siebie, tak że staliśmy twarzą w twarz. Nie czekając na nic wyrwałam mu się i uciekłam ze śmiechem. Łukasz pokręcił głową z wielkim uśmiechem, a potem jednym krokiem znalazł się przy mnie i już w spokoju szliśmy do jego domu.
- Kto to jest? - zapytał w pewnej chwili - wskazując na dom, który właśnie mijaliśmy.
- Szymon, wnuk Pani Lubomiry - bo tak się nazywała na prawdę. Przyglądał nam się, a ja nie wiedziałam czy mam się do niego uśmiechnąć, czy też pomachać, ale w końcu wyszło tak że zignorowałam go.
- Skąd wiesz? - pytał dalej.
- Bo jak wczoraj zanosiłam zakupy, to on już był i się przedstawił. - powiedziałam zgodnie z prawdą. Chłopak wzruszył ramionami jakby go to mało obchodziło. Gdy już mieliśmy przejść przez furtkę, usłyszałam jak ktoś woła moje imię.
- Ola! Poczekaj... - podbiegł do nas Szymon. Czyżby znowu chciał się mi przedstawić? A może zrobi mi wyrzuty albo coś w tym stylu.... Wczorajsze wydarzenia mimo, że na pozór to źle nie wyglądały i miały sens.... Ale nadal bolało mnie to że nie chciał się przyznać do babci że mnie zna...


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Siemanko ;D
Przepraszam, że dopiero teraz rozdział, ale nie mogłam wcześniej go napisać... Przepraszam. Taka sytuacja się więcej nie powtórzy. ;)
Jak wam podobał się rozdział?
Zapraszam na Ask ;D

czwartek, 23 lipca 2015

Rozdział - IV

Podczas jazdy autobusem moje myśli krążyły wokół Szymona. Czy myśli o mnie, czy to co mówił to nie jest stek bzdur. Właściwie powinnam zastanawiać się co z moją szkołą, ale ja i tak nie mogłam oderwać na długo myśli o nim. O mały włos, a przegapiłabym swój przystanek autobusowy. Teraz musiałam w drodze do domu zetrzeć uśmiech z twarzy. Moi rodzice mogliby to źle zinterpretować. Miałabym jedynym słowem kłopoty. Do domu wróciłam wieczorem, ale zanim zamknę się w swoim pokoju muszę się wytłumaczyć dlaczego tak późno wróciłam.
- Spotkałam Natalkę z Mateuszem, byli oni w tarasach... A ja chciałam rozejrzeć się za prezentem dla mojej siostry. - mama przeszyła mnie wzrokiem, jak bym kłamała. Nie umiałam kłamać aż do niedawna, musiałam jakoś wszystko przetrwać sama, bez mówienia nikomu prawdy. chciała zadać mi jeszcze jakieś pytanie, ale przyszedł mój kochany tata. Ledwo trzymał się na nogach, spojrzał na nas przelotnie i bez słowa poszedł spać do pokoju. O to dzisiaj obędzie się bez kłótni? Zdziwiłam się, bo to była nowość. Wstałam i poszłam razem z kolacją do swojego pokoju. Chociaż tam mogę być sama. Postanowiłam, że poczytam książkę bo nie wiem co bym mogła robić, spać nie pójdę, bo za wcześnie, a  marzyc nie wypada. W pewnej chwili dostałam sma'a... Nie chciało mi się ruszyć po telefon, ale pomyślałam że może to coś ważnego.
Nie myliłam się to było ważne, ale nie spodziewałam się że ta akurat wiadomość będzie od Niego. Zerknęłam na zegarek, było już późno.
Od: Twój kochany Szymon
Treść: Śpij skarbie. Niech Ci się przyśni coś miłego...
Natychmiast odpisałam:
Treść: Zmierzch?
Po chwili dostałam odpowiedź:
Od: Twój kochany Szymon
Treść: Tak ;) Poznałaś?
Moją odpowiedź dostał po chwili.
Treść: Tak, czytałam książki i kilka razy oglądałam filmy ; >
Nic nie opisywał, pomyślałam że śpi, albo coś w tym stylu... Tym razem myliłam się bo dzwonek telefonu rozległ się po chwili.
- Halo - powiedziałam, choć wiedziałam kto to jest.
- Cześć, jak tam? - zapytał chłopak.
- Pytasz o coś konkretnego czy ogólnie? - zapytałam
- Coś się stało - zapytał po chwili z przerażeniem.
- Nie, po prostu to można różnie interpretować powiedziałam spokojnie
- Dobrze - powiedział z wahaniem - Czemu jeszcze nie śpisz?
- Bo czytałam i nie zauważyłam że jest tak późno - przyznałam. - A co z Tobą?
- Miałem parę spraw do załatwienia i mi to sporo czasu zajęło. - powiedział.
- To jak jesteś zmęczony to idź spać - powiedziałam.
- Chciałem tylko usłyszeć twój głos - po tych słowach mogłabym przysiąc że na moich policzkach widać rumieńce, chociaż było ciemnio... Nie wiedziałam co powiedzieć, Szymon chyba to wyczuł bo po chwili dodał - A ty kiedy idziesz?- zapytał.
- Niedługo - udało mi się powiedzieć. - Za dużo się wydarzyło i muszę to sobie poukładać w głowie...
- To Ci nie przeszkadzam  - już chciał coś dodać, ale ja mu przerwałam
- Nie przeszkadzasz - wyczułam jak chłopak się uśmiecha.
- To fajnie - powiedział i nastała cisza. Chłopak zaczął opowiadać coś, ale pamiętam to jak przez mgłę. Po raz pierwszy usnęłam spokojnie i nie śniły mi się koszmary. Obudziłam się wcześnie rano z myślą, że usnęłam jak z nim rozmawiałam. Szybko wzięłam do reki swój telefon dwa nieprzeczytane wiadomości.
Od: Twój kochany Szymon
Treść: Chyba usnęłaś... Dobranoc
I druga:
Od: Twój kochany Szymon
Treść: Wiem kiedy się rumienisz
Jak na zawołanie mój rumieniec powrócił na swoje miejsce. Odpisałam mu przeprosinowego sms'a w którym mu wyjaśniłam, że usnęłam.Wstałam po czym moja mam oznajmiła mi, że muszę pójść do starszej pani zanieść jej zakupy, które zostawiła u nas w samochodzie. I pomóc w ogrodzie jeżeli będzie trzeba. W drodze do niej przyszła mi do głowy pewna myśl, a to nie jest ta osoba o której mówił mój "chłopak"? Ale obok tez mieszkała starsza pani.
-Dzień dobry! Mam Pani zakupy. - powiedziałam.
- Dzień dobry, dziękuję - odpowiedziała kobieta. Była to bardzo miła staruszka i lubiłam z  nią rozmawiać, bo była mądrym człowiekiem. - Chodź napijesz się herbaty? -zapytała.
- Tak chętnie - powiedziałam i weszłam do domu niosąc zakupy. Gdy już byłam w środku, zapytałam - Może je rozpakuję? - wskazałam na torby, które wniosłam.
- Jeżeli byś mogła - odparła staruszka. I zaczęłam wypakowywać i chować do szafek zawartość toreb. Dokładnie wiedziałam gdzie co jest, dlatego nie miałam problemu ze schowaniem wszystkich rzeczy. Gdy skończyłam usłyszałam jej głos za plecami.
- Herbata już gotowa, siadaj - poleciła kobieta. Zaczęliśmy rozmowę o szkole, o tym co chce robić w przyszłości. Traktowałam ją jak swoją babcię której mogę powiedzieć wszystko. Nie wiem dlaczego tak ją podziwiałam, ona zawsze mnie wspierała mimo że tego jest w sumie obcą mi osobą.
- Pomóc coś Pani dzisiaj? W ogrodzie albo gdzieś? - zapytałam. Spędzanie u niej czasu było samą przyjemnością. Nigdy nie chciałam wracać do domu. Tam nic mnie nie czekało, oprócz kłótni, złośliwości, a nawet policji. Szczerze mówiąc miałam nadzieję, że coś będę musiała zrobić. Nie lubiłam swojego domu... Tam gdzie inni czuli się szczęśliwi, ja czułam się jak w klatce. Robić to co ci każą, nie spełniać się, nie rozwijać. Nic kompletnie nic. Ale szkoła w mieście jest dla mnie szansą na lepsze życie? No to bym mogła być spokojna o jutro, o to bym była szczęśliwa? Ale będąc nadal tu nie potrafiłam nic osiągnąć, nie wiedziałam co mnie nawet tam czeka. Ale wszystko byle nie tu.
- Nie, dziękuje. Nie mówiłam Ci ale mam wnuczka. - zaskoczyła mnie tym, bo nigdy o nim nie wspominała - Ma na imię Szymon i jest rok starszy od Ciebie, nie mówiłam Ci bo nie widziałam się z nim dawno.... - i jak na zawołanie z pokoju wyszła postać, którą od razu poznałam. Te Oczy...
- Może sam się przedstawię - zapytał i od razu gdy mnie zobaczył jego mięśnie się napięły. Nie spodziewał się mnie tutaj, a jego też nie. Patrzyliśmy sobie w oczy, miałam wrażenie że to trwa wieki. Tak jakby nic innego się nie liczyło. Kobieta pierwsza przerwała ciszę.
- Znacie się? - zapytała. Zanim zdążyłam coś powiedzieć, Szymon ubiegł mnie mówiąc:
- Nie babciu. - podszedł do mnie i wyciągnął rękę mówiąc - Cześć, jestem Szymon - uśmiechnął się delikatnie.
- Cześć, Ola - powiedziałam. Chciałam na niego krzyknąć, ze po tym wczoraj nagle mnie nie zna? Byłam na niego wściekła, ale może to tylko dla mnie coś znaczyło a tak na prawdę nie działo się nic wyjątkowego?
- Właśnie, Szymek mi pomoże, także możesz zająć się zająć swoimi sprawami. - staruszka uśmiechnęła się ciepło.
- To ja już pójdę - powiedziałam po czym wstałam. - Do widzenia - powiedziałam do kobiety.
- Odprowadź ją - powiedziała staruszka.
- Nie trzeba dziękuję i wyszłam z pomieszczenia. Ale usłyszałam za sobą jego kroki.
Gdy już byliśmy na zewnątrz, krzyknął:
- Poczekaj! - nie miałam zamiaru na niego czekać, ale wiedziałam że chłopak nie da za wygraną. Po za tym byłam ciekawa co on ma mi do powiedzenia.
- Posłuchaj.... - zaczął.


----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Heey ;D
Mamy kolejny rozdział. Piszcie co sądzicie ;) Coś zmienić?
Jak myślicie jakie będzie miał Szymon wytłumaczenie dla Oli? Komentujcie, ale też zapraszam na Ask'a.
Do zobaczenia :)


środa, 22 lipca 2015

Liebster Blog Award!

Część :)
Dzisiaj piszę do Was z notką, ponieważ zostałam nominowana do LBA przez
serdecznie dziękuję za nominację :) 

Moje odpowiedzi na zadane mi pytania:
1. Co cię skłoniło do założenia bloga? 
   Bloga założyłam w wakacje, czyli miałam sporo wolnego czasu i pomyślałam że może zacznę coś tworzyć.
2. Ulubiona cyfra? Ma jakieś znaczenie w twoim życiu?
   Nie mam ulubionej cyfry, ale jeżeli już miałabym wybierać było by to 9 ;)
3. Ulubiony youtuber i dlaczego?
   Podam kilka, bo nie umiem wybrać jednego:

  • Martin Stankiewicz  - uważam, że ma świetne odcinki. Wkłada w to dużo pracy i są one robione z humorem. Każdy z odcinków wpływa na poprawę mojego humoru. :P
  • JDabrowsky - ona ma świetne odcinki i też zawsze się uśmiecham. Uwielbiam jego komentarze xD
  • Stuu - jest mega pozytywnym gościem.
  • Kaiko - nie rób Challenge jak będziesz miał 50 000 łapek w górę, proszę ;)
  • Yoczook - to, że wymieniłam go ostatniego nie znaczy że jest gorszy od wymienionych wyżej. Jego odcinki dają radość - jak to ktoś powiedział. Uważam, że charakterem różni się od niektórych youtuberów, ale nie w złym sensie. Wyróżnia się co znaczy łapkę w górę ;)
4. Ulubiony rodzaj książek? 
   Czytam fantazy, romanse, i horrory xD
5. Jakie masz hasło motywacji?
    Podam parę cytatów :)
"Potrafimy kochać i marzyć dlatego wszyscy jesteśmy zwycięzcami"
"Nie idź ścieżką, własną depcz"
  Jeśli chcecie się zmotywować zajrzyjcie do Łukasza Jakóbiaka na snapa, albo instagrama. Wyzwanie 30 minut wcześniej.... To działa, na prawdę bo widzę to po sobie :)
6. Twoja wymarzona praca i dlaczego?
  No właśnie... Jestem typem człowieka, który na tym etapie nie wie co ze sobą zrobić w przyszłości. Lubię    fotografię, ale nie wiem czy tym bym chciała się zajmować w przyszłości.  
7. Największy dotychczasowy sukces życiowy?
  chodzi o to, że spełniłam marzenia? Czy np dostałam się do wymarzonej szkoły? Różnie można to        interpretować :)
8. Do czego masz słabość?
  Do 
9. Jak masz na imię? Podoba Ci się?
  Yhm Aleksandra, tak podoba mi się...
10. Skąd pomysł na taki tytuł bloga?
   Nad nazwą myślałam dość długo. Szukałam cytatu, który odda w kilka słów o czym będzie blog.
  Cytat wziął się z jakiejś piosenki, którą bardzo lubię ;D

Pytania, na które odpowiedzą blogi które nominuję:
1. Co lubisz robić w wolnym czasie? Hobby, które się w pełni angażujesz?
2. Jakie miejsca chciałabyś odwiedzić? Dlaczego?
3. Jakie masz marzenia?
4. Ulubiona bajka z dzieciństwa?
5. Jestem.... (wymień swoje cechy charakteru)
6. Ulubiony cytat?
7. Jaki jest twój najlepszy przyjaciel?
8. Kto zainspirował Cię do pisania?
9. Jeżeli czytasz książki to jakiego autora cenisz najbardziej?
10. kiedy kolejny rozdział? 8)  
  

Blogi które nominuję: 

Dziękuję i do zobaczenia niedługo z kolejnym rozdziałem ;D


poniedziałek, 20 lipca 2015

Rozdział III

W poprzednim rozdziale:
Usiedliśmy, atmosfera była bardzo napięta, chłopcy rozmawiali ze sobą. Jeżeli można to nazwać rozmową, to była rywalizacja, kto jest lepszy. Obserwowałam ich z ciekawością i po za tym musiałam to przerwać w odpowiednim momencie jakby to zaszło za daleko. W pewnym momencie usłyszałam jak przychodzi mi sms. Zobaczyłam od kogo to. Widzę Cię! hahah Jak tam? Zamarłam. A jak to ON?

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------

Bez zastanowienia odpisałam kto Ty? A potem spojrzałam na Szymona uśmiechając się lekko, na szczęście niczego nie zauważył i po chwili odwrócił wzrok. Patrzyłam tępo w telefon. Czekając na odpowiedź, poczułam że jak zaraz stąd nie wyjdę będzie źle, bardzo źle. Szepnęłam do chłopaka:
- Zaraz wracam - posłałam mu przy tym smutny uśmiech. Gdy tylko odeszłam poczułam jak zbierają mi się łzy. Chciałam uciec, ale przecież nie mogłam go tak zostawić. Nie będę płakać powtarzałam sobie, odwróciłam się, a tym samym czasie po moim policzku zaczęła płynąć samotna łza zostawiając mokry ślad na policzku. Spotkałam wzrok Szymona, cały czas szłam. Po chwili poczułam jak ktoś oplata mnie mocno swoimi ramionami. Nawet nie zauważyłam, kiedy jego t-shirt był mokry od moich łez. Po tym jak się uspokoiłam, a trwało to chwilę. Odsunęłam się od niego mówiąc:
- Lepiej będzie jak już pójdę, przepraszam za to wszystko  - Szymon cierpliwie mnie słuchał - powiedz im cokolwiek, że musiałam wracać czy coś - nie odważyłam się spojrzeć mu w oczy. Bałam się tego co mogę w nich zobaczyć. Odwróciłam się, chciałam odejść... Ale poczułam mocne szarpnięcie do tyłu. Zatoczyłam się prawie wpadając w niego. A On złapał mnie, ale nadal mocno trzymał za nadgarstek.  Spojrzałam na niego wyczekującym wzrokiem.
- O co chodzi? Dlaczego chcesz mnie zostawić? - O  nie, to nie tak... Chciałam to powiedzieć, ale nie wypowiedziałam żadnego ze słów. - Proszę, możesz mi to wyjaśnić? - zapanowała cisza nie tego się obawiałam..
- Pod koniec tego roku wydarzyło się coś bardzo złego, do tej pory nie umiem sobie z tym poradzić.... Choć - złapałam go za rękę i poprowadziłam na zewnątrz. Poszliśmy na tarasy nad galerią.
-Nie chcesz mi powiedzieć? Nie będę Cię zmuszał - powiedział w końcu, a ja mu przerwałam.
- To nie jest tak, że nie chcę Ci powiedzieć... To jest strasznie trudne, nie wiele osób o tym wie...Pod koniec roku szkolnego, zaczęłam dostawać głupie wiadomości, potem byłam bacznie obserwowana a potem śledzona do tego stopnia, że kiedyś uciekłam ze stołówki, chowałam się, w szkole nikt mi nie wierzył, że to może być ta osoba, a nawet nauczyciel nic nie powiedział mu. On był chory, ale moje życie zmienił w piekło w przeciągu jednego tygodnia. Codziennie było coraz gorzej, a nikt tego nie zauważył. Każdy martwił się o siebie i tylko to go interesowało. Pewnego dnia ktoś zobaczył, że się pociął i go jeszcze tego dnia zabrali.
- Odetchnęłam głęboko, jak zawsze kiedy skończyłam o tym mówić.
- Tak mi przykro - powiedział w końcu Szymon - uśmiechnęłam się blado.
- Już po wszystkim, zdążyłam o tym zapomnieć, ale to wróciło. To ciągle powraca, choćbym nie wiem co zrobiła tego nie da się zostawić. I jeszcze tam w środku dostałam sms i wiedziałam, że to nie ON.... ale i tak się przeraziłam.- W chwili gdy to mówiłam zobaczyłam, że przyszła mi wiadomość: To ja Natalia. Poczułam ulgę, odetchnęłam głęboko. To była moja koleżanka więc nie miałam się czego bać, ale tak nie było. Musi minąć dużo czasu zanim będzie wszystko w porządku. - To Natalia, moja koleżanka wysłała mi tego sms widocznie nie mam jej numeru telefonu - Przymknęłam oczy, zastanawiałam się co teraz będzie jak zachowa się Szymon, co powie.... Jednym słowem bałam się tego, nie patrzyłam mu w oczy od chwili, gdy wyszliśmy z galerii. Podniosłam na niego wzrok, a właściwie na jego białe palce, które mocno zaciskał. Po chwili wstał, a ja pomyślałam że nie będę go zatrzymywać. Ale chłopak tylko wstał, aby usiąść obok i przytulić mnie. Jego uścisk był na tyle kojący, że poczułam się bezpiecznie i dobrze tak jak byłabym w domu...W swoim ulubionym miejscu.Nie oceniał mnie, nie mówił co mogłabym zrobić był, a najlepsze jest to że zachowywał się jak mój Prawdziwy chłopak, a nie udawany... Minęło kilka chwil zanim mnie puścił, ale zrobił to niechętnie. Wstał i podał mi dłoń i razem zeszliśmy ze schodów.
- Chyba lepiej będzie jak wrócę już do domu - przerwałam ciszę.
- Odprowadzę Cie - powiedział Szymon, a już byliśmy na dole. W pewnej chwili chwycił mnie za ramiona i przyciągnął mnie do ściany. Zasłonił mnie prawie całym swoim ciałem. I powiedział
- Oni są tam - chciałam wyjrzeć za jego ramienia - nie wyglądaj, bo nas zobaczą - powiedział na jednym tchu.
- Dobrze, dobrze - odpowiedziałam mu. - Ile będziemy tak stać? - zapytałam.
- Nie wiem, z Tobą mogę cały dzień - powiedział.
- Udawanie nie jest trudne - odparłam i udało mi się wyjrzeć zza jego ramienia - O, chyba już poszli - powiedziałam i poszliśmy w stronę dworca.
- Gdzie mieszkasz? - zapytał przerywając ciszę.
- Ok. 40 km od Lublina, taka tam mała wieś... -odpowiedziałam mu. Okazało się, ze jego babcia tam mieszka, nawet niedaleko mnie.
- Kiedyś przyjadę  - powiedział.
- Babcia na pewno się ucieszy - powiedziałam spokojnie.
- Babcia na pewno - pokiwał głową, zgadzając się ze mną - A Ty? - zapytał delikatnie zerkając na mnie. Zobaczył zaskoczenie na mojej twarzy i szybko dodał - To było pytanie bez sensu., nie musisz odpowiadać... - powiedział zawstydzony. Uśmiechnęłam się, bo słodko wyglądał...
- Na pewno? - zapytałam - Nie muszę odpowiadać? - dodałam po chwili.
- Nieee, tak tylko pytałem - zaśmiał się nerwowo.
- Okay - powiedziałam i wzruszyłam ramionami. - No to jesteśmy już na miejscu, o i już mój bus jest - powiedziałam.
- To super - powiedział ze znużeniem. - Muszę Ci coś powiedzieć....
- Tak? Mów - zachęciłam go. Szymon odetchnął głęboko i zaczął mówić.
- Bo to w jakim mnie stanie widziałaś dzisiaj... To nie byłam ja, chodzi mi o to, że normalnie na co dzień się tak nie zachowuję. A to co stało się dzisiaj to chwila słabości. - tłumaczył się - Nie wiem co się ze mną stało, na prawdę... Czasami mam tak, ale rzadko czyli raz na jakiś czas. Normalnie jestem zwykłym chłopakiem...
- Nie musisz się tłumaczyć, bo każdy tak ma czasem, tak? Że jest chwila słabości i... - nie pozwolił mi dokończyć.
- Ale nie chcę, żebyś mnie wzięła za jakiegoś słabego.... - zamyślił się szukając odpowiedniego słowa.
- Ciii za nikogo takiego cię nie wzięłam. - powiedziałam.
- Możesz mi dać swój numer telefonu - zapytał na jednym oddechu jakby się bał, mojej reakcji.
- Jasne, to ty mi dasz swój. - Wymieniliśmy się telefonami - Jak mam się zapisać? - zapytałam
- Jak chcesz - powiedział, było mu to obojętne. Napisałam "Twoja dziewczyna ;D" Najwyżej zmieni, co mi szkodzi? Zapiałam i oddałam mu telefon.
- Chcę Ci powiedzieć też, że to dzisiaj zobaczyłeś w związku ze mną - dostałam słowotoku - To mi się praktycznie nigdy nie zdarza - mówiłam.
- Rozumiem - odparł patrząc mi prosto w oczy.
- A przynajmniej nie przy kimś - kontynuowałam - To była dziwna sytuacja, ta dzisiaj - mówiłam coraz szybciej, a on tylko się uśmiechnął. Swoimi dłońmi dotknął mojej twarzy, a potem przysunął się. I swoimi ustami dotknął moich, delikatnie, spokojnie jakby badał moja reakcję. Gdy poczuł uśmiech odsunął się delikatnie i powiedział szeptem.
- Spokojnie rozumiem, a teraz idź bo się spóźnisz. - powiedział spokojnie.
- Okay - powiedziałam zdezorientowana - Tak uciesze się - dodałam.
- Ucieszysz się? - zapytał z dziwieniem.
- Jak przyjedziesz - odkrzyknęłam. Gdy popatrzyłam na niego w busie na jego twarzy malował się wielki szczery uśmiech. Automatycznie na mojej twarzy można było zobaczyć to samo. Po chwili dostałam sms
Od: Twój kochany Szymon
Treść: Nawet nie wiesz jak bardzo się cieszę z tego powodu. Dziękuje że uczyniłaś mój dzień lepszy, Moja dziewczyno ;)
I ruszyliśmy do domu, czekała mnie długa jazda busem...

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hey kochani :D Rozdział III 
Co myślicie? Podoba się wam czy niekoniecznie?
Jeżeli macie jakieś pytania to zapraszam na Ask ;D


wtorek, 14 lipca 2015

Rozdział II

W poprzednim rozdziale: 
- Zaprosili mnie dzisiaj na spotkanie. Bo on nie wie, że kiedyś była ona moja i nie chcę tam iść sam. Najchętniej stałbym się innym człowiekiem tylko po to by pokazać jej to co straciła, mogła mieć. Tak, jestem zdesperowany. - powiedział.
- Idziesz na to spotkanie? Jeżeli nie chcesz iść sam weź ze sobą, koleżankę jakoś... możesz też przedstawić ją jako swoją dziewczynę czy coś, jakbyś chciał. Jak chcesz się zmienić zmień swój styl ubierania się jak ci to pomoże... - mówiłam szybko, chciałam pomóc lecz nie wiem czy mi to wyszło.
- Mam pomysł i pytanie czy Ty mi w tym pomożesz - powiedział a ja nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć.
- No nie wiem, chyba....- zawahałam się
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
- Nie wiem czy jestem odpowiednią osobą... - powiedziałam po chwili.
- Jesteś.... nikt nie zna Cię z moich znajomych więc? - mówił, a ja zaskoczona byłam i jego determinacją i tym co powiedział - Chodzi mi o to.. że nie znam innej osoby, która by się do tego nadawała...- do udawania bycią czyjąś dziewczyną, jakie to cudowne... dokończyłam za niego.
- Dobrze, a co z tobą? - zapytałam, chłopak ni wiedział o co mi dokładnie chodzi, więc mówiłam dalej - Najchętniej stałbym się innym człowiekiem tylko po to by pokazać jej to co straciła, mogła mieć. - zacytowałam go.
- A o to Ci chodzi, no własnie nie wiem...- zamyślił się.
- Może fryzjer jeżeli chcesz zmienić...- nie zdążyłam dokończyć.
- Ooo tak, a potem pójdziemy na zakupy - powiedział.
- Okay - zgodziłam się i tak na prawdę nie wiem dlaczego, ale raczej dla siebie niż dla niego... Bo nic się nie dzieje w moim życiu, a tak będzie jakaś rozrywka i tu przypomniał mi się cytat z Darów Anioła: "Moją jedyną prawdziwa miłością pozostaję ja sam. - Dorothea wybuchnęła śmiechem. - Przynajmniej nie martwisz się o odrzucenie, chłopcze. - Niekoniecznie. Od czasu do czasu odtrącam się, żeby było ciekawiej." Po chwili poszliśmy do fryzjera. Szliśmy w milczeniu, mijając kolejne kamienice. Weszliśmy do salonu fryzjerskiego i przywitała nas kobieta.
- Dzień dobry - powiedzieliśmy oboje, prawie w tym samym czasie, wywołało to uśmiech u kobiety.
- Dzień dobry. Czym mogę służyć? - zapytała.
- Chciałem się obciąć, jakoś inaczej niż do tej pory - powiedział.
- Zapraszam na fotel, obejrzymy katalog może coś ci się spodoba. Jak masz na imię? - zapytała.
Szymon - odparł i podszedł - twoją dziewczynę też zapraszamy, możecie razem zobaczyć, nie ma problemu... - widać, że chłopak się zakłopotał i zaczął mówić:
- My niee...- ale ja mu przeszkodziłam i powiedziałam
-Ja idę załatwić swoje sprawy, powinnam wrócić nim skończycie, do zobaczenia - w odpowiedzi zobaczyłam blady uśmiech Szymona. A tak swoją drogą to ładne imię... Szymon powtórzyłam w myślach i uśmiechając się do siebie poszłam w swoją stronę. Bo nie zapominajmy, że muszę złożyć papiery do szkoły. Nie miałam większego problemu z dotarciem na miejsce. W liceum przywitała mnie miła pani i wskazała gdzie iść złożyłam dokumenty i byłam z powrotem na mieście. Pozostało tylko wrócić do salonu fryzjerskiego.
Po 15 minutach drogi powrotnej byłam na miejscu, lecz nie zastałam chłopaka w środku.
- Gdzie chłopak - zapytałam się osoby, która właśnie sprzątała.
- Jaki chłopak? Jestem tu od 5 minut także słonko nie mogę ci pomóc - powiedziała spokojnie.
Upss... nie wiedziałam co robić, czy go szukać, czy może poczekać na niego , ale też może poszedł bo uważał że ten pomysł jest głupi i lepiej zakończyć to co jeszcze nie powstało. Pomyślałam chwilę i po chwili zauważyłam, że wpatruję się pusto w lustro, a obok mnie stoi Szymon. Moje kąciki ust mimowolnie się uniosły lekko do góry. To samo zauważyłam u mojego towarzysza. Był odmieniony, wróć jego fryzura była odmieniona, a oczy pozostały takie same, brązowe z tym samym błyskiem. Tylko, że nie miał ich już zaczerwienionych. Nie wiedziałam, że mogę się aż tak ucieszyć na czyjś widok. Szymon nic nie mówiąc wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę wyjścia. Puścił mnie, zrobił obrót.
- I jak Ci się podobam? - zapytał, ciągle się śmiejąc.
- Z czego się tak śmiejesz? - i tu znowu odpowiedziałam mu pytaniem na pytanie.
- Nie wiesz, że nie ładnie to odpowiadać pytaniem na pytanie? - zapytał. Teraz to już i mi chciało się śmiać.
- A czy ty właśnie tego nie zrobiłeś? - odpowiedziałam mu. Chłopak pokręcił głową, przybliżył się do mnie, tak że nasze ciała się stykały a jego ręce były zaplecione za moimi plecami. Staliśmy tak chwilę wpatrując się w siebie i uśmiechając się ciągle. Przechodni mijali nas, może dlatego że staliśmy na samym środku chodnika?
- Możesz mi odpowiedzieć na pytanie? - powiedział w końcu.
- Wyglądasz..... mega, super i fantastycznie... - odpowiedziałam po chwili.
- Podoba ci się? - zapytał ponownie. Zapadła między nami cisza. Jak dla mnie niezręczna, bo nigdy się nie znalazłam w takiej sytuacji. Lekko skinęłam głową, a potem dodałam:
- Tak i to bardzo.... - mogłam się założyć, że na mojej twarzy zakwitł duży, krwisty rumieniec. Chciałam zasłonić się ręką, ale Szymon powiedział:
- Wyglądasz słodko - i mój rumieniec się powiększył. Po chwili nasze czoła się zetknęły, czułam jego oddech na swojej skórze. Po chwili i mój przyśpieszył. Patrzyliśmy sobie  oczy, aż ktoś krzyknął imię chłopaka:
- Szymon! - o nie... wiedziałam, kto to jest. Zaczęłam sobie powtarzać zachowaj zimną krew, uspokój się, wszystko będzie dobrze. To był Sebastian z nim wiąże się długa historia, baardzo długa.
- O cześć! - powiedział Szymon ze sztucznym uśmiechem, al e zanim to spojrzał na mnie przerażonym wzrokiem. A ja nie mogłam mu pomóc, bo nie wierzyłam własnym oczom, byłam zdezoriętowana. Chciał mnie przedstawić, ale uświadomił sobie, że nie zna mojego imienia dlatego, gdy tylko zaczął chciałam mu przerwać. - Poznaj moją dziewczynę....
- Twoją dziewczynę? My się już znamy.... Miło Cie widzieć Ola - powiedział trochę zakłopotany.
- Yyyy cześć - nie zdobyłam się na nic innego, bo mi nie było miło.
- To wy się znacie? - zapytał Szymon.
- Przez przypadek, ale tak... - powiedziałam szybko. - To jest TEN twój kolega? - zapytałam mojego "chłopaka".
- Tak to o niego chodziło - powiedział w końcu. Posyłając mi puste spojrzenie. - Nie mieliśmy się spotkać za godzinę? - to pytanie skierował do niego.
- Tak za godzinę, ale idę teraz po Nicolę - powiedział, było widać że czuje się tak samo jak ja czyli niezręcznie, dziwnie?
- To do zobaczenia na miejscu - rzucił Szymon i poszliśmy w swoją stronę, nie zwracając niego uwagi. Nawet nie zauważyłam kiedy, odsunęliśmy się od siebie. Przeniósł wtedy rękę z twarzy na moją talię i przysunął do siebie. Teraz ja odtwarzałam to w zwolnionym tępie w swojej głowie. Dopiero teraz kiedy mocniej ścisnął mi rękę, zobaczyłam że trzymamy się za nie.
- Uważaj, bo wpadniesz pod samochód, a tego bym nie chciał... - szepnął mi do ucha. Po moim ciele przeszedł dreszcz, w tych słowach było coś mrocznego, coś co nie pasowało to do Szymona. Odwróciłam wzrok i zobaczyłam, że stoimy przed przejściem i czekamy na zmianę świateł.
- To gdzie teraz idziemy? - zapytałam.
- Może na zakupy? Pójdziemy do galerii bo tam się mamy spotkać... Chyba że nie chcesz - dodał widząc moją minę.
- Nie, jest okay. Możemy zrobić jak uważasz.- było mi wszystko jedno.
W krótkim czasie dotarliśmy na miejsce i poszliśmy do pierwszego sklepu. Czas nam mijał szybko, a bawiliśmy się jeszcze lepiej. Szymona zobaczyłam prawie we wszystkich ubraniach, jakie były w sklepie. Przebierał się za różne postacie za grzecznego chłopca, za niegrzecznego, kujona, a nawet złożył rurki. Miałam wrażenie, że wszystko to robi, aby mnie rozśmieszyć. Zachowywał się tak jakby mnie rozumiał, ale nie pytał. To było dla mnie dziwne, to tak jakbyśmy rozumieli się bez słów. W końcu wybraliśmy bluzę czarną z dużym kapturem i t-shirt z czaszką i spodnie, które podkreślały jego tyłek. W całości wyglądał jak niegrzeczny, ale cholernie przystojny chłopak. Mieliśmy iść już coś zjeść, ale zatrzymaliśmy się przy stoisku z rzemykami i różnymi zawieszkami.
- Może będziemy mieli coś takiego, co będzie nas łączyć? - wskazał na jeden podwójnych rzemyków, które miały zawieszkę gdzie łączyły się i tworzyły całość.
- W sumie czemu nie? - zgodziłam się . Był to fantastyczny pomysł, ale chyba dla nieudawanej pary, nieważne. On założył mi a ja jemu, po chwili spojrzał mi prosto w oczy. Ale ja oczywiście musiałam coś zrobić i  powiedziałam:
-Chodźmy już. - chłopak uniósł lekko kąciki ust po czym wziął mnie za rękę i poszliśmy w swoją stronę.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś jak masz na imię - zapytał, ale nie patrzył w moja stronę.
- Bo nie pytałeś - wzruszyłam ramionami.
- Skąd się znacie - zapytał. Zapytał obojętnym tonem.
- To nie jest ważne w tej chwili, nie chcę o tym mówić. Ale nie byliśmy razem, jeżeli o to ci chodzi, po prostu....- zaczęłam się tłumaczyć, ale chłopak mi przerwał mi.
- Spokojnie, tylko pytam - posłałam mu lekki uśmiech  - Jakiś wskazówki jak mam się zachowywać? Może mi jakoś pomożesz, bo strasznie się denerwuję.
- Jestem twoją dziewczyną no to chyba zachowuj się tak jakbym nią była na prawdę. Czyli, że mnie kochasz i nie widzisz świata poza mną i takie tam... Na pewno wiesz jak się zachowuje zakochany chłopak  - powiedziałam obojętnie. Ale ty nie wiesz jak się zachowuje zakochana dziewczyna! krzyknęła moja podświadomość.
- Mam nadzieje, że będzie dobrze... - powiedział. Widziałam nutkę przerażenia w jego zachowaniu. I go natychmiast chciałam pocieszyć.
- Wszystko będzie dobrze, zobaczysz! Nie musimy przecież tam siedzieć cały czas - chłopak dalej szedł przed siebie ze mną u boku. A nasze ręce były splecione razem. Odszukaliśmy ich wzrokiem i podeszliśmy. - - Cześć - usłyszeliśmy na powitanie od Sebastiana i Nikoli.
- Cześć - powiedzieliśmy w tym samym czasie, na co zaśmialiśmy się razem.
- Więc tak... Szymona już znasz... - zaczął jeden.
- To jest Ola, moja dziewczyna - przerwał mu drugi. I musnął delikatnie wargami moja skroń.
- Tak... Ola to jest moja dziewczyna Nikola - powiedział Seba. Przywitaliśmy się lekkim uściskiem dłoni.
Usiedliśmy, atmosfera była bardzo napięta, chłopcy rozmawiali ze sobą. Jeżeli można to nazwać rozmową, to była rywalizacja, kto jest lepszy. Obserwowałam ich z ciekawością i po za tym musiałam to przerwać w odpowiednim momencie jakby to zaszło za daleko. W pewnym momencie usłyszałam jak przychodzi mi sms. Zobaczyłam od kogo to. Widzę Cię! hahah Jak tam? Zamarłam. A jak to ON?

----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Hey ;D
Mamy drugi rozdział. Jak się podoba? Rozdziały nie są za długie? A może chcecie coś zmienić? Piszcie śmiało w komentarzach, albo tu Ask Macie jakiejś pytania do mnie, a może do któregoś bohatera?



czwartek, 9 lipca 2015

Rozdział I

Pierwszy dzień wakacji, a już tęsknię za swoją dawną "paczką" z klasy, za przyjaciółmi, za wybuchami śmiechu na lekcjach, za dowcipami kolegów i za wieloma wspaniałymi rzeczami, które pozostaną za murami tamtej szkoły. Ale tak już musi być, czas idzie do przodu choćby nie wiem co. I nikt go nie zatrzyma, a on nawet nie zwolni swojego biegu...
Dziś zawożę kopię dokumentów do szkoły, potem rekrutacja i wyniki. Mam trochę drogi na przystanek, ale do Lublina dotarłam po jakiejś godzinie od wyjścia z domu. Mimo, że mieszkam na wsi to miasto uwielbiałam i to tu chciałam zamieszkać w przyszłości. Pomimo hałasu, spalin unoszących się w górze, gwaru i pędzących gdzieś ciągle ludzi. Mnie to nie przeszkadzało, bo sama też czasem spieszyłam się na autobus, do szkoły, do sklepu... Ale przecież przez to, że gdzieś się spieszymy, zawsze dotrzemy do celu, ale też w końcu przestaniemy zauważ małe rzeczy. Drobne sprawy, które kiedyś nas cieszyły w końcu stanął się rutyną, w której nie dostrzeżemy tego "czegoś".
Do liceum postanowiłam przejść piechotą, gdyż nie było daleko, a po za tym przyda się trochę ruchu. Droga zajmie mi dłużej, ale przez to pobędę dłużej w mieście. Przechodząc od dworca szłam znanymi ulicami i podziwiałam ich piękno, przed sobą miałam jeszcze zamek i most.... Właśne most, nie lubię przechodzić tędy z kimś, a tym bardziej sama. Zawsze towarzyszą mi przy tym myśli, które nigdy się nie zdarzą, a mimo to się bałam... Bo na przykład telefon, który jest w kieszeni nie wyskoczy sam, prawda? Albo torebka mi też sama nie wpadnie do rzeki. Będę szła jak najdalej od barierek, jak to tylko możliwe. Ale zanim weszłam na most coś a raczej ktoś, przykuł moją uwagę. Zauważyłam chłopaka, który siedzi praktycznie na barierce na moście... No niby nic w tym dziwnego, że ktoś sobie siedzi, ale tu? O, niee, tylko nie to. Chyba on o tym nie myśli? Podeszłam bliżej, zastanawiając się co zrobić. Stałam blisko niego, a chłopak nawet mnie nie zauważył. Jego dłonie były mocno zaciśnięte na szarym murku. Nie wiele myśląc swoją dłoń położyłam na jego. Ani drgnął lecz spojrzał na minie dużymi, brązowymi, czerwonymi od płaczu oczami. Po chwili zabrał swoją rękę, i zapytał
-Czego chcesz? - nadal przyglądał mi się. A ja spokojnie choć trochę drżącym głosem odpowiedziałam.
- Czemu tu siedzisz? - odpowiadanie pytaniem na pytanie skąd ja to znam? Chłopak prychnął i opowiedział:
- Myślisz, że podchodzą do osoby, obcej osoby, która jest w takim stanie jak ja....I zapytasz co się stało? Ona ci odpowie tak jak byście byli starymi przyjaciółmi, którzy chcą szczęścia drugiego kolegi?
- Tak, tak właśnie myślę. Uważam, także że jeśli się widzi osobę, która potrzebuje pomocy to trzeba jej pomóc...- mówiłam trochę zirytowana jego zachowaniem,
- Czy ja Ci wyglądam na osobę, która potrzebuje pomocy? - zapytał
- A to jest pytanie retoryczne? - odpowiedziałam, ale chłopak nie wiedział o co mi chodzi i tylko zmarszczył brwi...a jak kontynuowałam - Bo to chyba nie jest normalne że siedzisz sobie od tak o, na moście, na takiej wysokości. - Nawet nie spojrzałam się w dół, nieznajomy brunet zamyślił się na chwile nad moimi słowami.
- A normalne jest to, że tylko Ty zwróciłaś uwagę na moją osobę?
- Normalne jest, że ja.... Ale tylko ja?
- Bo widzisz w życiu ludzie widzą tylko to co chcą, najczęściej pieniądze choć to nie one dają prawdziwe szczęście. Oni wszyscy - pokazał ręką na ludzi obok nas przechodzących - to egoiści, myślą o sobie...Chcą dążyć do celu jak Balladyna, czyli po trupach do celu. Potrafią zabić nawet to co się tak naprawdę kocha. Ale oni tego nie zauważą, znajdą sobie inny obiekt, zastępczy.Tak się teraz wszyscy zachowują...- przetrwałam mu:
- Nie wszyscy...- chciałam mu coś jeszcze dodać, ale mi przerwał.
- Oczywiście, że nie wszyscy...Bo reszta jest tak słaba, że przez to popada w depresję i popełnia samobójstwo, ale czy tak nie było by lepiej?
- O czym Ty do cholery mówisz? - zapytałam, bo mimo jego stanu psychicznego mówił racjonalnie, ale i bez sensu. Miał zapłakane oczy, a mógł się kłócić o wszystko...
- No właśnie o czym ja mówię? Jeszcze nie dostałaś takiego zaszczytu i nie poznałaś takich ludzi...- powiedział i tym razem to ja mu przerwałam.
- Jaki zaszczyt? Poznając ludzi, którzy Cie niszczą, czekają na Twój upadek i to się zaszczyt nazywa? Poznając osoby dla których liczy się kasa, markowe ubrania i najlepiej jakbyś nie popełnił, żadnego błędu, bo potem Cię skreślą tak łatwo, że sobie nawet nie wyobrażasz. I mam rozumieć, że zaszczytem jest także upokarzanie Ciebie przed wszystkimi? Ja dziękuję za ten zaszczyt i pozostanę w grupie osób, którzy nie patrzą przez pryzmat pieniędzy, ale dadzą radę żyć, mimo wszystko....- po wypowiedzeniu ostatnich słów odwróciłam się i odeszłam.
Po niecałych 10 minutach poczułam czyjąś rękę na ramieniu. Oczywiście się domyśliłam kto to, ale nie zdążyłam zobaczyć jego wyrazu twarzy, bo przytulił mnie. Po chwili odsunęliśmy się od siebie.
- Przytulasz obca ci osobę... Jak się z tym czujesz? - zapytałam, a w moim głosie słychać było sarkazm.
- Przepraszam za ta sytuację, ale ostanie wydarzenia w moim życiu sprawiły, że czuję się źle...- powiedział, a moją uwagę zignorował.
- Nie masz za co przepraszać, jestem dla Ciebie tylko zwykła obcą osobą, której prawdopodobnie nigdy nie zobaczysz... Nie masz czym się przejmować.. - mówiłam.
- Ale to my jesteśmy panami swojego losu, naszym życiem kieruje zbiór przypadków - powiedział - i to od nas zależy jak się te drogi potoczą.
- A nie wierzysz w przeznaczenie? Że na przykład to że się spotkaliśmy to nie przypadek?
- Chyba przypadek, chodź coś ci opowiem - mówił już spokojnie, bez żadnych podtekstów czy sarkazmu.
Poszliśmy do galerii handlowej, bo tu było najbliżej. Usiedliśmy w ustronnym miejscu, tam gdzie mogliśmy spokojnie pogadać. I zaczął swoją opowieść/ historię czy jak tam kto sobie nazywa.
- Bo widzisz, nie wiem czemu ale czuję, że Tobie mogę zaufać... Pewnego dnia jechaliśmy z rodzina nad morze, wiesz mama, tata i ja. Po prostu na wakacje odpocząć od tego wszystkiego. Bawiliśmy się tam rewelacyjnie morze, ptaki, plaża... Ale po tygodniu musieliśmy wracać, bo zadzwonili do taty, że coś tam się stało i musi wracać do pracy... Dzień był pochmurny, aż w końcu po kilku godzinach jazdy zaczął padać deszcz, który za chwilę zamienił się w ulewę nic nie było widać oprócz świateł samochodu, który jechał
przed nami w pewnej chwili usłyszałem ogromny huk, potem dużo wody i tyle pamiętam...Potem tylko szpital więcej nie wiem co się wydarzyło. Zginęła tam moja mama, a ja z ojcem przeżyłem. Od tamtej pory on pije, a ja chodzę regularnie do psychologa. I wiesz.... gdyby nie tamten przypadek, że on nie musiał wracać, tego wszystkiego by nie było. Może to nie jest jakiś tam wypadek poważny, w sensie dla kogoś innego, ale dla mnie to był koszmar. - umilkł, a ja zdobyłam się tylko na:
- Bardzo mi przykro - powiedziałam i złapałam go za rękę, a on wziął ją w swoje dłonie. Chciał mi jeszcze coś powiedzieć  i po chwili zaczął:
- Kolejnym może błahym powodem było to, że mój kumpel Seba odbił mi dziewczynę i ja jakoś nie umiałem walczyć o nią. Pozwoliłem jej odejść...
- "Jeśli coś kochasz- puść to wolno. Jeśli wróci, jest twoje, jeśli nie- nigdy twoje nie było" - powiedziałam nim pomyślałam.
- Kto to powiedział? - zapytał.
- Paulo Coehlo - odpowiedziałam spokojnie.
- Mądry cytat - podsumował i mówił dalej - Kochałem ją, naprawdę ale teraz nic do niej nie czuję, tylko mi na niej zależy. Wiem, że to co mówię to nie ma sensu, ale nie chcę jej stracić. To byłoby na koniec, taka moja bajka i wiem, że niektórzy może uznają mnie za głupca, bo nie powinienem się tym martwić.... Ale to wraca jak bumerang.
- Nawet nie wiesz jak dobrze Cię rozumiem - chciałam dokończyć, ale mi przerwał widocznie zatopiony w swoich myślach.
- Zaprosili mnie dzisiaj na spotkanie. Bo on nie wie, że kiedyś była ona moja i nie chcę tam iść sam. Najchętniej stałbym się innym człowiekiem tylko po to by pokazać jej to co straciła, mogła mieć. Tak jestem zdesperowany. - powiedział.
- Idziesz na to spotkanie? Jeżeli nie chcesz iść sam weź ze sobą, koleżankę jakoś... możesz też przedstawić ją jako swoją dziewczynę czy coś, jakbyś chciał. Jak chcesz się zmienić zmień swój styl ubierania się jak ci to pomoże... - mówiłam szybko, chciałam pomóc lecz nie wiem czy mi to wyszło.
- Mam pomysł i pytanie czy Ty mi w tym pomożesz - powiedział a ja nie miałam pojęcia co mu odpowiedzieć.
- No nie wiem, chyba....- zawahałam się


-----------------------------------------
Kochani pierwszy rozdział, mam nadzieję że wam się podoba i napiszecie mi w komentarzu co i jak ;D



niedziela, 5 lipca 2015

Wstęp

Mówią, że jest się odpowiedzialnym za to co lub kogo się uratowało. Osobie która jest sama nie chce nikt pomóc, bo ma za mało kasy, bo nie ma markowych ubrań, albo też popełnił jeden błąd...Które zmienił wszystko...Taki ktoś został sam i albo ktoś mu pomoże i odmieni jego życie oraz przy okazji swoje albo nie. Czy to my jesteśmy panami swojego losu? Czy nam jest już wszystko przeznaczone?